Czy te kobiety są serio miłe? – recenzja filmu „Miłe kobiety” / Mastercard OFF Camera Festiwal

Autor: dnia: 2 maja, 2026

Czy te kobiety są serio miłe?

A może raczej zmęczone, niezrozumiałe, sfrustrowane, zrezygnowane…

I tak dalej. Miłe kobiety to raczej tytuł ironiczny, bo bohaterki – pięć kobiet w różnym wieku z jednej, problemowej rodziny – na co dzień noszą maski miłych, radzących sobie ze wszystkim pań, podczas gdy w rzeczywistości skrywają mnóstwo problemów, dźwiganych w ciszy na zmęczonych barkach. Poruszone zostają wątki męża-alkoholika, dzieci dorastających bez rodzica, a nawet miłości przełamujących normy i różnicę wieku.

Pomysł, który jak podkreśla współreżyserka i autorka scenariusza, Maria Wojtyszko, zrodził się przez „przypadkowe spotkanie na pasach”, brzmiał naprawdę obiecująco. Szłam na ten film z nadzieją na zobaczenie jakiegoś feministycznego manifestu, gdzie kobiety znajdują się w centrum uwagi i próbują radzić sobie z odpowiedzialnością za rodzinę, budowaniem kariery i równoczesnym balansowaniem życia prywatnego. Myślałam, że ukazana zostanie ich skrywana siła, a  problemy z obowiązkami, jakich się od nich oczekuje e w społeczeństwie na co dzień, bez nadziei na gratyfikację, naświetlone. I po części przyznaję, że tak było. Jednak film utrzymany w komedio-dramatycznym nastroju, rozśmieszający większość widzów na sali, nie zdobył ani mojego serca ani zrozumienia. Typowy czeski humor zupełnie nie trafiał w moje poczucie humoru, a ponadto za najmniej udany zabieg uważam bezpośrednie zwroty do kamery głównej bohaterki Mileny (w tej roli Anita Sokołowska). Zostało to później co prawda wyjaśnione jako odgrywanie przez nią roli we własnym, wymyślonym filmie – do czego uciekała, nie radząc sobie w życiu prywatnym i zawodowym – jednak ja czułam się jakbym oglądała jakąś bajkę dla dzieci w klimacie „Dora poznaje świat”. Samo aktorstwo też niestety nie wyrwało się z ramy największej klątwy aktorstwa polskiego – czyli nadmiernej teatralności słów, gestów i wszelkich działań. Zdecydowanie zabrakło bohaterom naturalności i autentyczności. Chętnie zobaczyłabym też na ekranie pogłębione portrety mężczyzn w prezentowanej rodzinie: Michała (Marcin Czarnik) oraz Alka (Dobromir Dymecki), nawet jeśli produkcja miała skupiać się głównie na losach kobiet. Tego zabrakło, bo też de facto jedyną głębię odnaleźć możemy w portrecie głównej bohaterki, podczas gdy reszta pokazana jest dość powierzchownie.

Ciekawe jest natomiast wplątanie w to wszystko szczypty realizmu magicznego i sugestia, że pokazywane kobiety posiadają z pozoru zwyczajne „supermoce”. Wątek romansu najmłodszej z kobiet z własnym wujkiem (!) i jej magicznie święcącego miejsca intymnego, skojarzył mi się ze „Sto lat samotności” Márqueza. I to jest zdecydowanie interesujący eksperyment w wykonaniu reżyserów, dający powiew świeżości do polskiego filmu i delikatnie poruszający temat tabu, miłości narastającej między członkami rodziny, która, według społecznych norm, nie ma prawa do istnienia.

Pomimo naprawdę ciekawego pomysłu i nietypowych zabiegów artystycznych, do bólu teatralna gra aktorska i nieustanne przerywanie akcji przez rozmowy głównej bohaterki z wyimaginowanymi przez nią widzami, pozostawiły we mnie po seansie niesmak. Niestety muszę przyznać, że na tle innych genialnych produkcji nominowanych w „Konkursie Polskich Filmów Fabularnych” 19. edycji Mastercard OFF Camera, dzieło Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty wypada niezwykle blado i nie dorasta reszcie do pięt.

 

Hanna Czyż


Kontynuuj czytanie

Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Audycja on-air

Dramat na Antenie

12:00 14:00

Background