Mundial 2026: Krótki żywot czarnych koni. Europa i Ameryka Południowa wracają na tron
Autor: Redakcja Online dnia: 4 lipca, 2026
Mówiło się, że „Czarny Ląd” to czarny koń tego Mundialu – w końcu 9 na 10 reprezentacji z Afryki przeszło do fazy pucharowej. Problem w tym, że euforia pojawiła się tak szybko, jak szybko zniknęła. Za nami historyczna faza 1/16 finału Mistrzostw Świata. Kto zachwycił, kto zaliczył sromotny upadek i jak radzą sobie gospodarze turnieju? Zapraszam na podsumowanie.
Afrykańska rewolucja zatrzymana przez europejską hegemonię
Europa wciąż dzieli i rządzi w piłce światowej. Aż 7 na 16 reprezentacji w 1/8 finału pochodzi ze Starego Kontynentu – to o jedną drużynę mniej w porównaniu do 2022 roku. Niewątpliwy wpływ na to miał fakt, że w 1/16 finału doszło aż do trzech derbów: Francja–Szwecja, Portugalia–Chorwacja oraz Hiszpania–Austria.
Poprawia się również bilans reprezentacji z Ameryki Południowej, która może szczycić się aż czterema przedstawicielami: Paragwajem, Brazylią, Argentyną i Kolumbią. To właśnie Paragwaj zaliczył jedną z największych niespodzianek w tej fazie, eliminując reprezentację Niemiec po rzutach karnych. W ten sposób strefa CONMEBOL wyraźnie poprawia swój dorobek z 2022 roku, kiedy to w 1/8 finału miała tylko dwóch przedstawicieli: Brazylię oraz Argentynę.
Z kolei Albiceleste w nocy z piątku na sobotę byli blisko sprawienia gigantycznej sensacji w negatywnym aspekcie. Drużyna prowadzona przez Leo Messiego potężnie męczyła się z Republiką Zielonego Przylądka, w barwach której absolutnym bohaterem okazał się Vozinha, notując aż 8 skutecznych interwencji.
Azjatycka pracowitość okazała się niewystarczająca. Wciąż wiele do poprawy
Sromotny upadek zaliczyła natomiast Azja. Podczas ostatniej edycji Mundialu w 1/8 finału oglądaliśmy aż trzech przedstawicieli tego kontynentu: Australię, Japonię oraz Koreę Południową. A w tym roku? Australia i Japonia wyszły ze swoich grup z drugich miejsc. „Kangury” nie były jednak w stanie skoczyć wysoko, odpadając już w 1/16 finału z Egiptem i strzelając w całym turnieju zaledwie 3 bramki.
Japonia, która przyzwyczaiła nas już trochę do roli czarnego konia, odpadła w finałowych minutach starcia z Brazylią przez błąd indywidualny. Symbolem ich pożegnania z rozgrywkami stał się wiralowy obrazek japońskiego kibica otoczonego przez fanów Seleção. A Korea? Cóż, oni też mieli zaskakiwać i… zaskoczyli. Zajęli dopiero 3. miejsce w grupie z Meksykiem, RPA i Czechami, zdobywając zaledwie 3 punkty. Fatalna okazała się zwłaszcza porażka w ostatnim meczu przeciwko RPA. Selekcjoner reprezentacji Korei, Hong Myung-bo, nie został ciepło przyjęty po powrocie do ojczyzny – media donoszą, że dostał nawet zakaz wchodzenia do niektórych sklepów.
The American Dream
A co na to wszystko gospodarze? Kanada skromnie, ale skutecznie wygrywa z RPA 1:0 i awansuje dalej. Można powiedzieć, że był to mecz historyczny pod wieloma względami: pierwszy raz w historii Mistrzostw Świata odbyła się faza 1/16 finału, pierwszy raz gospodarz nie grał u siebie i pierwszy raz obie te reprezentacje mierzyły się ze sobą.
Meksyk pewnie wygrał 2:0 z Ekwadorem. Podopieczni „El Tri” latają naprawdę wysoko – i nie chodzi tu wcale o wysokości, na których położone są poszczególne stadiony, bo piłkarsko prezentują się świetnie. Piękna, energiczna, techniczna gra pełna woli walki, niesiona dopingiem własnych trybun, przełożyła się na 4 zwycięstwa w 4 meczach i okrągłe 0 po stronie straconych bramek. Ich następnym przeciwnikiem będzie Anglia, z którą Meksykanie wcale nie są bez szans. Czy „twórcy futbolu” będą w stanie oprzeć się meksykańskiej fali?
Reprezentacja USA również zachwyca i przekonuje do siebie. Piłka nożna (soccer) nie jest najpopularniejszym sportem w Stanach Zjednoczonych, o czym wiemy nie od dziś. Jednak ekipa Mauricio Pochettino ma w sobie to coś, co sprawia, że można się w niej zakochać. Przede wszystkim świetne przygotowanie fizyczne oraz poukładana gra praktycznie w każdej strefie boiska przełożyły się na 1. miejsce w grupie (gdzie przegrali tylko „mecz o marchewkę” z Turcją) oraz na pewne pokonanie 2:0 Bośni, która zaskakiwała już na etapie kwalifikacji.
Podsumowanie
Historyczna, pierwsza w dziejach faza 1/16 finału Mistrzostw Świata pokazała jedno: rewolucja w formacie rozgrywek przyniosła potężną dawkę emocji i dała nadzieję mniejszym federacjom, ale faza pucharowa rządzi się brutalnymi prawami. Egzotyka i romantyczne historie o dominacji Afryki czy Azji błyskawicznie ustąpiły miejsca turniejowej bezwzględności Starego Kontynentu i Ameryki Południowej.
Prędzej czy później prawdziwy Mundial musiał zweryfikować pretendentów. Gdy tempo rośnie, a margines błędu kurczy się do zera, na placu boju zostają ci, którzy potrafią połączyć piłkarską jakość z żelazną taktyką. Czy gospodarze zdołają utrzymać to tempo i przełamać tradycyjną hegemonię gigantów? Najbliższe dni dadzą nam odpowiedź, której żaden kibic nie ma prawa przegapić.
Zmieniło się (prawie) wszystko po to, by nie zmieniło się (prawie) nic.
Karol Nania