[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Nowe „Wesele” Smarzowskiego

    Autorstwana 20 października 2021

    Jak po przerwie wakacyjnej przyszła pora na nowy sezon w radiu, tak Wojtek Smarzowski przychodzi ze swoim najnowszym dziełem pod tytułem Wesele. I nie, nie jest ono w żaden sposób związane z innym filmem tegoż reżysera sprzed siedemnastu lat. Tytułowa impreza staje się tylko punktem wyjścia do wydarzeń sprzed ośmiu dekad, jakie wydarzyły się w Jedwabnem. Co z tego wszystkiego wyszło w końcowym efekcie? Poniżej recenzja.

    Punktem wyjścia do całej historii jest tytułowe wesele, podczas którego Kasia i Janek przyrzekają sobie miłość do grobowej deski. Drugą linią fabularną jest historia dziadka panny młodej, który wspomina to, co go spotkało na początku II wojny światowej. I to na ten drugi wątek został położony największy nacisk. Cała opowieść jest historią o tym, jak naród Polski ciemiężył Żydów mieszkających na terenach naszego kraju i tego, jak niewiele się przez kilka dekad zmieniło.

    Najnowsze dzieło Smarzowskiego posiada dość sporo luk fabularnych, których widz nie będzie w stanie w żaden sposób sobie wypełnić. Tak na przykład jest z brakiem rodziny pana młodego – przez cały seans nie dowiemy się, dlaczego na najważniejszą imprezę w jego życiu przyszedł tylko ze znajomymi, ale bez bliskich. Całe Wesele zostało zrobione tak, jakby to historia sprzed kilku dekad była najważniejsza i rzucała swój długi cień na wydarzenia teraźniejsze. Polski reżyser chyba chciał wprost pokazać widzom makabryczne sceny z Jedwabnego (które tutaj nie jest tą miejscowością), a narracja poszła na dalszy plan. Kiedy po przemyśleniu całej historii człowiek będzie chciał się zastanowić, co się dokładnie w niej działo, to uświadomi sobie, że pewne wątki nie zostały w odpowiedni sposób rozwinięte. Zostały one ukazane tylko po to, aby jakoś wypełnić metraż filmu (lekko ponad dwie godziny) i spleść ze sobą poszczególne sceny.

    Tu pojawia się wątek tego, że Smarzowski wziął wszystkie najgorsze cechy Polaków (jak homofobia czy rasizm) i wyolbrzymił je do granic możliwości. Nie byłam w stanie zliczyć tego, ile razy ktoś został nazwany Żydem w najbardziej pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Tak jakby Polacy byli najgorszym narodem na świecie i nie mieli żadnych pozytywnych cech. Zarówno we współczesnej, jak i historycznej linii czasowej zostały ukazane najgorsze persony, które sprawiają, że wydajemy się być najpaskudniejszymi ludźmi na całym globie.

    Inną kwestią jest podejście Smarzowskiego do ukazywania brutalności na ekranie. On jest jednym z tych, którzy nie certolą się w tańcu i jak ma być scena bicia, to pokazują ją w całej okazałości i z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jednych może to obrzydzać, inni się tym zbytnio nie przejmą. Tylko że ponownie mamy tutaj do czynienia z pewnym ekstremalnym pokazywaniem.

    Z pozytywów z kolei mogę napisać to, że film został nawet ładnie nakręcony. Ciekawie też zostało pokazane, jak dwie przestrzenie i linie czasowe się ze sobą przenikają. Dla Smarzowskiego nie ma znaczenia okres historyczny, ponieważ w mentalności Polaków nic specjalnie się nie zmienia. Zawsze pojawi się jakaś grupa ludzi, którą będzie można nienawidzić i być w stosunku do niej wrogo nastawionym. Tutaj niektórzy widzowie przyzwyczajeni do zerowego stylu opowiadania historii mogą mieć pewne problemy z nadążaniem i zrozumieniem, o co w tym wszystkim chodzi. Jednakże po przeżyciu początkowego szoku poznawczego można się przyzwyczaić do takiego, a nie innego sposobu opowiadania historii.

    Jest to jeden z tych filmów, które będą wywoływać w widzach skrajne emocje: albo komuś bardzo się będzie podobał, albo zostanie zjechany z góry na dół za wszystkie swoje nieścisłości i inne elementy wpływające na jego odbiór. Takie filmy zmuszają do przemyślenia różnorakich kwestii historycznych, które mogą być dla nas jako dla narodu ciężkie do przetrawienia, ale znacząco wpływające na naszą współczesność, która okazuje się być równie nieprzyjemna w odbiorze, co niektóre wątki z przeszłości. 

    Wesele Smarzowskiego nie jest filmem ani dobrym, ani złym. Ja sama chyba jestem gdzieś w połowie skali, bo doceniam Smarzowskiego za odwagę do poruszania trudnych tematów i bardzo obrazowe ukazywanie mroczniejszych momentów w historii Polski, ale z drugiej strony tutaj wszystko zostało podniesione do ekstremum. I to w taki sposób, aby jak najbardziej zaszokować widza, który może się nie spodziewać niektórych rozwiązań fabularnych. 

    Tekst: Iwona Dominiec

    Oznaczono, jako

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!