Niebezpieczne związki i wulkany: recenzja ,,Erupcji”
Autor: Redakcja Online dnia: 24 maja, 2026
Gdy w sierpniu 2024 roku brytyjska piosenkarka Charli XCX zawitała do Warszawy, aby kręcić tajemniczy film ze ,,znajomym reżyserem”, wielu ludzi przecierało oczy ze zdumienia. Blisko dwa lata później na ekranach kin możemy zobaczyć ,,Erupcję”, czyli wynik kolaboracji wyżej wspomnianej gwiazdy, Pete’a Ohsa i Leny Góry, który z pewnością zdobędzie serca wielu polskich fanów kina indie. Film to opowieść o intensywnych relacjach, wybuchach wulkanów i o tym, jak niektóre miejsca zdają się mieć własne, obezwładniające pola siłowe. To również dzieło o potędze kobiecej przyjaźni, której pikanterii dodaje jej częściowo romantyczne zabarwienie.
,,Erupcja” rozpoczyna się ujęciem toczonej po bruku walizki. Grana przez Charli XCX Bethany powraca do Warszawy wraz z narzeczonym. Nie było jej tu od lat i to w krainie minionej pierwszej młodości pragnie zastanowić się nad swoją przyszłością- czy rzeczywiście chce poślubić Roba i spędzić z nim przewidywalne życie pozbawione niespodzianek? Para zwiedza muzea i spaceruje starówką. Na wieść, że ich lot jest odwołany w wyniku wybuchu Etny, zmuszeni są przedłużyć swój pobyt w stolicy. ,,Erupcja” opowiada nam, że niektóre relacje są inne od pozostałych. Mają one intensywność wulkanu, wobec której wszystko inne zdaje się blednąć. Bethany wykorzystuje bowiem ten zbieg okoliczności, aby wreszcie skonfrontować się z przyjaciółką sprzed lat- Nel (w tej roli wyjątkowa Lena Góra).
Film reklamowany był często jako ,,list miłosny do Polski i Warszawy”. Rzeczywiście, stolica prezentuje się w obiektywie Ohsa jako pulsująca, niemal zgubna planeta. Przeszłość spotyka się tu z teraźniejszością, osiedlowe kawiarnie i kwiaciarnie mają w sobie tyle samo napięcia co Śródmieście. Zagraniczni artyści, tacy jak Claude, urządzają tu imprezy, aby zażyć inspiracji dla sztuki, jaką będą tworzyć następnego dnia, a losy starych przyjaciół spotykają się tu ponownie. Jest coś w tej Warszawie, co brytyjską gwiazdę pop intryguje. Bohaterka grana przez Charli XCX stwierdza nawet, że miasto jest tak ,,romantyczne”. Przekonanie o tym odbiorcy wydaje się prawdziwym zamysłem twórców, nawet jeśli nie stronią oni od uprzedzeń albo paru potknięć na poziomie scenariusza- ,,Tak miło jest usłyszeć język angielski” stwierdza zaskoczony Claude, gdy słyszy konwersację Bethany i Roba w restauracji w samym centrum (!) europejskiej stolicy. Ah, ci Słowianie i ich homogeniczne wioski!

Kadr z filmu ,,Erupcja” (2026); reż. Pete Ohs
Winę za takie błędy ponosi zapewne spontaniczny, pośpieszny model pracy nad filmem. Lena Góra przyznała w jednym z wywiadów, że kwestie bohaterów spisywane były na bieżąco przez aktorów i producentów na planie. O ile zabieg ten, wpisujący się w nurt mumblecore w kinematografii, może nadać dziełu naturalności i lekkości, grozi on również drewnianym dialogiem, który nie prowadzi fabuły do przodu, zwyczajnie zapełniając film zamiast go wzbogacać. Rozmowy Bethany i jej narzeczonego są wprost nie do wytrzymania. Rozmowy Bethany i Nel mają swoje momenty chwały, o ile kobiety nie dywagują akurat o wulkanach. Sytuacji nie polepsza bynajmniej gra aktorska, która nierzadko pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza w kontekście postaci drugoplanowych i pobocznych.
Lena Góra jest natomiast zjawiskowa, a kamera wyraźnie ją uwielbia. Polska aktorka ma w sobie tyle surowego uroku i wrażliwości, jakie przejawiają się w najzwyklejszym spojrzeniu jej oczu czy ruchu głową. Tworzy ona bohaterkę wielowymiarową, która, pod względem głębi, przewyższa znacznie kreację Bethany. Charli XCX gra bowiem w ,,Erupcji” przede wszystkim siebie.
Na poziomie wizualnym, koprodukcja polsko-amerykańska to z pewnością satysfakcjonujący seans. Nocna Warszawa w obiektywie reżysera, Pete’a Ohsa, to świat niczym ze zdjęć analogowych- jest tam wiele intymnych zbliżeń na twarze bohaterów i trochę ‘’Euphorii” Levinsona. Muzyka autorstwa Isabelli Summers i Charlesa Watsona jest istnym ukoronowaniem tego zaskakującego filmu, które dodaje mu stylu, wielkomiejskiego charakteru i podkręca wszechobecne w nim napięcie. Dzieło traci jednak na powadze czy konsekwencji, gdy, w imię artystycznego ujęcia, twórcy decydują się na zabiegi wprost niewiarygodne oraz nielogiczne. I tak oto, dowiadujemy się, że Nel spędza wolne wieczory na nowej warszawskiej kładce, gdzie, w pozycji półleżącej, melancholijnie pali papierosy i pozwala ulicznym latarniom oświetlać swoją zafrasowaną twarz. Kobiecie widocznie nie przeszkadzają taranujący ją rowerzyści czy tłumnie przechodzący spacerowicze. Takich momentów, gdy forma przerasta nad treścią filmu, a realizm produkcji poświęcony jest na rzecz art-housowej atmosfery, możemy odnaleźć w ,,Erupcji” mnóstwo.

Kadr z filmu ,,Erupcja” (2026); reż. Pete Ohs.
Nie da się jednak ukryć, że jest to dzieło stworzone w myśl pewnej określonej wizji artystycznej. Owszem, ,,Erupcja” to film nierówny i zabawny w sposób bynajmniej niezamierzony. Znajdzie on jednak swoją rzeszę wielbicieli wśród fanów niepoprawnych opowieści o dwudziestoparolatkach i ,,niegodziwych” kobietach. Blisko siedemdziesięciominutowy seans to przede wszystkim uczta dla oczu i uszu- jeżeli będziemy mieli to na uwadze wchodząc na salę kinową, nie wyjdziemy z niej rozczarowani.
Milena Kloza