Podsumowanie wyścigów F1 pierwszej części sezonu 2026
Autor: Redakcja Online dnia: 26 sierpnia, 2026
Wszyscy fani wysokooktanowych emocji oraz królowej motorsportu mogą już zacierać ręce. W zeszły weekend Formuła 1 wróciła po wakacyjnej przerwie. Pierwszy przystanek – tor Zandvoort, a więc domowy wyścig Maxa Verstappena. Jednak zanim rozpoczniemy ostateczne zmagania o złoty symbol pożądania kierowców i konstruktorów, warto podsumować co działo się do tej pory w sezonie po wyścigu w Szanghaju. Między innymi, do kalendarza jednorazowo wrócił malezyjski Sepang. Max Verstappen podpisał cyrograf z Red Bullem, najpewniej pozostanie tam do końca swojej formułowej kariery. Za to fani LH44 już powtarzają za Tifosi, że ten sezon należy do nich, ponieważ w każdym roku, kiedy było zaćmienie słońca Hamilton zdobywał tytuł mistrza świata kierowców. Czy tak samo będzie w tym roku? Zobaczymy, ale kierowca Ferrari przez pierwszą połowę sezonu zapewnił sobie obiecującą ilość punktów. O tym i wielu innych magicznych wydarzeniach przeczytacie w niniejszym podsumowaniu pierwszej połowy sezonu 2026 w F1.
Japonia: W ojczyźnie samurajów ponownie zakwitnęły wiśnie, a kilka zespołów pokazało swoje specjalne malowania. Alonso spóźnił się na weekend, ponieważ został ojcem, a Max Verstappen podczas konferencji wyprosił jednego z dziennikarzy za niewygodne pytania, które ten zadawał mu pod koniec zeszłego sezonu. Sensacją było zajęcie 11. miejsca w kwalifikacjach przez potężnego Holendra oraz słaby start Kimiego Antonellego w wyścigu. Od razu po starcie kibice mogli odnieść wrażenie, że kilka razy odtwarzana jest powtórka, ponieważ kierowcy Mercedesa wyprzedzali rywali w tej samej szykanie, a potem szybko tracili zyskane pozycje z powodu braku energii. Pięknie oglądało się rywalizację między kierowcami Ferrari (podobną do tej w Chinach). Natomiast niebezpieczny moment miał miejsce na 22. okrążeniu, kiedy to Oliver Bearman z Haasa uderzył w bandę z przeciążeniem 50G. Powodem były różnice w prędkości. Bolid Brytyjczyka miał nadmiar energii i automatycznie ją wykorzystał, a Colapinto, który był wówczas wyprzedzany, zbierał energię. Wyglądało to niebezpiecznie. Kierowca kulał wychodząc z bolidu, ale na szczęście nic poważnego się nie stało. FIA miała kolejny dowód, że współczesne regulacje techniczne nie są doskonałe. Wyścig wygrał Antonelli. Drugie miejsce utrzymał Piastri, a podium uzupełnił Leclerc.
Miami: Po długim okresie posuchy spowodowanym tym, że coś dzieje się znów na Bliskim Wschodzie (Lady Pank reference) F1 mogła zaśpiewać Welcome to Miami. Przerwa była korzystna dla zespołów, ponieważ praktycznie wszyscy przywieźli poprawki (poza Astonem ☹). Nie był to koniec kompromitacji tego zespołu. W kwalifikacjach Fernando Alonso ukończył okrążenie, którego czas był gorszy od najgorszego bolidu Formuły 2. Jednakże po raz pierwszy w sezonie Verstappen wyprzedził Pierre’a Gasly’ego w czasówce. Doszło jednak do subtelnej korekty w wyścigu. Organizatorzy przesunęli porę jego rozpoczęcia o trzy godziny wcześniej. Wynikało to z zagrożenia pogodowego oraz prawa stanowego, zgodnie z którym (w dużym skrócie) nie można rozgrywać imprez sportowych, jeżeli uderzenie pioruna nastąpiło w określonej odległości stadionu, czego doświadczyliśmy również podczas mundialu. Verstappen i Leclerc kręcili dynamiczne bączki. Holender na początku, a Monakijczyk pod koniec wyścigu. Ten ostatni dostał jeszcze 20 sekund kary za ścinanie zakrętów, przez co ukończył wyścig za swoim zespołowym kolegą. Ostatecznie na podium znaleźli się Antonelii oraz kierowcy McLarena: Norris przed Piastrim.
Kanada: Na wyjątkowym dla Roberta Kubicy torze byliśmy świadkami pięknej rywalizacji kierowców Mercedesa. Antonelli i Russell zapewne chcieli wcielić w życie trend powrotu do 2016 roku. Od pierwszego do 31. okrążenia ścierali się na torze, wyprzedzali nawzajem, jechali na limicie, ale ostatecznie z tej walki zwycięsko wyszedł Włoch. Brytyjczyka dopadła awaria (albo klątwa). Z kolei niemiecki side-quest Verstappena po raz pierwszy zakończył się niepowodzeniem. Nie pomylę się, jeśli powiem, że było to najszczęśliwsze podium jak dotychczas. Antonelli dowiózł pierwsze miejsce, Hamilton dojechał na P2, a Verstappen, po raz pierwszy w tym sezonie, znalazł się na podium.
Monako: Domowy wyścig Charlesa Leclerca był wbrew pozorom interesujący. Najważniejszy element tego weekendu, czyli kwalifikacje, zwiastowały nam ekscytującą walkę na starcie wyścigu. Antonelli zdobył pozycję Polaka, Holender z Red Bulla ustawił się obok niego w pierwszym rzędzie, a drugi rząd należał do kierowców Ferrari. Verstappen nawet nie wystartował. Jego bolid ruszył z opóźnieniem, więc kierowca się wycofał. Niestety dla monakijskiego kierowcy Ferrari, po raz kolejny, ten tor uliczny okazał się pechowy. Pierwszy raz został on wyprzedzony w Monako przez partnera zespołowego w kwalifikacjach, a w kluczowym momencie wyścigu jego hamulce nie zadziałały poprawnie. Wpadając w poślizg wjechał w bandę. Dla dopełnienia tematu warto dodać, że przed tym weekendem Leclerc przedłużył kontrakt z Ferrari. Potem wywieszono czerwoną flagę. Kierowcom przyznano wiele kar za przekraczanie prędkości w alei serwisowej. Głównym powodem był błąd pomiaru oraz fakt, że kierowcy ścinali delikatnie białą linię przy wyjeździe. Ale w F1, nawet jeżeli przekraczasz prędkość o 0,1 km/h, zasługujesz na karę. Pomiarów z taką różnicą było jak grzybów po deszczu. W tym wyścigu przyznawano również kary za nieprawidłowe ustawienie na starcie i restarcie. Ekspertem w tej sprawie został Sergio Perez; udało mu się zdobyć tę karę dwukrotnie. To sprawiło, że pomimo zajęcia 10. miejsca nie zdobył punktu. Zrobił to Alonso, prawdopodobnie pieczętując tym samym P10 dla Astona Martina w klasyfikacji konstruktorów. Na podium znaleźli się Antonelli, Hamilton oraz zaskakująco Hadjar, który pojechał solidny wyścig.
Barcelona–Katalonia: W Barcelonie kierowcy Mercedesa po raz kolejny mieli okazję odtworzyć rok 2016. Jednak tym razem głównym poszkodowanym był Antonelli, który pod koniec wyścigu doświadczył awarii swojego bolidu. Jednak wszystkie oczy i cała uwaga skupiła się na jednym z najpiękniejszych obrazków tego sezonu. Lewis Hamilton zdobył swoje pierwsze zwycięstwo w Ferrari. Długo na to czekał, ale miejmy nadzieję, że nie był to jego ostatni tryumf dla włoskiej stajni. Aby to wydarzenie było jeszcze bardziej ikoniczne, wywiady na gorąco z najlepszą trójką przeprowadzał Nico Rosberg. Rok 2016 uśmiechał się szeroko. Oprócz LH44 na podium znaleźli się Russell oraz Norris. Było to pierwsze w pełni brytyjskie podium w F1 od lat 60-tych.
Austria: W alpejskiej dolinie, oprócz wysokich temperatur powietrza, było gorąco nie tylko pomiędzy pierwszą czwórką, ale także w Cadillacu, gdyż przywiózł najwięcej poprawek na ten wyścig i oba jego bolidy się zapaliły. Po raz kolejny pecha doświadczył Carlos Sainz. Jego bolid doświadczył awarii. Dobrze, że przynajmniej tym razem się nie zapalił. Kolejny raz mogliśmy doświadczyć walki wewnątrz zespołu Ferrari. Zmagania wygrał George Russell, a podium uzupełnili Verstappen na P2, który rozbił się w kwalifikacjach, oraz Antonelli na P3.
Wielka Brytania: Srebrny kamień po raz kolejny przyniósł wiele emocji, chociaż tym razem niemiecki Hülk nie zdobył podium. Sobotni sprint wygrał Antonelli , drugi był Hamilton, który wygrał kwalifikacje do sprintu, a trzeci Norris. Sobotnie kwalifikacje do wyścigu wygrał Antonelli. Drugi był Leclerc, a trzeci Hamilton. Przed wyścigiem odbyła się jeszcze parada kierowców w bolidach zbudowanych z klocków LEGO. Na 29. okrążeniu toczyła się piękna walka o P3, pomiędzy Verstappenem, Russellem, a Hamiltonem. Mercedes potwierdził swoją formą, że jeżeli nie dochodzi do awarii, są najszybsi i szybko nadrabiają straty, które występują podczas wyścigu. Problem w tym, że ponownie doszło do awarii w bolidzie nr 12. Był to kolejny przykry weekend także dla Holendra, który stracił przyczepność i wypadł z toru na cztery okrążenia przed końcem. Pojawiła się żółta flaga, a oba bolidy Ferrari zjechały do alei serwisowej. Jedynym kierowcą z czołówki, który nie zjechał był Russell, utrzymujący P2. Wyścig wygrał Leclerc, po raz pierwszy od 2024 roku, a podium dopełnił Hamilton. Antonelli wyjeżdżał poza tor próbując utrzymać pojazd w grze pomimo awarii. Ostatecznie z powodu kar spadł z miejsca 9. na 16. Oprócz tego Alpine zdobyło podwójne punkty, a Bortoletto z Audi zajął solidne P8.
Belgia: W ojczyźnie gofrów po raz pierwszy wprost mogliśmy dostrzec nierówne bolidy w Mercedesie. W kwalifikacjach najszybszy był Włoch, z tejże stajni, a za nim Verstappen oraz Norris. Na początku wyścigu byliśmy świadkami pięknej walki w czołówce. Ze sobą spierali się kierowcy Mercedesa, Ferrari, Norris i Holender z Red Bulla. Jednak nie wszyscy wyszli z tej walki cało. Dla przykładu Russell przestrzelił zakręt eliminując się z wyścigu. Później kierowcy włoskiej stajni trafili pod lupę sędziów za jazdę na limicie i dosyć bliską rywalizację. Walka toczyła się także pomiędzy kierowcami Racing Bulls. Stawką dla nich wciąż jest utrzymanie swojego fotela na kolejny sezon u boku Bułgara Tsolova, który według plotek ma od kolejnego sezonu rozpocząć swoją przygodę w królowej motorsportu. Podium zajęli kolejno Antonelli (pierwszy zwycięzca Grand Prix Belgii z Włoch od czasów Ascari’ego w 1953 roku), Leclerc i Verstappen. Na gratulacje zasługują czwarty Hamilton, który jechał uszkodzonym bolidem przez większość wyścigu, po incydencie z Russellem na początku, a także szósty Isack Hadjar, który startował z 21. pola startowego. Czapki z głów. Vibe lat 90. poczuł w sobie Colapinto, który odzwierciedlił manewr Hakkinena na Schumacherze na tym torze. Po raz kolejny wykazał się Bortoletto, ponownie zajmując 8. miejsce.
Węgry: Weekend wyścigowy u naszych bratanków do szabli i do szklanki był wyjątkowym momentem dla zespołu Aston Martin, który przywiózł najwięcej poprawek od początku sezonu. Ostatecznie doprowadziły one do 16. miejsca Fernando Alonso w kwalifikacjach i jego wejścia do drugiego segmentu. Poza tym, w sobotę kierowcy Red Bulla pokręcili się trochę na torze, a kwalifikacje wygrał Norris. Drugi był Hamilton, a trzeci Leclerc. W wyścigu Hamilton starał się dogonić Verstappena. Udało mu się po pit stopach, ale później szalał Holender, a McLareny walczyły między sobą o prowadzenie. Pojawił się jednak trzeci do brydża. Carlos Sainz miał zostać zdublowany, ale wjechał w Piastriego utrudniając mu dalszą walkę. Dostał za to, dosyć niską jak na takie realia, pięciosekundową karę. Sam Australijczyk wkrótce potem wycofał się z powodu awarii. O Russellu nic tu nie napiszę, poza tym, że pech Brytyjczyka nie opuszczał. Wyścig wygrał Norris, przed drugim Verstappenem i trzecim Antonellim. Na uwagę zasługuje także Nico Hülkenberg, który dobrą jazdą i wyjątkową bezawaryjnością swojego bolidu zdobył potężne P9. Zaskakujące miejsca zajęli kierowcy Astona: kolejno 13. i 14. miejsce, wyjątkowo Stroll przed Alonso. Oprócz tego, włodarze wyścigu zdecydowali się nazwać oficjalnie wszystkie zakręty na swoim obiekcie z uwagi na 40. rocznicę. W gronie nazw znalazły się miejsca m.in. dla Hamiltona, Szisza, Mansela czy Budy i Pestu.
Niderlandy: Mogę z całą stanowczością zakomunikować, że druga część sezonu rozpoczęła się w iście hollywoodzkim stylu. Kwalifikacje już przyniosły kilka niespodzianek. Zastępujący Lawsona w Racing Bulls, który zastąpił kontuzjowanego Hadjara w Red Bullu, Yuki Tsunoda trzymał się blisko Lindblada, ale odpadł w drugim segmencie kwalifikacji. Na początku ostatniego segmentu pierwszy rząd okupowali kierowcy McLarena. Wszyscy spieszyli się z kręceniem czasów, aby zdążyć przed deszczem. Pod koniec o swoje miejsca walczyli wyłącznie kierowcy Ferrari. Ostatecznie pole position zdobył Norris. Obok niego do wyścigu ustawił się Russell, a za nimi Antonelli oraz Piastri. W samym wyścigu na początku doszło do sensacji. Max Verstappen zahaczył o śliską białą linię na ostatnim zakręcie i wpadł w poślizg zderzając się z bandą, po zacnej walce z Lawsonem, kończąc tym samym występ w domowym dla siebie wyścigu. Natychmiast wywieszono czerwoną flagę i ustalono, że restart zostanie przeprowadzony z pól startowych. Ale Max nie był osamotniony. Wielu kierowców w tamtej części toru miało problemy z przyczepnością. Ogromne szczęście mieli kierowcy Audi. Bortoletto wpadł w poślizg i obrócił się, ale jadący tuż za nim Hülk pomimo zerowej widoczności wykazał się refleksem i w porę zareagował. W dobrej dyspozycji były McLareny. Piastri wyprzedził Brytyjczyka z Mercedesa i przez chwilę utrzymywał się przed nim. Na 29. okrążeniu szalał Tsunoda, jadąc na limicie z Pierrem Gaslym. Na okrążeniach 34. i 35. z Australijczykiem z McLarena rozprawili się kierowcy Ferrari. Na 54. okrążeniu prowadził Hamilton, za nim blisko siebie jechali Antonelli i Norris. Ten ostatni wyprzedził Włocha od zewnętrznej, a chwilę później dopadł Hamiltona, obejmując prowadzenie. Dwa kółka później z wyścigu wycofał się Esteban Ocon. Dołączył on do Bearmana, który zatrzymał swój bolid tuż przed restartem po wypadku Verstappena. Na okrążeniu 66. Russell otrzymał team orders aby przepuścić Antonellego, a dwa okrążenia później obaj kierowcy Williamsa zahaczyli o siebie. Albon zjechał do alej nie ukończywszy wyścigu, a Sainz doczołgał się ostatni. Kompromitacja. Na ostatnim kółku Hamilton próbował wyprzedzić Russella, ale nie zakończyło się to sukcesem. Mało tego, niewiele brakowało, aby Leclerc wjechał w plecy swojemu zespołowemu koledze. Wyścig zwyciężył Norris, przed Antonellim i Russellem. Sensacyjnie Fernando Alonso dojechał na miejscu 9., a Yuki Tsunoda do samego końca walczył o punkt z Francuzem z Alpine. Ostatecznie Japończyk skończył na P11, ale zaliczył udany występ. Być może ostatni. Na pewno był to ostatni wyścig na torze Zandvoort. Przynajmniej na najbliższe lata…
Jakie mamy wnioski po tej części sezonu? Jest nieprzewidywalnie. Trudno cokolwiek antycypować. Początkowa dominacja Mercedesów nie jest już tak oczywista. Pojawiają się nowi pretendenci, a (niektóre) zespoły są w stanie szybko reagować na poczynania rywali z wyścigu na wyścig. Czeka nas dużo ścigania i jeszcze więcej emocji. Tak więc lecimy dalej. Niech zwyciężą najlepsi.
Wiktor Trzecina