[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Prerogatywa

    Autorstwana 19 listopada 2021

    4,8 tony odpadów rocznie przypada na jednego mieszkańca Polski. Nasza ojczyzna w 2018 roku znalazła się na 18 miejscu w rankingu globalnej emisji. Statystyki z 2018 roku, sporządzone przez Izbę Gospodarczą Reklamy Zewnętrznej pokazują, że liczba nośników OOH to łącznie blisko 73 tysiące. Prawie połowa miast i gmin w Polsce nie przeznacza ani złotówki na filar środowiskowy.

    Korzystając z okazji, że mieliśmy niedawno długi weekend i mogłam wrócić na jakiś czas do domu rodzinnego, wychodziłam z moim psem na spacery. On uwielbia być na nie zabierany, a ja lubię dużo chodzić. Zazwyczaj idziemy do lasu albo na łąkę, bo wtedy mogę swobodnie spuścić go ze smyczy, a sama cieszyć się pogodą i czystym powietrzem. Tak, w miejscowości, w której mieszkam, mamy łąki i czyste powietrze, i nawet śnieg przez całą zimę. Nie wyobrażacie sobie jak bardzo cieszy mnie ten fakt. Zdaję sobie jednak sprawę, że inni nie mieli w życiu tyle szczęścia co ja i mieszkają w miejscowościach, w których z powodu znacznie przekroczonych norm jakości powietrza zaleca się niewychodzenie z domów. Na ironię zakrawa fakt, że bardzo dużo z nich nie jest wcale tak daleko od mojego miasta, a tymczasem to ja cieszę się dorodnymi porostami na drzewach. 

    Powracając jednak do tematu – spacerując z psem wyszłam zupełnie przypadkowo na łąkę, na której nie byłam od co najmniej kilku lat. Chociaż weszłam na nią od strony dzikiego lasu, to po jej drugiej stronie mieści się droga krajowa, z której na łąkę wiedzie wyraźnie ubita droga. Wyjeżdżający i wjeżdżający do miasteczka często zatrzymują się na niej na postój. Oto, do czego doprowadziło nadmierna deforestacja lasów. Teraz każdy Jędrek myśli, że może swobodnie wjechać sobie na łąkę, bo przecież wyraźnie widzi drogę, która do niej prowadzi. Jakby tego było mało, wzdłuż leśnej dróżki leży masa śmieci – kubki po kawie, prezerwatywy, butelki po alkoholu i puszki po napojach energetycznych. Tak, to jest ewidentne zezwolenie na wjazd.

    Mój pies buszuje wśród tych wszystkich śmieci jak szop pracz, nie dając się z powrotem złapać na smycz. Łąka przecież jest duża, czemu chciałabyś mnie już łapać? Miara się przebiera, kiedy dociera do papierowej torby z logo McDonalda. Co ciekawe, najbliższy jest oddalony o około 35 kilometrów od tej łąki. Widocznie rozkoszowanie się Big Mac’iem popitym colą zajmuje około 40 minut drogi i nieskutecznych poszukiwań śmietnika. 

    Niestrudzona przerażającym krajobrazem i popychana chęcią możliwe szybkiego powrotu do domu, kieruję się w stronę ulicy. Jeszcze zanim wyjdę z psem z łąki, dostrzegam za linią drzew wielki billboard. Reklama wody gazowanej, tuż pod nią reklama hotelu, a jeszcze niżej napis „do wynajęcia”. Szkoda, że to nie okres wyborów, momentalnie znalazłby się chętny na wklejenie swojej twarzy na ten kawałek metalu i plastiku. Pod stelażem leży stara porzucona reklama. Widocznie kupiec przestał opłacać usługę, a właścicielowi nie było spieszne, żeby z uporać się z gigantycznym śmieciem. 

    Mijamy billboardy i idziemy w dół. Nie trzeba iść daleko, żeby natknąć się na kolejnych delikwentów. Wzdłuż tej drogi w sumie naliczyłam ich kilkanaście. Reklamy hoteli, restauracji, stoku narciarskiego. Prawie jak grzyby po deszczu, tyle że billboardów objętościowo jest znacznie więcej. Na domiar złego, jakby mało mi było oglądania unoszących się nad ziemią reklam, stąpając po ziemi wręcz wpadam na kolejne butelki i puszki – jak nie w rowie, to przy drodze. Dochodzę do wniosku, że wyrzucanie śmieci przez kierowców z rozpędzonych samochodów to chyba jakieś hobby. Jak opadną na ziemię w zjawiskowy sposób, to znajomi stawiają żarcie w maku.

    Dzięki najnowszym restrykcjom unijnym opakowania są w większości papierowe, więc nic się nie dzieje. Żadne delfiny nie zjedzą już plastikowej słomki, a dryfująca po Pacyfiku Wyspa Śmieci (tak, dużą literą – przynajmniej według polskiej Wikipedii nazwa tej dryfującej wyspy jest już nazwą własną) być może nie przerośnie Polski 6 krotnie, mimo że 5 krotnie już to zrobiła. 

    Przechodzę przez ulicę i mijam kolejną butelkę. Tym razem to Pan Tadeusz. W Polsce z problemem nadużywania alkoholu mierzy się blisko 12% społeczeństwa, z czego w przypadku 2% z tej liczby mówi się o uzależnieniu. Jednak to już całkiem inny temat. 

    Mój pies mocniej ciągnie smycz. Po dwóch godzinach nawet świeże powietrze i względna wolność mogą się znudzić. Skręcam w drogę do domu i nawet nie zatrzymuje się przy bezczelnie postawionym przy drodze worku ze śmieciami ani nad porzuconymi oponami. Kiedyś może poprosiłabym tatę, żeby pomógł mi je przytoczyć i zrobilibyśmy z nich huśtawkę, ale teraz nie ma dla kogo. Mam prawie 21 lat i nie mieszkam w domu rodzinnym, a moje młodsze rodzeństwo woli grać na komputerach, niż wychodzić na podwórko.

    Dzień się kończy, a ja siedzę z nosem wlepionym w ekran. Czytam artykuły na stronie National Geographic i zastanawiam się, co to wszystko zmienia. Co zmienia narzekanie studentki? Co zmienia strajk klimatyczny młodzieży? Co zmieniają aktywiści? Co zmienia mozolne przybliżanie się do katastrofy klimatycznej, którą neguje znaczna większość naszej populacji? W końcu prędzej czy później i tak wszyscy umrzemy. Liczy się przecież tu i teraz. Kilka ton śmieci w tę czy we w tę i tak nic nie zmieni. 

    Pozostaje mi wierzyć, że nasza najdroższa Planeta Ziemia pozostanie jeszcze przez jakiś czas wyrozumiała i być może kiedyś to narzekanie przyniesie jakiś skutek. W przeciwnym wypadku życzę sobie, żeby chociaż te spacery pozostały jeszcze na chwilę moim małym przywilejem i łaskawością losu, który sprawił, że dane było mi się urodzić właśnie tutaj, a nie w Nowym Targu, gdzie jedynie widok Tatr wynagradza przekroczenie normy benzopirenu w powietrzu o 1800%

    Faustyna Górska


    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!