Uroki Szwajcarii

Autor: dnia: 30 lipca, 2026

Jak zorganizować podróż do Szwajcarii i nie zbankrutować? Na to pytanie sama chciałabym znać odpowiedź. Wyjeżdżając do tego kraju, musisz się liczyć z dużymi kosztami. Można je jednak trochę zmniejszyć. Po pierwsze – nie jedz na mieście, po drugie – skorzystaj z takich platform jak BeWelcome, Welcome To My Garden czy innych stron np. na Facebooku, gdzie ludzie oferują nocleg w swoich domach. Tak właśnie z moją kompanką tejże podróży znalazłyśmy się w dwóch szwajcarskich domach.

Szwajcaria to małe państwo, ale z przepięknymi widokami. Nigdzie indziej nie zobaczysz tak turkusowej wody ani tak przejrzystych i czystych rzek, w których możesz pływać. Tu pijesz wodę prosto z kranu, a nawet z rzeki czy strumyka, choć trzeba uważać na krowie odchody. To kraj, w którym nie zobaczysz śmieci na ulicy, a po 22:00 jest cisza nocna i słychać tylko dźwięk dzwonków pasterskich czy świerszczy.

Każda podróż to czas poznawania kultury i ludzi – obywateli tego kraju, czy też innych podróżnych. Kiedy jesteś otwarty, poznajesz naprawdę wiele wspaniałych ludzi. W hostelu w Bazylei (taki protip: jak macie nocleg w Szwajcarii w hostelu lub hotelu, otrzymujecie darmowy bilet na komunikację miejską) poznałam trzy kobiety: Daisy z Anglii, która robiła Interrail, objechała Włochy, Niemcy, a teraz przyszedł czas na Szwajcarię; Sofię z Kolumbii, która trzy razy w roku przylatuje do Barcelony i pracuje tu przez dwa tygodnie Tym razem chciała jeszcze zobaczyć Tour de France, więc przyleciała dodatkowo do Bazylei, bo w pobliżu miał być kolejny punkt obserwacji kolarzy (zawsze trzeba zobaczyć trzy odcinki: start, półmetek i metę); oraz Aishę z Indii, która przyleciała tu na konferencję. Dowiedziałam się od niej, że „Asha” z hinduskiego oznacza „nadzieję”.

Po nocy w hostelu pojechałam na lotnisko odebrać moją przyjaciółkę – Zuleę. Naszą podróż zaczęłyśmy od wynajęcia auta w Bazylei, gdyż tam było najtaniej. Potem ruszyłyśmy eksplorować dwa bajeczne miasteczka: Thun i Spiez. Każde z nich miało w sobie urok jak z bajki. Dodatkowo pogoda nam sprzyjała, a złociste promienie słońca  tym bardziej wpływały na nasze odczucia. Te miasta są usytuowane nad jeziorem Thun, w którym też zanurzyłyśmy nogi, przemierzając pola winogron i wąskie uliczki prowadzące do Schloss Spiez. Podobnie w Thun z zamku rozpościerał się wspaniały widok na miasteczko. Tego dnia też poznaliśmy naszych pierwszych hostów – małżeństwo z trójką dzieci. Przeurocza rodzinka, która tak samo jak my uwielbia podróżować. Christina i Remo przemierzyli wiele państw Ameryki Południowej, Środkowej i Północnej. Po naszej wizycie zapragnęli wyruszyć do Mongolii. Nie mogłyśmy trafić lepiej. Nasza host rodzinka zabrała nas na wspólne pływanie nad jeziorem Brienz, uczyłyśmy się pływać na SUP-ie i pokazali nam kolejne miasta takie jak Interlaken i Iseltwald, gdzie za wejście na pomost, na którym kręcono Crash landing on You, trzeba zapłacić pięć franków. Poznałyśmy z Zulaą kulturę szwajcarską od innej strony – tej ciepłej i przytulnej przestrzeni domowego ogniska. Christina zaprezentowała nam, jak się gra na tradycyjnym instrumencie – Alpenhorn – i także nam dała spróbować. Choć ciężko było wydobyć dźwięk z tego długiego na 3 metry rogu alpejskiego, było zabawnie wydawać dźwięki słonia. Nasza host mama przybliżyła nam muzykę alpenhorn, pokazując różnych artystów i ich utwory, m.in. Elianę Burki. Przygotowali dla nas także do posmakowania fondue – potrawę przygotowaną z roztopionego sera i białego wina, w którym można maczać różne produkty. My użyłyśmy chleba. Niestety, gdy już  się zadomowiłyśmy, musiałyśmy wracać.

Podczas wędrówki na Oeschinensee pogoda nam sprzyjała. Gdy tylko miałyśmy jakiś dach nad głową, zaczynało padać. Woda w jeziorze była lazurowa, choć z bliska i jak weszło się do wody, stawała się szara ze względu na gliniaste podłoże. Tam też poznałyśmy parę, którą wędrowała 500 km wzdłuż Alp – od Niemiec i Austrii po Szwajcarię. Naszym kolejnym celem było Lauterbrunnen, czyli dziecięce marzenie Zuli, a następnie Grindelwald, skąd gondolą wjechałyśmy na szczyt Mannlichen (2343 m.n.p.m.), przywitał nas tam dźwięk dzwonków i widok szwajcarskich krów. Krajobraz był niesamowity. Otaczały nas ogromne góry, takie jak Eiger, Jungenfaru. Niestety zakrywały je chmury. Ruszyłyśmy w dół do naszego parkingu. Było bardzo stromo, przez co pod koniec od schodzenia bolały nas kolana. Pojechałyśmy do naszego noclegu. Tamtejszą noc spędziłyśmy na kempingu, śpiąc w samochodzie. Zula nie chciała już jeść chleba i serka, więc zapytałą sąsiadów z namiotu, czy mają kuchenkę turystyczną i mieli. Przygotowała swój ramen i jadła go w butelce od wody, sztućcami od WizzAir. Ostatni dzień w Szwajcarii rozpoczęłyśmy od śniadania w Sarnen. Tam w jednej z kawiarni zamówiłyśmy jedzenie i kawę. Zula poznała dziewczynę, która tam pracowała i okazało się, że też jest z Mongolii. To było niesamowite. Podczas naszej podróży cały czas spotykałam Polaków, ale ludzi z Mongolii praktycznie nie było słychać. Ta kobieta mieszka już w Szwajcarii od 6 lat. Gdy rozmawiały ze sobą, ja tylko się wsłuchiwałam. Znam tylko dwa wyrażenia po mongolsku: Bayarlalaa („dziękuję”) i Bi chamd khairtai („kocham cię”). Jak skończyłyśmy nasze śniadanie i chciałyśmy zapłacić, to wszystko było już przez nią opłacone. Z tak pięknie rozpoczętym dniem udałyśmy się do Rosenlaui Valley, gdzie eksplorowałyśmy wąwóz z płynącą między skałami rzeką. Po południu zahaczyłyśmy o Lucerne, żeby kupić pamiątki i coś zjeść. Na sam koniec pojechałyśmy do naszej ostatniej host rodziny – małżeństwo z siedmioletnim stażem. Opowiadaliśmy o swoich podróżach. Oni ostatnio zrobili 400 km wzdłuż francuskich Alp, śpiąc na dziko w namiocie i gotując swoje jedzenie. Pokazali nam swój dom i ogród. Sielskie życie. Nigdy przedtem też nie widziałam tylu bocianów naraz w jednym miejscu. Cztery siedziały na dźwigu, a pięć na dachu sąsiadów.

Tak zakończyłyśmy naszą siedmiodniową podróż po Szwajcarii. Mimo, że czasu było niewiele, poznałyśmy wspaniałych ludzi, z którymi, mamy nadzieję, utrzymamy kontakt. Zauroczyły nas widoki tego kraju, jego sielskość i spokój. Od pierwszego dnia naszego wyjazdu zapragnęłyśmy tu mieszkać. Może którejś z nas się uda…

 

Klaudia Faffek

Otagowane jako

Kontynuuj czytanie

Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Audycja on-air

Popołudniówka

15:00 17:00

Background