Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Kochani Mięsożercy

Autorstwana 21 marca 2021

Czytałeś Życie Pi? To historia o hindusie, który spędził kilka miesięcy na jednej łódce z tygrysem bez możliwości przywołania pomocy, zdany tylko na siebie. Aby nie zostać pożartym przez drapieżnika i przy okazji samemu nie umrzeć z głodu, wykorzystuje wszystkie swoje survivalowe umiejętności, cierpliwość i modlitwy, w międzyczasie żerując na jakichś bananach.

Teraz wymień „hindusa na łódce z tygrysem” na „wegetarianina przy stole z rodziną” i w zasadzie mogłabym tu skończyć.

W różnych środowiskach różnie bywa, ale niewiele osób przechodzących na dietę roślinną ma szczęście usłyszeć od swojego wujka: „O młody, no powiem ci, teraz to mi zaimponowałeś”. Raczej nawiązanie do lewackiej propagandy, tak ewidentnie związanej ze spożywaniem ciecierzycy. Powiem, ku pokrzepieniu serc, że z czasem rodzina się uspokoja, czy raczej godzi z Twoją decyzją. Jednak zanim to się stanie, usłyszysz setki komentarzy. To znaczy – nie setki różnych komentarzy, ale z dziesięć, tylko powtarzających się.

Komentarze levelu pierwszego to spostrzeżenia medyczne. „Pewnie masz same braki”, „nie pijesz mleka, to niska jesteś”, czy klasyk gatunku „skąd bierzesz białko?”. Niegroźne, może nawet wynikające z troski, choć rozpowszechniające fake newsy. Do tej kategorii możemy przyporządkować również skrócone lekcje historii (ludzie zawsze jedli mięso i było dobrze), biologii (masz kły, więc musisz jeść mięso), ekonomii (skoro to już nieżywe, to co za różnica, czy kupisz czy nie?) oraz nawet filozofii i religii (jakby Bóg chciał, żeby człowiek nie jadł zwierząt, to nie stworzyłby ich z mięsa). Duh.

Do levelu drugiego można dobić w momencie, gdy w sumie niewiele się wie o całej sprawie niejedzenia mięsa, ale powtórzy się popularne teksty, bo czemu nie. Tylko nigdy nie wiadomo, czy to już na poważnie, czy jeszcze pocieszne. Bo przecież to, że weganie nie jedzą trawy i kamieni wiedzą niemalże wszyscy. Jednak gdy idę ze znajomymi do knajpki, gdzie bez mięsa w menu jest tylko sałatka, a potem słyszę, że ci weganie to tylko sałatki jedzą… czuję się wtedy jak królik ugodzony w swoją króliczą dumę. Oczywiście nie jest tak źle. Zazwyczaj sprzedają jeszcze frytki.

Uwielbiam trzeci level komentarzy, albowiem ten wyraża się w spojrzeniach – przerażonych wizją wegetarianina. Może jestem oślepiona blaskiem zielonej propagandy, ale ja je, kurka, widzę. Czasem pochodzą od kelnerów, gospodarzy przyjęć, nie daj Boże, Twojej babci. Czasem od znajomych, którzy przez 2 lata nie mieli pojęcia, że jesteś wege. Wyglądają na tak uroczo zmieszanych. Słyszałam historię, że ktoś wtedy usłyszał: „Nie wyglądasz na weganina”. Przepraszam bardzo, oczekiwałeś wianka na głowie, warkoczy pod pachami czy tylko anorektyczki? Ważny moment podczas pierwszych randek odbywa się w momencie coming-out’u weganina. Zazwyczaj ludzie są bardzo mili, nawet starają się być otwarci. Jednak przez sekundę, tę jedną sekundę widać w ich oczach bezcenne niezadowolenie z obrotu sytuacji. Pewnie już mieli nadzieję, że umówili się z kimś normalnym.   

Do czwartego levelu wystarczy tylko ignorancja i bezczelność. Jak trzeba poczuć się zaatakowanym, by uznać kogoś za chorego psychicznie lub wyzwać klasycznym „dzisiaj wege jutro homo”? Kreatywności, ludzie! Przypominam, że obrażacie wegetarian, my raczej za mocno nie oddamy. W rankingach najbardziej troskliwych pytań dominuje również czarujące „jak znajdziesz męża/żonę?” wraz z szczegółowym ustaleniem sprawy pewnych czynności seksualnych. Myślę, że gdyby ciekawscy przejmowali się zwierzętami i środowiskiem choć w jednej dziesiątej tak, jak życiem intymnym swojej znajomej wegetarianki, to nie mielibyśmy tylu problemów, a znajoma nie musiałaby być wegetarianką. 

Na koniec zapraszam na moją absolutnie ulubioną część programu: Level Boss. Ostrzegam, użycie tekstu z tego poziomu skutkuje automatycznym wykręceniem numeru na wegańską policję. Level nazwany na cześć filmu Scott Pilgrim kontra świat, czyli: „chicken isn’t vegan?”*. Zasada jest prosta. W twierdzeniu „przecież x to nie mięso” pod wartość „x” podłóż dowolne mięso. Niech te słowa mówią same za siebie. Osobiście usłyszałam więcej kombinacji, niż Ci się wydaje.

Chciałabym, żeby wege-społeczeństwo miało tak krystalicznie czyste sumienia, żeby nie można było im nic zarzucić. Chciałabym też być mniej oceniana przez pryzmat osobistej decyzji życiowej. Z powodu wiary w nasze kompetencje w zakresie poprawy obu aspektów, apeluję:

Kochani ludożercy, mięsożercy i Wy, brokułożercy, też!

Nie patrzcie wilkiem na człowieka, który pyta o opcję dodatkowego guacamole do wrapa zamiast sera. 

Nie zjadajmy się.

Julita Stefańska


Kontynuuj przeglądanie

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!