Ostatni słupek

Autor: dnia: 11 sierpnia, 2026

Spotkałem znajomego. Powiedziałem: „Słuchaj, obejrzałem ostatnio taki gruziński, trzygodzinny dramat, musisz zobaczyć!”. Wyśmiał mnie, nazywając pretensjonalnym. Po paru dniach spotkaliśmy się ponownie. „Wiem, że lubisz kino – zacząłem, nawiązując do tej samej produkcji – to obejrzałem ostatnio taki film. O futbolu”. Usiadł zaciekawiony i wysłuchał tego, co mam do opowiedzenia o Spadającym liściu Alexandre’a Koberidze.

Obok mojej podstawówki był wielki, niezagospodarowany trawnik. Gdy kończyły się lekcje, a rodzice jeszcze nas nie odebrali, chodziliśmy tam z kolegami ze świetlicy, aby pograć w piłkę. Stały tam dwa średnio wyrośnięte pnie, które imitowały bramkę. Biegaliśmy tam i z powrotem, próbując chociaż raz kopnąć piłkę. Jako dzieciaki, które wychowały się na micie Euro 2012 rozgrywanego w Polsce, chcieliśmy zostać drugim Lewandowskim, czy Błaszczykowskim. Mieliśmy marzenia, które z biegiem czasu zderzyły się z rzeczywistością. Nie trafiły w bramkę osiągnięć życiowych, a przelatywały nad nią, lądując gdzieś na balkonie pobliskiego bloku.

Taką tematykę opowiada Koberidze. Piłka nożna, w swojej osiedlowej postaci, jest sportem egalitarnym, równościowym i otwartym. To sport wolny od kapitalizmu, komercji, nastawiony na solidarność i społeczność. Wystarczy chęć grania w piłkę. Koberidze wraca do tych źródeł ukochanego przez miliony sportu oraz momentów, które budują kolektywność grania w piłkę.

Fabuła jest prosta. Irakli (David Koberidze, ojciec reżysera), zmartwiony zaginięciem swojej córki Lisy, reporterki piłkarskiej, wyrusza z Levanim (Otar Nijaradze), współpracownikiem Lisy, na poszukiwanie córki, podążając śladami jej reportażu o gruzińskich kartofliskach. Zeszłoroczny Sirat Oliviera Laxe również opowiadał historię poszukiwań córki. O ile jednak Sirat był filmem o echu wojny, słyszanym przez dźwięki techno na pustkowiu, tak Spadający liść nawiązuje do kina Abbasa Kiarostamiego i do filmów jak Smak Wiśni, czy Uniesie nas wiatr. To minimalistyczne kino drogi. Ważną rolę pełni podróż przez wioski Kaukazu, postoje i rozmowy z mieszkańcami. To miejsca w którym czas się zatrzymał, choć słychać już zbliżający się nieuchronnie walec kapitalizmu. W Spadającym liściu Irakli rozmawia z chłopcem, którego nie widzimy. Słuchać jedynie jego głos. Rozmawiają o lokalnym boisku, w którego miejscu ma zostać zbudowany hotel. Kapitalizm dochodzi i do miejsc zapomnianych, niszcząc czas, historię i przeszłość.

Takich głosów jest więcej. Przemijają w filmie. To głosy wspomnienia, zapomnienia, z przeszłości. To duchy pamięci, podobnie jak boiska, o których opowiadają. Te miejsce umierają. Pozostały spróchniałe słupki i wysoka trawa. Ten film można odczytywać, jako poszukiwanie swojej ukochanej drużyny, która lata świetlności ma już dawno za sobą. Błądzi się po miejscach dawnych spotkań, derbowych wojen i boiskach-mitów, gdzie narodziła się legenda zespołu. Teraz tego nie ma, a drużyna ugrzęzła na bagnach A-klasy a jedyne, co pozostaje, to resentyment do czasów dawno minionych.

Zapomnienie to motyw powracający w Spadającym liściu. To film-kapsuła czasu, która po latach będzie oglądana z nostalgią i może nawet tęsknotą do czasów analogowych, odgłosów świerszczy w letnie dni i szmacianej piłki, która powodowało ból po każdym kiepskim uderzeniu. Koberidzie tworzy, za pomocą… swojego starego Sony Ericssona, niepowtarzalne i unikalne zdjęcia, uchwycając ulotność chwil i miejsc. Piksele na ekranie są niczym ziarno taśmy filmowej, lecz pozbawione romantycznej, idealnej, kinofilskiej estetyki. Ostrość, niczym z początków istnienia YouTube’a może być dużym wyzwaniem dla widza. Gdy jednak odbiorca się wczuje i doceni ten wybór, otwiera się słuszność powtarzanej przez wielu tezy, że za dobrym filmem stoi dobry pomysł, a nie nowoczesny sprzęt. Wymowne przy tym jest to, że Ericssonów już na rynku nie ma.

Świat u Koberidze został zbudowany na osi trzech bezokoliczników: „widzieć”, „pamiętać”, „znać”. Irakli pyta napotkanych mieszkańców o córkę, wykorzystując te słowa. Tym samym pyta widzów, czy widzą, pamiętają i znają swoją przeszłość; O to, czy ufają pamięci i wspomnieniom. Ten film jest jak brakujący puzzel układanki dzieciństwa, który gdzieś wpadł pod kanapę wspomnień. Spadający liść zachęca do odsunięcia kanapy i poszukania tego, o czym dawno zapomnieliśmy.

Spadający liść jest filmem, który jest jak ta podróż od wioski do wioski; brudny, długi, męczący i częściowo pozbawiony nadziei. Podobnie jednak jak Irakli, widz znajduje w tym wszystkim sens. Po seansie najlepiej wyjść na jedno z lokalnych boisk, napisać do znajomych z boiska i wyjść, aby zagrać ten ostatni mecz, dopóki jeszcze jest gdzie.

Patryk Zaczkowski

Otagowane jako

Kontynuuj czytanie

Poprzedni wpis

Uroki Szwajcarii


Miniaturka
Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Audycja on-air

Co jest grane?

11:00 12:00

Background