[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Żyjemy w ciekawych czasach. Animowe posumowanie roku 2020

    Autorstwana 12 stycznia 2021

    Rok 2020 z pewnością zostanie w naszej wdzięcznej pamięci, przez jakiś czas. Wiele zawirowań z nim związanych odbiło się na naszej codziennej rutynie, nie inaczej sytuacja prezentowała się w popkulturze. Dziś przyjrzymy się niesławnemu Anno Domini 2020  z perspektywy animacji japońskiej.

    Nim jednak spadł na nas chaos rodem z “Resident Evil”, była zima, a w tamtym sezonie niepozorna bajka zelektryzowała w zasadzie wszystkich miłośników animacji. “Ishuzoku Reviewers”, bo o tej serii mowa zapoczątkowało debatę na temat cenzurowania treści oraz granic, na jakie może pozwolić sobie tytuł puszczany w telewizji. Historia opowiadała o poszukiwaczach przygód, którzy po godzinach pracy odwiedzali przybytki, do których wpuszcza się wyłącznie osoby 18 plus. Wielka afera, reviev bombing (zarówno pozytywny jak i negatywny) i ostatecznie wycofanie produktu ze strony streamingowej to zaledwie czubek góry lodowej kontrowersji, jakie “Ishuzoku Reviewers” wywołało.

    Wiosna nie była tak kontrowersyjna, ale i tak było ciekawie. Crunchyroll rozpoczął produkcje swych oryginalnych tytułów, zaczynając od adaptacji słynnego weebtona “Tower of God”. Drugi sezon “Kaguya-sama: Love is War” był na ustach wszystkich fanów romansów i komedii, a na horyzoncie zaczęło migotać zagrożenie związane z Koroną-chan.

    Na lato przypadł szczyt pandemicznych zawirowań, co za tym idzie, nastąpiło dużo przesunięć tytułów, zmniejszono listę premier i fani anime zamiast cieszyć się słonecznymi dniami tonęli w łzach stęsknieni za ryżową rozrywką. No dobrze, aż tak źle nie było. Publiczność doceniła serie takie jak “Kanojo, Okarishimasu” i pierwszą połowę drugiego sezonu “Re:Zero”. Z kolei “Uzaki-chan wa Asobitai!” rozpaliła cały twitter i zapoczątkowała ruch “poprawiania” artystów.

    Ostatecznie względna normalność powróciła wraz z jesiennym sezonem obfitującym w duże premiery. O tym okresie jednak kiedyś już pisałem, więc by się nie powtarzać, przejdę do podsumowań.

    Koniec końców był to bardzo specyficzny rok, który mimo wielu problemów i kontrowersji przyniósł nam kilka znakomitych serii, do których będziemy z przyjemnością po latach wracać. Pozwoliłem sobie wybrać kilka najlepszych produkcji i stworzyć z nich listę najciekawszych tytułów z różnych gatunków. Zapraszam więc na nostalgiczny rzut okiem na 12 ostatnich miesięcy.

    Najlepsi z najlepszych.

    Najlepszy tytuł akcji: “Akudama Drive”

    Gdyby ktoś powiedział mi, że najlepszą serią akcji będzie dzieło studia Pierrot, popukałbym się w czoło i odszedł, zanosząc się śmiechem. Jak widać jednak “Akudama Drive” widnieje na tejże liście. Seria przekonała mnie ciekawymi i charyzmatycznymi (może lekko szalonymi) bohaterami, intrygą, która pozytywnie mnie zaskoczyła i przede wszystkim świetnie prezentującą się i pędzącą na łeb na szyję akcją. Fabuła nie zawsze była idealna, użyto kilku zbyt oczywistych chwytów narracyjnych, logika czasem się gdzieś gubiła, jednak produkcja ta nawet przez chwilę nie pozwalała oderwać wzroku od dystopijnego i kolorowego obrazu Kansai. Jeśli lubicie serię akcji, to będziecie się dobrze bawić.

    Najlepszy tytuł psychologiczny:” Id:Invaded”

    Czy ktoś zamawiał japońską wersję “Incepcji”? Ja też nie, ale wsiąkłem po uszy już po pierwszym odcinku. Fabuła opowiada o specjalnym departamencie tropiącym seryjnych morderców za sprawą urządzenia mogącego wyczuwać i analizować mordercze zapędy jednostki. Istnieje jednak jeden szkopuł – z owego mechanizmu korzystać mogą jedynie mordercy i to na specjalnych warunkach. Narihisago Akihito, były policjant, po popełnieniu zbrodni zaangażowany zostaje do roli eksperta mającego ścigać przestępców przy pomocy Id. Intryga kryminalna, gęsty klimat i wspaniała ścieżka dźwiękowa wystarczyły, by uczynić  z tego tytułu serię bardzo dobrą.” Id:Invaded” błyszczy jednak w momentach, gdy realizm zaczyna się rozmywać, a sztuczny świat i jego tajemnice wychodzą na jaw. Jeżeli lubicie zwariowane fabuły, psychologię postaci i może odrobinę dramatu, to produkcja dla was.

    Najlepszy tytuł romantyczny: “My Teen Romantic Comedy SNAFU Climax!”

    Finał “Oregairu” to było coś, na co czekałem od dłuższego czasu. Seria ta przedstawiała w bardzo dojrzały i realistyczny sposób pierwszą miłość rodzącą się między licealistami. Postaci rozwijane na przestrzeni trzech sezonów pokazywały faktyczny rozwój, ich relacje miały dostatecznie dużą ilość czasu ekranowego, a widz zwyczajnie czuł przywiązanie do całej grupy. Protagonista będący jednym z najlepszych bohaterów romansów zaczął zdawać sobie sprawę z tego, czego naprawdę pragnie, a jego dążenie do szczęśliwego zakończenia oglądało się bardzo przyjemnie. Zapewne spora w tym zasługa bardzo ładnej oprawy graficznej. Jeżeli macie dość stereotypicznie przedstawionych relacji, chcielibyście obejrzeć historię realistycznych uczuć i macie cierpliwość, by nadrobić pierwsze sezony, to ten tytuł powinien was zachwycić.

    Najlepszy horror: “Dorohedoro”

    Hole, mroczny dystrykt będący domem dla nieudanych eksperymentów magicznych. Mieszkańcy albo są poddani dziwnym mutacjom, albo są typkami spod ciemnej gwiazdy. Najczęściej i to, i to. Kaiman to człowiek, który cierpi na amnezję i poszukuje czarownika, który zmienił jego głowę w gadzią paszczę. Jego wysiłki wspiera Nikaido, będąca, zdawać by się mogło, jedyną normalną osobą w tym dziwnym i surrealistycznym świecie pełnym magii i krwi. Horrorowe elementy “Dorohedoro”, to przede wszystkim wspaniale zrealizowane gore i stylistyka sprawiająca wrażenie, jakby wyszła spod pędzla jakiegoś szalonego rysownika, rozkochanego w mroku. Jednym z najlepszych elementów są satysfakcjonujące i brutalne pojedynki, fenomenalnie zrealizowane przez studio MAPPA. Moim osobistym największym zarzutem był niemal całkowity brak informacji o świecie, który wprawiał widza w skonfundowanie. Niemniej z braku konkurencji “Dorohedoro” wygrywa tą kategorię. Jeśli nie boicie się hektolitrów krwi i dziwności, to możecie znaleźć tytuł na polskim Netflixie.

    Najlepsza komedia: “My Next Life as a Villainess: All Routes Lead to Doom!”

    Przygody Katariny o włos pokonały drugi sezon Kaguyi. Historia odrodzonej dziewczyny zaskoczyła mnie jednak świeżością i lekkim klimatem. Fabuła koncentrująca się na młodej szlachciance opowiada o tym, jak ta przypomina sobie zdarzenia z wcześniejszego życia i uświadamia sobie, że przyszło jej żyć w świecie jej ulubionej gry randkowej. Szkopuł w tym, że we wszystkich zakończeniach owej gry Katarina kończy marnie. Dziewczyna rozpoczyna więc plan, którego celem jest uniknięcie złego zakończenia. A to, że plan obejmuje takie genialne pomysły, jak próbę rozkręcenia własnego biznesu w branży rolnictwa, to tylko drobny szczegół. Produkcja zachwyciła mnie głównie dzięki urokowi i naiwności protagonistki oraz ciekawym postaciom pobocznym. Bazując wyłącznie na czystym, szczerym śmiechu, wywołała go u mnie wielokrotnie. Jeżeli szukacie czego lekkiego i momentami absurdalnego, ten tytuł powinien się doskonale do takiego seansu nadać.

    Najlepszy tytuł typu zwykłe żyćko: “Tonikaku Kawaii”

    Yuzaki Nasa pewnego zimowego wieczoru spotyka piękną Tsukasę, która ratuje go od niechybnej śmierci pod kołami ciężarówki. Młodzieniec pod wpływem chwili zaprasza dziewczynę na randkę. Ta jednak odpowiada, że umówi się z nim, jeżeli ten za nią wyjdzie. Bez chwili zastanowienia Nasa zgadza się, a potem mdleje. Po długim czasie, gdy chłopak zaczyna uważać Tsukasę za sen lub majak, ta staje przed jego drzwiami z podpisanym aktem małżeńskim. Tak rozpoczyna się urocza historia życia dwojga nowożeńców. Anime, które już w samym tytule informuje widza, że jest urocze, faktycznie takie jest. Obserwowanie codzienności Nasy i Tsukasy to niesamowicie relaksujące i interesujące doświadczenie. Jeżeli chcecie uroczą serię, w której romans nie ciągnie się przez 5 sezonów, lub macie ochotę zwyczajnie poobserwować zwyczajne życie tych dwóch sympatycznych postaci, to co tu jeszcze robicie? Lećcie przed monitory i miłego seansu.

    Anime roku 2020: “Re:ZERO” sezon 2 część 1

    Wybierając najlepszy tytuł zeszłego roku nie miałem żadnych wątpliwości. Historia Subaru, chłopaka przeniesionego do innego świata i wciągniętego w polityczne spiski, magiczne tajemnice i zmuszonego do ciągłego cierpienia za osoby, które kocha, dostarczyła mi wszystkiego. Od wzruszeń, przez śmiech, aż po łzy. Akcja drugiego sezonu koncentruje się mocniej na mistycznych wiedźmach i tajemniczej odizolowanej wiosce. Subaru zmuszony jest użyć swej możliwości powrotu przez śmierć, by walczyć z przerażającymi bestiami, zdrajcami, a nawet największym zagrożeniem, które wreszcie zalicza swój debiut. Zarówno kwestie audiowizualne i fabularne stoją na światowym poziomie, a na kolejne epizody wyczekiwałem z niecierpliwością. “Re:Zero” to tytuł, który za sprawą przywiązania do szczegółów, szalonych zwrotów fabularnych i bogatego świata powinien być w stanie rozkochać w sobie każdego. Moje osobiste najlepsze anime 2020.

    Wszystkiego najlepszego w nowym roku.

    Kończąc to zestawienie pozostaje mi wyrazić nadzieję, że i w nadchodzących latach twórcy japońskich animacji dostarczą nam świetnej rozrywki. Jak sądzicie, czy uwzględniłem wszystkie warte wspomnienia tytuły? Jakie było Wasze ulubione zeszłoroczne anime?

    Patryk Długosz

    Oznaczono, jako

    Kontynuuj przeglądanie

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!