[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Prosto z serducha. Recenzje EP-ki Belmondawg „Hustle As Ususal”

    Autorstwana 17 października 2021

    Dziwnie pisze mi się tę recenzję. Nigdy bowiem nie sądziłem, że z pełną powagą, bez cienia ironii, będę recenzował jakikolwiek projekt Tytusa Szyluka, znanego również jako Belmondo, Belmondawg czy też Młody G. Rozliczne afery, dwukrotny rozpad Mobbyn, bycie pod wpływem różnych substancji na koncertach lub całkowita nieobecność na nich, sprzedawanie narkotyków Rafalali czy wrzucenie na Instagram własnych nagich zdjęć nie wróżyły Belmondziakowi lekkiego końca kariery. Fani się od niego odwrócili i ja też myślałem, że na jakiekolwiek dzieła Szyluka będę patrzeć od tej pory co najwyżej z politowaniem. Tak jednak nie jest.

    Hustle As Usual (zwane również H.A.U.) to bowiem materiał, który stanowi szczere, a przy okazji niewymuszone i pozbawione zbędnego patosu odkupienie Młodego G. Zaskakujące nie tylko ze względu na to, jak ten gdyński raper potrafił podnieść się i wytłumaczyć z licznych afer, ale też w związku z bardzo organicznym odcięciem się od poprzedniego wizerunku. Szyluk od początków swojej kariery był wyjątkowym przypadkiem w skali polskiego hip-hopu – pozbawiony wyjątkowych umiejętności technicznych nadrabiał to przewózkową charyzmą i nieposkromioną pewnością siebie. Nie do przecenienia były tu rzecz jasna bardzo specyficzne, deklamowane linijki, często pod względem metafor czy gier słownych niebywale przekminione, które miały przy okazji wyjątkowo memogeniczny charakter. W ten oto sposób twórczość Belmondziaka z jednej strony była po prostu dobra, a z drugiej – zabawna, zapewniająca na wpół ironiczną rozrywkę.

    Co zmienia się na H.A.U.? Belmondawg w jakiś sposób staje się samoświadomy własnej memiczności. Już na drugim utworze zatytułowanym CAPTCHA nawija „Czasem się zamieniasz w mema, jak Belmondziak”. Ta EP-ka to nie odcinanie kuponów od memicznej postaci wczesnego Belmondziaka, który wypowiadał kultowe „Halko”. Nie jest to też całkowite odcięcie się od niej w imię stuprocentowej powagi i pompatycznych linijek o wielkiej zmianie życiowej. Na Hustle As Usual Szyluk uświadamia sobie wszelkie cechy, jakie czyniły go tym, kim był w rapowym świecie, a następnie przyjmuje je, robiąc jednocześnie niewymuszoną rewaluacje wartości, które wtedy wyznawał. To nie jest w stu procentach poważna, głęboka EP-ka. Wystarczy posłuchać Z.K.C.K. (Teesy Vol. 2/10), Poppyn Universe czy singlowego Pappardelle all’arrabbiata, które zresztą dla wielu fanów było powrotem Belmondziarza do formy po okropnym okresie schyłkowego Mobbyn. Te trzy numery to nadal ten sam, stary dobry Tytus. Robi sobie lekkie jaja, funkcjonuje w świecie swoich własnych hermetycznych odniesień („Pozdrawiam Ines z Niemiec”) oraz składa charakterne, niepozbawione swady i rezonu linijki („Od Minecraft do Mein Kampf, Belmondziakomania przeszła najśmielsze oczekiwania”, „Lubię się zamulić też, lubię sobie muli zjeść”, „Młody G dla Hеhe jest tym samym czym jest dla cheetosów Chеster”). Luźniejszych linijek nie brakuje też w tych bardziej poważnych numerach.

    Tytusowi na tej płycie pomogło jeszcze jedno – powrót do korzeni. I to w wielu wymiarach. Po pierwsze: stylistycznie nie jest to już newschoolowy, przećpany trap spod znaku Hewry czy produkcji Kaza Bałagane. H.A.U. to pełnokrwisty, oldschoolowy hip-hop, z minimalnymi nowoczesnymi naleciałościami (Poppyn Universe, Strona B). Świetne produkcje mieszkającego w Niemczech producenta Expo 2000 robią tu znakomitą robotę, wpisując się w klimat, jaki akurat chce przekazać Belmondo. Jest gęsty i uliczny na Tych Terenach, słonecznie kalifornijski na Followupie czy mroczny i sentymentalny na Wte I Wewte. Po drugie: Belmondo wraca też do korzeni w tekstach i ogólnej formie płyty. Słychać to już na Intrze, gdzie Szyluk po prostu wykrzykuje pozdrowienia dla wszelkich osób i miejsc, które są dla niego ważne – ta klasyczna, mikstejpowa zagrywka ma nas przygotować na więcej. Już w CAPTCHA słyszymy „Wszystko już jest worldwide, ale gdzie jest local?”. A ów „local” znajdziemy w kolejnym numerze, czyli Tych Terenach, na którym Belmondo odbywa sentymentalną podróż do Gdyni czasów swojego dzieciństwa. Agnihotra (skit) jest z kolei poświęcona nieco późniejszym okresom życia rapera, już po przeprowadzce do Warszawy. Followup to z kolei piękny hołd dla staroszkolnego hip-hopu i samej tytułowej idei odnoszenia się do tych, którzy rapowali przed tobą, podkreślony dodatkowo świetnie wyskreczowanym przez Eproma refrenem oraz gościnnym udziałem Dizkreta, którego ostatni raz słyszeliśmy w roku 2004.

    Chyba najbardziej poruszające i osobiste kawałki na albumie (a jednocześnie w całej karierze Tytusa) to Wte I Wewte oraz P.S.W.I.S.. Pierwszy to swoiste katharsis rapera, wyrzucenie z siebie wszelkich brudów i bóli, refleksje na temat własnych błędów („Nie wiem co we mnie obrało tak kręte ścieżki”), spotkanych po drodze nieodpowiednich ludzi („Tacy jak wy nie mają dostępu do Tytusa już”) i ostateczne pogodzenie z losem i przeszłością połączone z chęcią pójścia przez życie dalej („Przecież jestem Goethe a nie Werter”). Piękny, długi jak na Belmondziaka (niespełna 4 minuty) numer, który zapisze się złotymi głoskami w jego karierze. Z kolei P.S.W.I.S. czyli Poradzimy Sobie W Inny Sposób to już nieco spokojniejsze uświadomienie sobie własnej wartości, połączone z odrzuceniem niepotrzebnych i szkodliwych elementów życia („Już nie jestem hop do przodu”, „Już mnie nie obchodzi co, kto, jak i komu, po co, jak i gdzie”) oraz ostatecznym pragnieniem ukojenia („W tym roku na urodziny chciałbym spokój”).

    Na uwagę zasługuję jeszcze Poppyn Universe, gdzie Belmondawg rzuca chyba najlepszą technicznie zwrotkę w karierze, jadąc przez cały czas jej trwania na jednym rymie i wplatając w międzyczasie ciekawe rytmiczne schematy. Ten numer to również druga po Dizkrecie gościnna zwrotka na EP-ce, która należy do Yomena. Nie będę oszukiwał – ziomek Belmondziarza nie posiada jakichś szczególnych umiejętności hip-hopowych, jednak nadrabia to swojskością i pewną specyficzną, wyluzowaną charyzmą, które pozwalają słuchać jego linijek bez przesadnego bólu. Do tego świetnie wpisuje się w niezobowiązujący, przewózkowy charakter numeru. Zamykająca płytę Strona B atakuje nas ciekawym, zglitchowanym bitem, a śpiewane outro Barbary Kingi Majewskiej w kojący sposób wyprowadza nas z całego materiału.

    Czy H.A.U. to pełne odkupienie Belmondo? Czy Tytus jest faktycznie na tej płycie w pełni szczery? Czy skończą się w końcu rozliczne afery z jego udziałem? Tego nie wiem. O ile jednak wcześniej los Młodego G był mi zupełnie obojętny i nie przejąłbym się zbytnio kolejnym zamieszaniem wokół jego osoby, o tyle teraz szczerze mu kibicuję i mam nadzieję, że to wzniesienie się ponad wizerunkowy gnój, w którym siedział od jakiegoś czasu, nie będzie okupione spektakularnym upadkiem. Bo Hustle As Ususal to po prostu świetny, autentyczny, a przy okazji dobrze nawinięty i wyprodukowany materiał, którego po Belmondo się nie spodziewałem, ale który tym bardziej przyjemnie mnie zaskoczył. Życzę Tytusowi po tej płycie jak najlepiej, a Was gorąco zachęcam do przesłuchania. To kawał porządnego hip-hopu, który płynie prosto z serducha. A przynajmniej sprawia takie wrażenie.

    Maciej Bartusik

    Oznaczono, jako

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!