[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Shrek był ciałopozytywny zanim to było modne

    Autorstwana 12 listopada 2021

    Wyjdzie na to, że jestem sentymentalna, ale dokładnie w 2021 roku mija równiutkie 20 lat od premiery pierwszej części. Kiedy Shrek witał nas na wielkich ekranach, ja stawiałam swoje pierwsze kroki. Mogę więc powiedzieć, że dosłownie na tej bajce się wychowałam. Czy po 20 latach jej przesłanie pozostaje nadal aktualne? 

    Już od dosyć wczesnych lat dziecięcych miałam problemy z zaakceptowaniem swojego wyglądu. Patrzyłam w lustrze na swoje zmierzwione kręcone włosy, piegi, kościste nogi, odstające uszy, malutkie oczy i chciało mi się płakać. Inne dziewczynki przy mnie wyglądały jak te wszystkie disneyowskie królewny – Bella, Roszpunka, Ariel, Śnieżka. Jedyne co bolało mnie bardziej to chyba fakt, że nie mogłam powiedzieć mojej mamie, że czuję się brzydsza. Po jakimś czasie zwyczajnie zdałam sobie sprawę, że nie usłyszę innej odpowiedzi niż „jesteś śliczną dziewczynką, bo właśnie tak stworzyła Cię bozia”. A ja nie czułam się piękna ani ulepiona z gliny na podobieństwo bóstwa. Wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że jestem od tego bardzo daleka. Zapewnienia moich rodziców odbijały się zatem jak groch o ścianę. 

    Shreka pierwszy raz świadomie obejrzałam w okresie szkoły podstawowej. Piękne animacje, zapadająca w ucho ścieżka dźwiękowa i przede wszystkim fabuła tego filmu od początku mnie urzekły. Wreszcie znalazłam bohaterkę, której mi brakowało. Silną, inteligentną i wrażliwą kobietę, której największym wrogiem jest jej samokrytyka. Fiona, jedno słowo, które stało się rozwiązaniem wszystkich moich problemów. Okej, to delikatny oksymoron, bo oczywiście mój proces uczenia się samoakceptacji nadal trwa, ale oglądanie Shreka na pewno znacznie mi go ułatwiło, zanim zdałam sobie jeszcze sprawę ze skali problemu. 

    Kiedy jest się małą dziewczynką, marzy się o byciu księżniczką. Rodzice kupują Ci smukłe, długonogie Barbie, a Ty marzysz, że jesteś jedną z nich. Ja o tym marzyłam, i o tym, że będę całe życie tak szczupła jak ta plastikowa, porcelanowa szkapa. Fiona była daleka od tego kanonu i też tego nie akceptowała. Bo to właśnie wygląd spowodował, że musiała się schować przed wzrokiem ludzi. Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą. Shrek pokochał ją za jej charakter – za niezwykłą siłę, zaradność, inteligencję, ale też swojego rodzaju swojskość, którą sam tak bardzo umiłował. W tej miłości znalazł przede wszystkim akceptację dla samego siebie. W końcu udało mu się znaleźć kogoś, kto pokochał takiego potwora jak on, i kto stał się również jego „potworną” miłością. 

    Shrek okazał się swoistym objawieniem dla całego kina, a szczególnie filmów animowanych, z początku XX wieku. Na swój sposób był ideałem, chociaż jego physis na pewno na to nie wskazywała. W końcu Shrek również jest dobrym przykładem dla mężczyzn – i mówię to z pełnym przekonaniem, bo chociaż jestem już dorosła, to nadal namiętnie sięgam po tę produkcję. Z perspektywy współczesnej nam batalii o akceptację każdego ciała takim, jakim ono naturalnie jest, Shrek nabiera ponadczasowego wymiaru i w pewnym sensie dojrzewa wraz ze swoimi widzami. Kiedy byłam mała dostrzegałam w nim tylko kolorowe animacje, wielkiego smoka (swoją drogą – smoczycę! Chyba jedyną w całym spektrum filmowych smoków, czy to nie fantastyczne?), teraz natomiast patrzę na tę bajkę jako na świetny przykład uczenia się akceptacji, nie tylko swojego ciała, ale także swojego charakteru. Można być przecież wesołkiem jak Osioł, odludkiem jak Shrek, czy tajemniczym amantem jak Kot i być z całym tym zestawem akceptowanym. Kochać i być kochanym, nie skazywać się na samotność przez mankamenty swojego ciała, które w końcu jest tylko warstwą wierzchnią. 

    Nie zawsze piękne równa się dobre. W filmach kryminalnych często ofiarami jakiejś zbrodni padają piękne kobiety albo dzieci. Nie tylko dlatego, że są one fizycznie słabsze od mężczyzn, również dlatego, że takie ofiary przykuwają uwagę widza. Gdyby chodziło o śmierć kloszarda, w ciemnym zaułku w stercie śmieci, nikt by się nie przejął. Gdy jednak widzimy jakąś intrygę, nagie ciała, masę pieniędzy albo przystojnego detektywa, automatycznie bardziej interesujemy się akcją. Shrek wychodzi z ukrycia, jest zmuszony opuścić swoje bagno, bo wszystkie księżniczki w asyście krasnali, wróżek chrzestnych i swoich dzielnych rumaków nie są podstawą do napisania całego scenariusza. Jest nią natomiast zepchnięty na margines, wielki, zielony ogr, który wcale nie pachnie fiołkami i nie je ośmiornic. Na pierwszy rzut oka jest przykładem idealnego antybohatera, kogoś, kogo zazwyczaj uznalibyśmy za antagonistę, postać, którą należy zwalczyć. Shrek nie daje się stłamsić sztywnym schematom i pokazuje, że inny nie znaczy gorszy, piękny nie znaczy dobry, nawet jeśli popkultura uważa to za truizm. Scenarzyści Shreka pokazali, że wszystko, co pozornie wydaje się być wadliwe, można przekuć w kamień szlachetny, bez konieczności jego mechanicznej obróbki. Być może dlatego w drugiej części, mimo czarów, Shrek ostatecznie pozostaje w swojej ogrzej postaci, i wraca do mieszkania na swoim ukochanym bagnie. A co inteligentów z miasta obchodzi los jakiegoś wieśniaka, który zaprzepaścił swoją szansę na koronę, piękny wygląd i sławę? Jak widać dużo.

    Wszystkim antyfanom Shreka – jeśli znajdą chęci do ponownego obejrzenia tej produkcji – polecam spojrzeć na nią oczami dorosłego, a nie dziecka, któremu ta bajka mogła się nie spodobać. Być może, zmieniając ten zasadniczy punkt widzenia, dostrzegą w tym filmie coś, czego do tej pory nie widzieli. Przepis na wartościową przyjaźń, szczęśliwy związek czy akceptację swojej inności, która każdorazowo jest naszą największą zaletą, nawet jeśli świat Photoshopa i instagramowych filtrów twierdzi inaczej.

    Faustyna Górska


    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!