Influencerzy ponownie na srebrnym ekranie – czy warto obejrzeć „100 dni: Misja Zeus”?
Autor: Redakcja Online dnia: 23 września, 2026
Kto by się spodziewał, że film z obsadą pełną influencerów będzie tak dobrą rozrywką? Pierwsza produkcja Ekipy okazała się pozytywnym zaskoczeniem. W „100 dni do matury” nie brakuje żenujących, kliszowych momentów, ale mimo to, choć aktorzy w dużej mierze debiutowali na wielkim ekranie, a fabuła niczym się nie wyróżniała, film mógł wypaść dużo gorzej. Kontynuacja przyćmiewa jednak poprzednią produkcję. „100 dni: Misja Zeus” oferuje już nie tylko dalszą historię znanych nam bohaterów, lecz także solidną dawkę dramatu oraz scen akcji, a co za tym idzie – całkiem niezłą rozrywkę.

Najnowszy film Mikołaja Piszczana wychodzi poza szkolne mury. Nie jest to już opowieść o młodych ludziach stojących przed maturą. Egzamin dojrzałości dla Kapsla i jego znajomych to przeszłość, gdyż teraz mierzą się z czymś o wiele bardziej skomplikowanym. Dorosłością. Problemy i zmagania bohaterów nie składają się jednak tylko z wewnętrznych rozterek. Film serwuje widzom sceny pełne niebezpiecznych i szalonych sytuacji, trzymające w napięciu zwroty akcji oraz całą masę humoru. Nie sposób nudzić się w kinie przy fabule rozwijającej się tak szybko. „100 dni: Misja Zeus” stawia na rozrywkę i robi to dobrze.
Podczas gdy często zdarzało mi się czuć zażenowanie, słysząc żarty w poprzedniej części, w kontynuacji wydawały mi się one o wiele bardziej trafne. Naturalnie wpisywały się w poczucie humoru młodych ludzi. Nie obyło się oczywiście bez skuch, ale biorąc pod uwagę ich ilość jestem w stanie przymknąć na nie oko. Oglądając ten film, należy mieć na uwadze, że nie jest to komedia dla każdego. Jej humor jest bowiem głęboko zanurzony w kulturze internetu. Największym zaskoczeniem dla mnie okazała się obsada. Byłam pod wrażeniem gry aktorskiej influencerów. Bartek Laskowski, odtwórca roli Kapsla, znów świetnie poradził sobie jako główny bohater. To samo Bartek Kubicki, czyli filmowy Oskar Zawadzki. Role członków Bazy oraz Szpontu również zasługują na słowa uznania: zirytowana Ania (Pola Słopecka), zadziorna Natka (Marta Różańska) czy młody biznesmen Wincent (Jakub Jurek). W obsadzie filmu znajdziemy także „starych wyjadaczy kina”. Nazwiska takie jak Tomasz Kot, Cezary Pazura, Jacek Koman czy Danuta Stenka nigdy nie zawodzą. Tak było i w tym przypadku. Ujęcia w „100 dni: Misja Zeus” są dynamiczne, szczególnie w scenach akcji. Na ekranie dużo dzieje się jednak nie tylko w czasie starć czy pościgów. Lokacje są efektowne i pełne kontrastów, stworzonych za pomocą światła i kolorów. Budżet „100 dni: Misja Zeus” wcale nie wzrósł od czasu poprzedniej części, a jednak produkcja wygląda o niebo lepiej. Widać, że twórcy nauczyli się na swoich błędach, podejmowali trafniejsze decyzje i dzięki temu stworzyli film rozrywkowy, który według mnie nie odstaje aż tak drastycznie od tych hollywoodzkich.
Czy warto udać się na „100 dni: Misja Zeus” do kina? Jeśli oczekuje się rozrywki z charakterem – zdecydowanie tak. To nie jest film mający na celu zrewolucjonizowanie polskiej kinematografii. Nie oferuje szczególnie głębokiej refleksji czy nauki na przyszłość. Jest świetną zabawą, w szczególności dla tych, którzy z zapartym tchem śledzą to, co dzieje się w uniwersum Ekipy, Genzie, Bazy czy Szpontu. Produkcja nie jest bez wad, ale ma niepowtarzalną energię, której należy dać szansę.
Maria Małachowska
Kontynuuj czytanie