[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Kino niczym z 2002 czyli „Recenzja Venom: Carnage”

    Autorstwana 13 listopada 2021

    Bardzo często w odniesieniu do współczesnej popkultury słyszę narzekania na przesyt kina superbohaterskiego. Mimo iż sam raczej już raz na ruski rok obejrzę coś z MCU, tak jestem daleki od takich wniosków. Zarówno ze względu na rozwój innych gatunków (przede wszystkim sci-fi), jak i z uwagi na to, że samo kino spod znaku maski i peleryny potrafi być bardzo różnorodne. Powstają horrory (Brightborn), pastisze kina wojennego (The Suicide Squad), a nawet filmy oscarowe jak Joker. Venom 2 również dokłada cegiełkę do tego zróżnicowania blockbusterów. Najnowsze dzieło studia Sony jest bowiem śmieciowym filmem klasy B (i bardzo dobrze).

    Zaczynając jednak od początku. Podobała mi się jedynka. Wyróżniała się na tle lekko już skostniałego MCU i proponowała coś znacznie bardziej zbliżonego narracją do wczesnych lat 2000. Największym problemem był dla mnie zbyt krótki czas budowania relacji glut – przegryw oraz nijaki antagonista, ale oba te problemy sequel rozwiązuje.

    Zastajemy naszych bohaterów tam, gdzie ich zostawiliśmy. Eddie żyje z Venomem w sobie, próbuje się pozbierać po zerwaniu z dziewczyną, a na horyzoncie maluje się zagrożenie w postaci Carnage’a, psychopaty połączonego z podobnym do Venoma symbiontem. Wybór obsadzenia Woody’ego Harrelsona w roli antagonisty był bardzo bezpieczny, z uwagi na to, że już niejeden raz się sprawdzał w roli urodzonych morderców (mrug, mrug), a z uwagi na luźny wymiar filmu widać, jak bardzo dobrze się bawił, grając niejako pastisz Hannibala Lectera. Nie zdradzając za wiele, bałem się odrobinę decyzji fabularnej związanej z tym, że Carnage ma w tym filmie konkretną motywację do działania. Znacznie bardziej kusząca wydała mi się wizja psychopaty siejącego chaos dla samej uciechy siania chaosu. Natomiast było to przeprowadzone na tyle sprawnie, by nie odbierać tej postaci nic z jej krwawego uroku…

    Mimo iż w filmie nie ma krwi – co mnie odrobinę boli. Produkcja nie ma kategorii wiekowej R, co z punktu widzenia studia jest zbawieniem: można zwiększyć potencjalną ilość klientów. Natomiast dawno nie czułem przy filmie takiej sztuczności przy utrzymaniu „grzeczności”. W filmie widzimy odgryzanie głów, strzelaniny i miotanie ludźmi po ścianach, ale na ekranie nie pojawia się ani kropelka czerwonego płynu. Nie jestem człowiekiem, który nie potrafi się bawić przy czymś skierowanym do młodszego widza, ale tu widać jak na dłoni, że decyzja biznesowa wygrała z artystyczną.

    Pozwolę sobie teraz przejść do najlepszego, swoistej wisienki na torcie: relacja Eddie – Venom. Przed obejrzeniem tego filmu, słyszałem dużo sugestii, że ten film jest mocno pod tym względem queerowy. Byłem przekonany, że to zdania przesadzone i przekoloryzowane, ale nie. Ten film pełnoprawnie prezentuje relacje tej dwójki jako romans i jest to cudowne. Kłócą się jak stare dobre małżeństwo, potrzebują się nawzajem, pocieszają w ciężkich chwilach i próbują być ze sobą szczerzy. Venom był nawet w klubie gejowskim i mówił, że wyszedł z szafy. Szczerze powiedziawszy, był to genialny pomysł narracyjny, bo dzięki temu obserwujemy mariaż kina eksploatacji z kinem akcji wczesnych lat 2000 i komedii romantycznej.

    I to bardzo dobrej komedii. Film ten bowiem zrezygnował kompletnie z ambicji horrorowych, zasypując nas dowcipami najczęściej płynącymi od Venoma. Ich ilość zwłaszcza na początku może przytłaczać, natomiast skłamałbym, gdybym powiedział, że chybiają.

    Venom 2 to nie jest dobry film sensu stricto, nie robi nic rewolucyjnego dla kinematografii. Nie zachwyci głębiami postaci, a i wątpię, czy przesłanie produkcji zrewolucjonizuje komuś życie, ale mimo to uważam ten film za genialny. Genialny w swojej prostocie i w naiwności, i tego, jak szczerze dostarcza rozrywkę. Tom Hardy, czyli aktor wcielający się w główną rolę, jest bardzo w projekt zaangażowany i to widać na każdym kroku. Jeśli chcecie sobie przypomnieć, że blockbustery nadal potrafią mieć serducho, to lepszego pomysłu na seans na ten moment nie ma.

    Ocena: Kurczaki i czekolada na 10

    Autor: Stankiewicz Szymon

    Oznaczono, jako

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!