Kogo oglądamy w kinach? You can GUESS

Autor: dnia: 31 maja, 2026

Kilka dni temu na stronie UJOT FM pojawiła się recenzja filmu Erupcja – produkcji, o której w Polsce mówi się przede wszystkim ze względu na nietypowe połączenie międzynarodowego nazwiska z warszawską syrenką. Scenariusz powstawał w Warszawie podczas pamiętnego BRAT summer, a za jego napisanie odpowiadała sama BRAT queen – Charli XCX. Zanim jednak ten wybuchowy film trafił do kin, na polskich ekranach zagościła inna muzyczna gwiazda. Co ciekawe, to koleżanka Charlie z branży, z którą połączyła siły w utworze Guess.

Mowa oczywiście o Billie Eilish. 8 maja premierę miał film koncertowy z trasy HIT ME HARD AND SOFT, zrealizowany w technologii 3D. Nie jest to jednak „tradycyjny” zapis koncertu. Bardzo świadomie używam w tym artykule słowa „film” – zarówno z szacunku dla twórców tego przedsięwzięcia, jak i dlatego, że produkcja ta wyraźnie wykracza poza ramy zwykłej koncertówki. Co więcej, w interesujący sposób przybliża widza do historii kina.

 

Plakat filmu „Billie Eilish – Hit Me Hard and Soft: The Tour (w technologii 3D)” (2026). Reżyseria: James Cameron. Universal Music Polska.

Za reżyserię odpowiedzialny jest James Cameron – twórca rozpoznawalnych i kasowych filmów z Hollywood, między innymi: Avatara (całej serii), Titanica, Terminatora. Połączył on siły z wokalistką generacji Z i razem stworzyli film, który obejrzany na dużym ekranie nie pozostawia widza obojętnym.

Nagrania z koncertu są przeplatane z zakulisowymi materiałami. Nie ma ich wiele i dzięki temu nie odwracają uwagi od samego koncertu. Wręcz przeciwnie, celowo rozmieszczone momenty wytchnienia dają widzowi chwilę emocjonalnego odpoczynku, od tego niezwykle absorbującego, wzruszającego, a zarazem intymnego show. Co istotne, nagrania nie skupiają się na blasku i splendorze wielkiej trasy koncertowej. Twórcy nie próbują również na siłę wyciągać viralowych momentów, kryzysów, łez czy załamań. Zamiast tego pokazują bardziej zwyczajne, autentyczne chwile, które subtelnie dopełniają koncertową opowieść. W swojej prostocie materiały koncentrują się przede wszystkim na relacji Billie z fanami i fanów z Billie. Młodzi ludzie opowiadają o tym, jak ważną rolę odgrywa jej twórczość w ich życiu, jak pomogła im przetrwać trudne momenty i dlaczego wielu z nich postrzega ją jak przyjaciółkę. Sama artystka doskonale zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka wiąże się z byciem głosem młodego pokolenia. Dlatego z ogromną troską pielęgnuje więź ze swoją publicznością: śpiewa dla niej, przemierza całą scenę, upewniając się, że nawet osoby siedzące na najwyższych trybunach będą mogły ją zobaczyć. Wyrozumiale opowiada o odrapanych rękach, będących oznaką ekscytacji fanów na jej widok. Tłumaczy, że też by tak reagowała na widok jej idoli.

Zapis koncertu to majstersztyk. Na początku widz przeżywa pozytywny szok związany z technologią 3D, później ma gay panic, a następnie absolutny wzrusz. Spróbuję każdy z tych stanów opisać bardziej szczegółowo.

 

Kadr z filmu „Billie Eilish – Hit Me Hard and Soft: The Tour (w technologii 3D)” (2026). Reżyseria: James Cameron. Universal Music Polska.

James Cameron znany jest z rewolucyjnych osiągnięć technologicznych w kinie. Realizując pierwszą część Avatara w 2009 roku, zredefiniował zjawisko filmu 3D, od początku tworząc go z myślą o tym formacie. Choć moda na trójwymiarowe obrazy szybko minęła i dziś trudno znaleźć wielu zwolenników tej technologii, to uważam, że połączenie filmu koncertowego z pogłębionym obrazem było wspaniałym, choć z pewnością niełatwym wyborem. Kamery nagrywające w tej technologii są większe i cięższe, a całe przedsięwzięcie wymaga odpowiedniego przygotowania. W trakcie filmu pojawia się kilka momentów, w których możemy przyjrzeć się temu ogromnemu urządzeniu. 3D nie gra jednak tutaj pierwszych skrzypiec. Efekt nie jest ani przekombinowany, ani sztuczny i właśnie dlatego działa. Na sali kinowej poczułam się jak pięciolatka zachwycona cyfrowymi możliwościami kina. Ręce rozentuzjazmowanych fanów wychodzące z ekranu sprawiały wrażenie, jakbym sama siedziała w tym tłumie. Na dalszych planach widać przestrzennie zaprojektowaną scenę, a w jej głębi gwiazdę wieczoru, a zarazem przyjaciółkę tłumu. Gdy Billie zbliżała się do kamery, zdawała się wychodzić z ekranu i zbliżać do kinowej publiczności. W trakcie koncertu było kilka momentów, gdy brała małą kamerę do ręki i nagrywała scenę, publiczność oraz siebie. Między innymi podczas utworu THE DINER oraz Bad guy.  Scena była skąpana w czerwonym świetle, tworząc wyjątkowo creepy klimat, a wokalistka powoli zbliżała się do kamery, wyglądając niczym postać ze snu – albo raczej koszmaru. Dzięki efektowi 3D można było odnieść wrażenie, że za chwilę naprawdę przełamie czwartą ścianę i porwie nas w otchłań mroku. Cudne.

Nie da się jednak ukryć, że muzyka Billie Eilish jest w większości spokojna, melancholijna oraz smutna. Arena mieszcząca kilkaset tysięcy ludzi nagle stawała się twoim safe space, tworząc intymny klimat, pogłębiający twoje emocjonalne doświadczenia. Kamera wielokrotnie skupiała się na płaczącej publiczności, głęboko przeżywającej słowa piosenek. Słychać było też głosy osób, które widzieliśmy na ekranie. W trakcie utworu, kinowa widownia dokładnie słyszała chlipy, płacze i siorbanie nosem rozemocjonowanych fanów. Myślę, że nie trzeba być fanem tej muzyki aby poczuć wzruszenie. Sama nie zdawałam sobie sprawy z tego, ile popularnych piosenek Billie ma nam do zaoferowania. Przyznam, że czekałam najbardziej na utwór L’AMOUR DE MA VIE, który niestety został skrócony i w filmie słyszymy jedynie jego techno część. Tak samo szokujący był dla mnie fakt, że koncert nie zawierał piosenki No Time To Die, za który artystka została uhonorowana sowim pierwszy Oscarem. Billie jest najmłodszą zwyciężczynią dwóch statuetek w historii rozdania nagród Akademii. Na drugim miejscu jest jej brat Finneas, z którym wspólnie piszą i produkują piosenki. Jak podkreślone zostało również w filmie, to była pierwsza trasa, podczas której rodzeństwo zostało rozdzielone, a Billie występowała samodzielnie. Bardzo wzruszającym fragmentem był moment, kiedy Finneas niespodziewanie dołączył do siostry na scenie. Reprezentują oni piękny przykład bratersko-siostrzanej relacji i po prostu miło na nich patrzeć.

Na sali kinowej również dało się wyczuć wyjątkową atmosferę. W ciągu tych blisko dwóch godzin, rodzi się jakaś szczególna, trudna do nazwania więź z ludźmi dzielącymi tę samą przestrzeń. Trochę jak w filmach, w których przypadkowe osoby muszą stawić czoła wspólnej przygodzie i po drodze tworzy się między nimi relacja – bliska, niemal przyjacielska, choć wiedzą, że po wszystkim prawdopodobnie już nigdy się nie spotkają. Podobnie jest tutaj. Nie musicie ze sobą rozmawiać ani nawet wymieniać spojrzeń, a jednak czujecie, że wspólnie przeżywacie to samo. Wzruszacie się przy tych samych momentach, śmiejecie się z tych samych żartów, czasem wspólnie ocieracie łzy. Przez chwilę stajecie się częścią tej samej historii, połączeni muzyką, emocjami i obecnością w jednym miejscu, a potem wychodzicie z kina i każdy wraca do własnego życia. Może właśnie dlatego jest w tym coś tak pięknego.

Podobno nierzadkim zjawiskiem były też oznaki ekscytacji i radości, a kino szybko przemieniało się w salę koncertową. Uradowana publika tańczyła i śpiewała przed ekranem, przywracając radość do kin ze wspólnego oglądania. Poczucie wspólnoty kinowej jest niezwykle istotne i nieporównywalne do każdego innego uczucia. Data narodzin kina w tradycji europejskiej wyznaczana jest przez pierwszy publiczny pokaz filmowy. Nie przez odkrycie, że ruchome obrazy tworzą iluzję filmu, nie przez skonstruowanie urządzenia rejestrującego obraz, lecz właśnie przez moment, w którym publiczność wspólnie usiadła przed ekranem. Tradycja zbiorowego oglądania jest więc wpisana w samą istotę dzieła filmowego. Niestety, jak wiadomo, kina odwiedza dziś coraz mniej osób, a ten problem rozpoczął się w trakcie pandemii w 2020 roku. Od pewnego czasu można jednak zauważyć nową tendencję. Zwłaszcza większe sieci kinowe coraz częściej transmitują koncerty, a niekiedy nawet mecze piłki nożnej. Wydarzenia, które z natury zachęcają do wspólnego przeżywania emocji. Oczywiście źródeł tego zjawiska można doszukiwać się również w kalkulacjach finansowych, jednak trudno nie zauważyć, że w pewnym sensie jest to także powrót do filmowych korzeni. Do idei kina, jako miejsca spotkania, gdzie emocje płynące z ekranu, przeżywane są razem z innymi.

 

Kadr z filmu „Billie Eilish – Hit Me Hard and Soft: The Tour (w technologii 3D)” (2026). Reżyseria: James Cameron. Universal Music Polska.

Na koniec warto jest podkreślić jeszcze jedną rzecz. Pod filmem Billie Eilish Hit Me Hard and Soft: The Tour (w technologii 3D) podpisują się dwie osoby odpowiedzialne za reżyserię – wspomniany już James Cameron oraz Billie Eilish. W trakcie filmu wielokrotnie podkreślone jest, że to ona odpowiada za wiele elementów show, nadzoruje każdy etap pracy, robi notatki, dopasowuje kolorystycznie oświetlenie do piosenek, a także nadzoruje powstawanie filmu. 24 letnia artystka podpowiada kultowemu reżyserowi, z której strony mógłby postawić kamerę, co byłoby warto nagrać i trochę reżyseruje samego reżysera. Cameron śmiał się w jednym klipie, że na plakacie będzie widniał napis: Reżyseria BILLIE EILISH wielkimi literami i gdzieś poniżej James Cameron.
W imieniu widowni, prosimy o więcej takich współprac, pełnych wzajemnego szacunku z wyśmienitymi efektami.

Amelia Sobczyk

zdjęcie w tle: kadr z filmu „Billie Eilish – Hit Me Hard and Soft: The Tour (w technologii 3D)” (2026). Reżyseria: James Cameron. Universal Music Polska.

Otagowane jako

Kontynuuj czytanie

Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Background