Current track

Title

Artist


Wracajcie do domów, tu już nic więcej się nie wydarzy. Podsumowanie sezonu 2021/22

Written by on 25 maja 2022

Oglądanie multiligi bez stawki jest jak jedzenie pączków bez dżemu, czytanie Marksa bez znajomości Hegla albo picie piwa bez kumpli. Nie ma większego sensu. Ja jednak to zrobiłem. Piłkarze kopali piłkę, bramki wpadały. Ktoś wyśrubował statystyki, ktoś zadebiutował, a ktoś inny pożegnał się z ligą. Kibice Wisły Kraków pokrzyczeli, by dać upust negatywnym emocjom, podczas gdy kibice Lecha Poznań pokrzyczeli, ale w tym pozytywnym sensie. Poza tym, że Ivi Lopez dubletem dobił do 20 bramek i zgarnął koronę króla strzelców, nie wydarzyło się nic przykuwającego uwagę lub choć trochę niespodziewanego.

Mistrzem Polski został Lech Poznań. Choć droga na szczyt była pełna perturbacji, a tuż przed końcem rozgrywek na czoło wysunął się Raków, to jednak Kolejarz był najlepszą drużyną – zarówno pod względem składu, jak i samej gry pod batutą Macieja Skorży. Wielkie brawa należą się Joao Amaralowi, który z outsidera stał się dla drużyny z Poznania kluczowym zawodnikiem. Lech wyraźnie cierpiał, kiedy Portugalczyk miał problemy zdrowotne. Ciężar kapitańskiej opaski oraz roli samotnego snajpera udźwignął Mikael Ishak, który nie tylko okazał się godnym zastępstwem Gytkjaera, ale przerósł go zarówno pod względem wpływu na drużynę, jak i sukcesów zespołowych.

Raków Częstochowa po raz drugi z rzędu zdobył Puchar Polski i po raz drugi zakończył rozgrywki Ekstraklasy na drugim stopniu podium. Teoretycznie, w przypadku tej drużyny, oznacza to pierwszą od lat stagnację, ale niech Bóg da innym zespołom Ekstraklasy, żeby zatrzymywały się w swoich projektach w ten właśnie sposób, co Częstochowianie. Niesamowita grupa, którą oklaskiwać należy równie głośno co Lecha, patrząc na drogę, którą przebyła (choć koniec końców do zwycięstwa trochę zabrakło).

Jednym z największych przegranych tego sezonu jest Pogoń Szczecin. W pewnym momencie mieli przecież pole position do wyścigu po majstra, ale niestety – porażki w obu meczach z bezpośrednimi rywalami zrzuciły Paprykarzy na najniższy stopień podium. Sprawiedliwe, co nie zmienia faktu, że bolesne. A teraz będzie tylko ciężej. Po latach pracy odchodzi Kosta Runjaić i gdyby tego było mało, to solą na rany Szczecinian jest fakt, iż Niemiec przechodzi do Legii Warszawa. Do tego czas, który płynie nieubłaganie. Czy starzejący się Kamil Grosicki będzie w stanie w przyszłym sezonie udźwignąć ciężar gwiazdy drużyny? Czy nowy trener zbierze zespół po wyczerpującej i bezowocnej szarży po mistrzostwo? Będzie ciężko, odpowiedź poznamy za kilka miesięcy.

Czwórkę reprezentującą nasz nadwiślański kraj w europejskich pucharach domknęła Lechia Gdańsk, która z trudem, ale wreszcie doczołgała się do końca utrzymując 4. miejsce. Jak ocenić ten sezon? Generalnie dobrze. Lechia wystartowała świetnie, potem było coraz gorzej, ale warto zaznaczyć, że w tamtym roku doszło przecież do małej rewolucji. Piotra Stokowca zastąpił na ławce trenerskiej Tomasz Kaczmarek. Finanse wciąż nie zostały całkowicie spięte, a wielkich wzmocnień nie było – wręcz przeciwnie, kilku niezłych piłkarzy Lechia się pozbyła. Biorąc pod uwagę powyższe, to drużyna z Gdańska zrobiła wszystko co mogła i może świętować mały sukces, posłodzony osiągnięciami indywidualnymi Flavio Paixao, który został członkiem klubu stu, jako pierwszy w historii ligi obcokrajowiec.

Był to dobry sezon w wykonaniu Piasta Gliwice, ale niestety, przeciętny początek sprawił, że znakomita wiosenna forma wystarczyła jedynie na powrót do walki o puchary i wzmożenie emocji na przełomie kwietnia i maja. Drużyna Fornalika z pewnością podejdzie do następnego sezonu z wielkimi ambicjami, być może nieco na wyrost w porównaniu z kadrą Gliwiczan, ale po mistrzostwie w 2019 nic nie jest dla nich niemożliwe.

Jeśli już schodzę na temat przyszłorocznych ambicji, to przez głowę momentalnie przelatuje mi Wisła Płock, Górnik Zabrze i Cracovia. Na koniec są jedynie ligowymi średniakami, którzy dawno temu odpadli z walki o puchary, ale tabela nieco zakłamuje tu rzeczywistość. Jednym z powodów, który sprawił, że ten sezon był wyjątkowy, jest właśnie postawa zespołów środka, nie przypominającego tym razem składu węgla i papy, który wygramolił się dobrą serią na środek tabeli. Średniaków w tym sezonie oglądało się naprawdę dobrze i dostarczyli wielu emocji. Zabrzanie popisywali się w ofensywie, Cracovia zagrała kilka pamiętnych spotkań przeciwko siłaczom ligi, a Wisła Płock stworzyła ze swojego stadionu twierdzę. Oby nie był to jednorazowy wyskok, a raczej nowy trend. Żeby powiększenie ligi do 18 zespołów nie odbiło się radykalnie na emocjach, trzeba atrakcyjnie grających średniaków z charakterem. Takimi były w tym sezonie powyższe drużyny.

Radomiak na jesieni bawił nas swoją dobrą grą, lecz kiedy na wiosnę wyniki przestały się zgadzać , to prezes Stempniewski zdecydował, że rozerwie nas serią absurdów, tak dobrze znanych naszej lidze. Zaczął od zwolnienia trenera Banasika, który wyprowadził klub z drugiej ligi do Ekstraklasy, a następnie niemal wrzucił go do pucharów. Ostatecznie, nie zasłużył w ten sposób na kredyt zaufania i jeszcze przed końcem sezonu był zmuszony zamienić ławkę na fotel przed telewizorem. To zwróciło światło dziennikarskich i kibicowskich jupiterów na wszystko co w Radomiaku nie grało – od stadionu i „bazy” treningowej po klubowego lekarza bez uprawnień i z nie do końca jasną przeszłością. Fajerwerkami tego abstrakcyjnego spektaklu było 1:6 od Zagłębia Lubin. Koniec końców Radomiak zagrał swój najlepszy sezon w historii występów w ekstraklasie i dodał lidze nieco swojskiego kolorytu, w tym aż zbyt dobrym sezonie. W przyszłym nie wróżę im jednak wielkich szans na powtórzenie tego wyczynu, wręcz przeciwnie – upatruję w nich jednego z kandydatów do spadku.

Od historycznego sezonu Radomiaka przejdę do historycznego sezonu Legii. Tegoroczny licznik porażek, który zatrzymał się na siedemnastu, jest echem lat zaniedbań, lekceważenia rozwijających się rywali i po prostu kiepskiego zarządzania. Wszystko to okraszone pechem, dało nam sezon dla wielu osób (tych spoza Mazowsza) bardzo miły, a dla każdego na pewno godny zapamiętania. Od lipca rozpoczyna się w Warszawie nowy projekt, tym razem z Kostą Runjaicem za sterem, podobno długofalowy. Legijna rzeczywistość zdążyła jednak przyzwyczaić wszystkich członków około-piłkarskiej banieczki do tego, że „projekty na lata” to jedynie puste słowa, nie znajdujące pokrycia w rzeczywistości. Jestem jednak zdania, że zarówno Legia, jak i polska piłka potrzebowały takiego sezonu. Liga będzie ciekawsza.

Z zespołów w dolnej części tabeli, które uniknęły spadku, najbardziej na uwagę zasługuje Warta Poznań. Choć decyzja o zatrudnieniu Dawida Szulczka była ryzykowna, to okazała się strzałem w dziesiątkę. „Najbardziej utalentowany trener młodego pokolenia w Polsce” uratował Poznaniaków od spadku i całkowicie odmienił grę drużyny będącej w dołku. Teraz będzie można obserwować, jak poradzi sobie budując coś od podstaw w nowym sezonie.

Z najwyższą klasą rozgrywkową żegna się Górnik Łęczna i Termalica. Nie będzie to wielka strata dla polskiej piłki, ale jedni i drudzy pożegnali się godnie. Mimo małych szans na utrzymanie, starali się niemalże do samego końca.

Walczyła również Wisła Kraków, ale robiła to jak człowiek walczący z ruchomymi piaskami – im mocniej machasz tym bardziej się zagrzebiesz. Pomoc nie nadeszła i Biała Gwiazda spadła po latach przeciętnych, ale względnie bezpiecznych sezonów. Będzie brakowało Wisły jako uznanej marki na piłkarskim podwórku, ale patrząc na grę, decyzje zarządu, skład i postawę trenera spadają całkowicie zasłużenie. Życzę szybkiego powrotu i oby w lepszej dyspozycji.

W poniedziałek odbyła się gala ekstraklasy, na której rozdano nagrody indywidualne. Młodzieżowcem sezonu został Jakub Kamiński, który zanotował w tym roku 9 bramek i 8 asyst. Był jednym z kluczowych zawodników Lecha w drodze po mistrzostwo. Tym samym żegna się godnie z rodzimym podwórkiem i oby na jak najdłużej. W związku z trwającą dyskusją wokół zniesienia przepisu o obowiązkowym młodzieżowcu w każdej drużynie, patrzymy być może na ostatniego zdobywcę tej nagrody.

Bank rozbił Ivi Lopez, czyli tegoroczny król strzelców, najlepszy pomocnik i najlepszy piłkarz sezonu.

Wyróżniania za najlepszą grę na swoich nominalnych pozycjach zdobyli jeszcze Vladan Kovacević z Rakowa oraz Bartosz Salamon i Mikael Ishak z Lecha. Statuetki świadczą o tym, że był to wybitny sezon piłkarzy tych dwóch drużyn.

Bramką sezonu zostało wybrane trafienie przewrotką Fabiana Piaseckiego przeciwko Piastowi Gliwice.

Lechia Gdańsk również miała swoich reprezentantów wśród wyróżnionych zawodników. Flavio Paixao otrzymał nagrodę za dołączenie do Klubu 100, a Łukasz Zwoliński zdobył może niezbyt prestiżową, jednak świadczącą o dobrej dyspozycji technicznej, nagrodę dla Turbokozaka sezonu, za wykręcenie w programie Canal+ 310 punktów. W końcu piłka nożna to przede wszystkim rozrywka.

Trenerem roku został szkoleniowiec mistrza, Maciej Skorża, zaliczając tym samym znakomity powrót do polskiej piłki po kilku latach bocznego toru.

To by było na tyle. Po każdym sezonie ekstraklasy czuję się wewnętrznie rozbity – cieszę się, że mogę spiąć klamrą kolejny rok rozgrywek i trochę odpocząć w weekendy do niedawna przesycone piłką, ale pozostaje jednak lekki smutek i tęsknota. Tęsknota za bombami Podolskiego, dryblingiem Lopeza czy przeglądem gry Josue. Tęsknota za idiotycznymi tłumaczeniami kolegium sędziowskiego, pudłami Higinio i środkiem obrony Zagłębia Lubin. Tęsknota za stadionem w Łęcznej w pochmurną niedzielę o 12.30 i obieraniem ziemniaków. Byle do lipca…

Jan Woch

Tagged as

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Do jej poprawnego działania wymagana jest akceptacja. Polityka cookies

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close