Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Niech będzie pochwalona

Autorstwana 31 marca 2021

― Kasiu, jesteś tam? ― pyta Anna Gacek Kasię Lins w pierwszych sekundach Live Show zatytułowanego „Czego Dusza Pragnie”. Obydwie chwilę rozmawiają, a w otaczającej je lynchowskiej scenerii zaczynają dziać się rzeczy, które z powodzeniem w filmach tego reżysera mogłyby się znaleźć. Piosenkarka w końcu wychodzi zza kulis i wędruje wprost na scenę, na której przez następne 40 minut będzie grała główną rolę w niesamowitym spektaklu.

Live Show, tak innowacyjny na polskiej scenie muzycznej, premierę miał 11 października 2020 roku, ale dopiero teraz zaczyna zdobywać większy rozgłos. Być może za sprawą nominacji Kasi Lins do O!Lśnień Onetu 2021, czy jej ubiegłorocznej płyty „Moja Wina” do tegorocznych Fryderyków. „Czego Dusza Pragnie” to doskonała i dopracowana w każdym calu odpowiedź na serię pandemicznych koncertów nadawanych przez muzyków z ich domów. Jednak w tym wypadku widz nie słucha przebojów swojego ulubionego artysty siedzącego w dresach we własnym salonie, ale doświadcza koncertu w połączeniu ze spektaklem i filmem w przepięknej teatralnej scenerii. Artyści przez wielkie A, wspaniale dobrane kostiumy, doskonała scenografia i fenomenalnie wyreżyserowana jedna spójna historia utworzona z poszczególnych piosenek z płyty „Moja Wina”, dają następującą odpowiedź: tego dusza pragnie!

Wychodząc zza kulis Lins rozpoczyna od melorecytowanego utworu pt.: „Jeżeli Kochasz”, otwierającego nie tylko koncert, ale także płytę „Moja Wina”, z której – jak pozostałe piosenki w tym Live Show – pochodzi. Tekst kompozycji akurat w tym wypadku nie jest autorstwa artystki, a poetki Marii Konopnickiej. To nie pierwszy raz, kiedy Lins tworzy podkład muzyczny do lirycznych dzieł klasyków polskich, wcześniej zrobiła to m.in. z „Wierszem Ostatnim” Władysława Broniewskiego, co poskutkowało chyba najbardziej rozpoznawalną jak dotąd jej piosenką. Pierwsza „Moja Wina” płynnie przechodzi w drugie „Rób Tak Dalej”, w tym samym czasie, w którym czerwień foteli na widowni teatru po Lynchowsku przechodzi w głęboką niebieskość scenografii scenicznej. Przez cały czas w tle przewija się też niepokojąca postać sowy, towarzyszącej Lins na planie Live Show w pierwszych sekundach mini-wywiadu z Gacek, a poza planem – na okładce płyty „Moja Wina” i wydanym rok temu teledysku do tegoż właśnie singla – „Rób Tak Dalej”.

https://www.youtube.com/watch?v=SbxAFBFdAhk

Kiedy sowa z projekcji po raz ostatni zamknie oczy, czas na kompozycję, która z całej płyty najmniej przypadła mi do gustu. Cały czas żałowałam, że w tym koncercie zawarty został numer „Jesteś Krwią w Mojej Żyle”, a nie „Grożą Nam Wojną”, za którym przepadam, jednak zdjęcia do tego utworu zrekompensowały mi ten właśnie wybór. Oprawa graficzna zachwyca nie tylko estetyczną filmową czernią i bielą, ale także przepięknymi kadrami, w których zamknięci zostali artyści.

Aktorów w tym spektaklu, oprócz Kasi Lins, jest wielu. Począwszy od gościnnych występów gwiazd telewizji – Oli Domańskiej i Czesława Mozila, przez gwiazdy radia – wcześniej wymienioną Annę Gacek i Błażeja Króla, aż po stałych członków zespołu Lins: gitarzystę Karola Łakomca, a także instrumentalistki, które w bardziej sprzyjających okolicznościach koncertowych zobaczyć można m.in. u boku Karasia/Roguckiego, Dawida Podsiadło, czy Ralpha Kamińskiego – Agę Bigaj, Zuzię Kłosińską i Wiktorię Jakubowską.

Wszyscy razem i każdy z osobna tworzą niepowtarzalne widowisko, a migawki, w których pojawiają się goście dodają niesamowitego kolorytu. Najpierw scenę przejmuje Błażej Król, który przechadzając się w te i we w te w krótkich spodenkach i klapkach tworzy przezabawną kreację średnioudolnego menedżera zespołu. Drugi z gości – Czesław Mozil to poczciwy ksiądz spowiednik, do którego Lins przychodzi wyznać swoje grzechy. W ostatniej minutach Live Show zobaczyć możemy jeszcze Olę Domańską, do której piosenkarka udaje się na psychoterapię.

Tak więc po sugestiach Króla, aby odsłonić trochę ciała i pokazać więcej golizny, słyszymy chyba najbardziej zmysłowy utwór z całej płyty pt.: „Kobiety by Bukowski”, w którym, oprócz oczywistej analogii do Charlesa Bukowskiego w tytule, doszukać się można jeszcze m.in. nawiązania do „Ostatniego Tanga w Paryżu”, czy „Lolity”. Piosenkę kończy głuchy telefon, a następnie szum wody przenosi nas nad „Morze Czerwone”, mimo iż scenografia pozostaje niebieska. Chciałabym powiedzieć, że to moja ulubiona kompozycja z płyty, jak i Live Show, jednak uhonorowanie jej tym tytułem nie jest najwłaściwsze, jako że niezmiennie pierwsze miejsce zajmuje ex aequo ponad połowa utworów z „Mojej Winy”.

Podczas muzycznej spowiedzi u Mozila piosenkarka ma na sobie białą suknię zakonnicy, co sprawia, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż dosłownie przed chwilą uciekła z planu filmu „Matki Joanny od Aniołów” lub „Młodego Papieża”. Tak więc „Końca Świata” słuchamy, wypatrując, czy za chwilę nie ujrzymy gdzieś przechadzającego się z papierosem Jude’a Lawa. Ostatecznie niestety nie znajdujemy go nigdzie, ale widowisko wcale na tym nie traci, bo całą uwagę z powodzeniem przejmuje Lins z zespołem, wyśpiewując chyba najbardziej aktualny obecnie, w czasach wzajemnej nienawiści, przekaz.

https://www.youtube.com/watch?v=W3jp-f1y-nc

Nie ma już zakonnicy, a po przebitkach z filmu „How Do You Know It’s Love?” z obrazu wiszącego na ścianie schodzi Gnijąca Panna Młoda, w nie tak znowu złym stanie, aby zaśpiewać moją kolejną ulubioną piosenkę – „Moją Winę”. Obrazem jest fotos z opublikowanego wcześniej teledysku do tego utworu, w Live Show znowu widzimy tę samą dwójkę grających w nim aktorów. Brakuje tylko białego konia, być może wrócił z powrotem do wizji Sarah Palmer.

W ostatnich minutach koncertu jesteśmy świadkami narodzin pacjentki zakładu psychiatrycznego. Chwilę potem okazuje się, że pacjentów jest więcej – każdy z muzyków ma na sobie biały kaftan. Cały Live Show kończy się więc obłąkańczym recitalem szaleńców. Jednak czy potrafiliby oni stworzyć coś takiego? A może właśnie tylko szaleńcy byli w stanie wymyślić takie arcydzieło?

Ostatnie co widzimy, to pełen obłędu wzrok Lins, a tuż przed pojawieniem się napisów końcowych słyszymy jeszcze wypowiedziane przez nią „nie istnieję”. Istnieje na pewno stworzony przez nią Live Show, do którego obejrzenia i Was, Bracia i Siostry, bardzo zachęcam.

Aleksandra Wieczorek

https://www.youtube.com/watch?v=pm7R-aU8ELU


Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!