Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Powrót Pisemnego Odkrywamy?

Autorstwana 3 grudnia 2020

Grudzień to taki trochę czas podsumowań, nie tylko życiowych, ale także muzycznych. Spotify jak co roku tworzy zestawienia najczęściej słuchanych artystów, ulubionych utworów i dekad. Mogłabym tutaj napisać o zespołach, o których pisałam nie raz, nie dwa, zdecydowałam się jednak na wielki powrót, może jednorazowy, może nie, Pisemnego Odkrywamy i przedstawiam artystów znalezionych przeze mnie lub podrzuconych mi w tym roku, niebędących w moim top 5, a zasługujących na uwagę. Jak zwykle będzie przekrojowo: od akustycznego folku przez heavy & melodic metal po mieszanki gatunkowe, sprawiające, że po raz kolejny mam ochotę napisać genre is dead. Dodam też coraz częściej powtarzane przeze mnie zdanie: możecie nie być gotowi, ale nie pożałujecie.

Billie Marten 

Kto wie, czy usłyszelibyśmy o Billie Marten tak wcześnie, gdyby jej dziadkowie nie mieszkali we Francji, a jej mama nie chciała pokazać im, jak ich wnuczka pięknie śpiewa popowe covery. Dlatego też pojawiła się na YouTubie w wieku podstawówkowym. Kilka lat później nagrała cover Middle of the Bed Lucy Rose, wchodząc tym samym w indie folk. Bardzo szybko zyskała setki tysięcy wyświetleń i wystąpiła w programie Ont’ Sofa. 

Ma zaledwie dwadzieścia jeden lat, a już wydała dwa liryczne, muzycznie i tekstowo dojrzałe albumy: „Writing of Blues & Yellows” oraz „Feeding Seahorses by Hand” utrzymane w akustycznym folk-indie klimacie.

Pierwszy z nich jest bardziej melancholijny, eteryczny i retrospektywny, z czego śmieje się trochę w wywiadach sama Marten, gdyż, jak sama mówi: do tamtej pory „ledwo cokolwiek w życiu zrobiła”. 

Drugi z kolei zawiera w sobie więcej słońca, wynika nie tylko z inspiracji literaturą i naturą, ale także obserwacji ludzi, którym przyglądała się, pracując w jednym z londyńskich pubów. 

W jednej z rozmów w 2016 roku została zapytana o różnicę pomiędzy dobrym a świetnym utworem, na co odpowiedziała: „A good song is good until you get bored of hearing it come on shuffle. A great song is a song you’ll feel too guilty to skip” (tłum.: Dobry utwór jest dobry, dopóki nie znudzi się słuchanie go w trybie losowym. Świetny utwór to taki, kiedy czuje się winnym, gdy się go pomija).

Wszystko, co stworzyła do tej pory Billie Marten jest tak pięknie hipnotyzujące, że każdy jej utwór można określić mianem „świetnego utworu”, którego nie sposób pominąć, kiedy wpada w trakcie słuchania playlist w nieprzewidywalnej kolejności. 

Najnowszy utwór Marten wydała zaledwie dwa miesiące temu:

https://www.youtube.com/watch?v=vHvg5lVKojo

LOR

Krakowski zespół folkowy tworzony przez wokalistkę Jagodę Kudlińską, pianistkę Julię Skibę, kompozytorkę Paulinę Sumerę oraz skrzypaczkę Julię Bałchutę. Nazwa LOR to nic innego jak ostatnia sylaba słowa folklor. Przygoda tej czwórki zaczęła się w 2015 i niech trwa jak najdłużej. 

Na scenę alternatywną wypuściły do tej pory dwa albumy: „Lowlight” oraz wydaną w 2020 roku EPkę „Sunlight”. Oba będące niezależnymi podsumowaniami pewnych etapów w ich życiach. 

Warto przyjrzeć się bliżej wspominanej epce, gdyż poza tym, że pełna jest ciepła i zdecydowanie większej jasności, aniżeli pierwsza, co może się przydać w zimowe wieczory, to dodatkowo zawiera mini wstawki głosowe z pracy nad albumem. 

Debiutanckie „Lowlight” natomiast cechuje odrobinę mniej eksperymentów, więcej delikatnych, nostalgicznych tonów, kojarzących się z utworami Birdy, która stanowi jedną z najwcześniejszych inspiracji dla artystek. 

Jeżeli brakuje Wam refleksyjnej i melodycznej muzyki na Waszych playlistach to LOR zdecydowanie powinien tam zagościć.

https://open.spotify.com/album/32NIrv7A3tuKRmt4ac846q?si=l5vPf1YDSJ-jXErKCtMY_Q 

Killsorrow

Pozostając przy krakowskiej scenie muzycznej, aczkolwiek znacznie zmieniając gatunek, chciałabym przytoczyć heavymetalowców z kilkuletnim stażem, podbijających serca nawet najbardziej zatwardziałych deathmetalowców.

W 2016 roku wydali swoją pierwszą płytę „Little Something for You to Choke”, a rok temu stworzyli album self-titled, który traktować można jak wizytówkę zespołu, łączącego melodyjne riffy rodem z największych hitów Iron Maiden, legendarnych gitar Lamb of God lub HammerFall z wokalami, których nie powstydziłyby się zespoły takie jak Slipknot z Corey’em Taylorem czy Godsmack z Sully’m Erną. 

I chociaż od „Little Something for You to Choke” w kapeli zaszło wiele zmian, przede wszystkim składowych, tak wreszcie, wydanym w 2019 roku krążkiem pokazali, na co naprawdę ich stać. Nagrywali w studio, bez poprawek, bez równań. Perfekcjonizm bywa przereklamowany, chodziło o uchwycenie energii. Koniec końców wyszło nie tylko świetnie, ale niemalże koncertowo. Tak powinny brzmieć dobre albumy metalowe. 

„Jesteśmy takim dziwadłem – gramy za lekko dla deathmetalowców i za ciężko dla przeciętnego słuchacza. To się na szczęście zmienia, jeżeli ktoś daje nam szansę” – mówił w wywiadzie dla „Magazynu Gitarzysta” lider kapeli Michał Sokół. Naprawdę warto im takiego kredytu zaufania udzielić. Killsorrow w swoich post-apokaliptycznych kawałkach udowadnia, że można zadowolić niemalże wszystkich miłośników ciężkich brzmień, podważając jednocześnie powszechne zdaje się wrażenie, że „metal w Polsce kończy się na podwójnej stopie i „darciu ryja””. Nic bardziej mylnego.

Dla tych, którzy jednak wolą zacząć trochę lżej, bardziej balladowo polecam utwór Hope in You, który 2.12.2020 premierowo dorobił się teledysku:

https://www.youtube.com/watch?v=0CHmpSvqILg

Na Facebooku zespół zapowiedział, że nowego singla można spodziewać się na początku przyszłego roku… a ten się zaraz kończy!

Calva Louise 

Calva Louise to moje najnowsze odkrycie. Totalna mieszanka gatunkowa od indie przez punk-rocka do elektroniki. Niesamowite, eklektyczne narodowo trio, którego nie poznałabym bez Johnny’ego Stevensa z Highly Suspect, który podjął z nimi współpracę, uruchamiając tym samym niezależną wytwórnię FRKST. 

W warstwie muzycznej nie brakuje inspiracji rockiem, nie tylko tym brytyjskim, ale także latynoamerykańskim. Od czasu do czasu pojawiają się bliskowschodnio brzmiące pochody, motywy z pieśni ludowych czy folkowych, a nawet wstawki kojarzące się z k-popem. Może to wszystko nieco zanikać przy ilości zapadających w pamięci riffów gitarowych i niesamowitych melodiach wokali, które w wykonaniu Jess Allanic mogą brzmieć zarówno anielsko jak i diabelsko. Nie zmienia to jednak faktu, że dla Calva Louise muzyczna kreatywność nie ma granic, a każdy ich utwór jest wyjątkowy. 

Teksty, dotyczące życiowych przemyśleń, traktujące o radzeniu sobie ze wszystkimi wyzwaniami dnia codziennego w XXI wieku, tymi bardziej i mniej osobistymi, pisane są głównie po angielsku, niemniej w niektórych utworach pojawiają się hiszpańskie wstawki. Ja szczególnie upodobałam sobie utwory z EPek: „Interlude For The Borderline Unsetteled” oraz „POPURRÍ”. 

Sky is the limit, przynajmniej na razie. 

Już 4.12.2020 możecie spodziewać się nowego utworu Nine Lives nagranego ze Strange Bones, a tymczasem pozostawiam wydane w październiku Trial, nawiązujące do „Procesu” Franza Kafki:

https://www.youtube.com/watch?v=z5t4pMvLH4M 

DON BROCO 

Gdy przez polecenie trafiłam na DON BROCO, nie zakładałam, że zakocham się na zabój w tym działającym na scenie już ponad 10 lat zespole alt-rockowym, nie bojącym się eksperymentów i zgłębiania nowych kierunków. 

Mają w swojej palecie trzech płyt studyjnych utwory prawie popowe, takie w których słychać wpływy post-hardcore’u czy nu-metalu oraz kawałki zawierające na wpół rapowane zwrotki, scream czy motywy funkowo-taneczne. Album „Technology” wydany w 2018 wyrwał moje serce i nie chce oddać, przede wszystkim dlatego, że w porównaniu z poprzednimi dwoma jest niesamowicie eksperymentalny, świeżo brzmiący i, co chyba najważniejsze, rodzący myśl: „ja chcę to usłyszeć na żywo!”.

W warstwie tekstowej mamy do czynienia z refleksjami związanymi z tytułową technologią, która wytworzyła niemalże nową religię, szeroko pojętym negatywnym wpływem mediów, ale także personalnymi rozważaniami frontmana Roba Damianiego dotyczące życia jego i zespołu. Utwory te są przede wszystkim szczere, autentyczne. Nie ma upiększania. Świat, który wyłania się na „Technology” do najjaśniejszych nie należy… pytanie, co możemy z tym zrobić?

Obojętnie czego słuchacie na co dzień, dajcie się przekonać do DON BROCO, naprawdę.  

https://open.spotify.com/album/0R3iUk31drnPKGCdb35Cbw?si=1KjGBCS3RnWaWWiAoPohWA 

 

Julia Mikzińska

Źródła: 


Kontynuuj przeglądanie

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!