„Historia przyniosła nam rozczarowanie, ale mniejsza o to” – o losie i tożsamości Koreańczyków w „Pachinko”
Autor: Redakcja Online dnia: 5 listopada, 2026
Korea Południowa dziś kojarzy nam się z niezwykle szybkim rozwojem technologicznym, muzyką K-POP i koreańską pielęgnacją. Myśląc o tym kraju, przed oczami mamy nowoczesny Seul, rozświetlony setkami tysięcy neonów, a także zatłoczone ulice i nocne życie mieszkańców. Z kolei Korea Północna oznacza dla nas totalitaryzm, brak wolności i rozwoju. Ale przecież nie zawsze tak było.
Zdaje się, że są narody, których historię mamy tendencję pomijać. Być może wynika to z tego, że tak odległe geograficznie i kulturowo dla nas miejsce jest nam zupełnie obojętne. Jednak czy nasze milczenie na ten temat nie jest jednocześnie przyzwoleniem na krzywdę innych?
W roku 1910 Japonia rozpoczęła okupację Korei. To właśnie wtedy życie Koreańczyków zmieniło się nie do poznania. Mieszkańcy tego kraju musieli mierzyć się nie tylko z problemami, takimi jak głód czy bieda, ale także na każdym kroku mówiono im, że są ludźmi gorszego sortu. Z czasem Koreańczycy sami zaczęli w to wierzyć. Wielu z nich wyjechało do Japonii w pogoni za lepszym życiem. Ale czy na pewno było im dane je zyskać?
Książka autorstwa Min Jin Lee, Pachinko, to opowieść o losach koreańskiej rodziny, które śledzimy przez dekady. Rozpoczynając od historii Yangjin i Huna, idąc dalej przez kolejne pokolenia, poznajemy nie tylko wydarzenia z życia bohaterów, ale także realia codzienności w Korei i Japonii, a nawet w Stanach Zjednoczonych w latach 1910-1989. To opowieść zarówno o więzach rodzinnych, jak i o stracie oraz trudach życia w obliczu wojny. Książka przedstawia Koreańczyków jako niezwykle konserwatywne społeczeństwo. Z kolei tragiczna i zawiła historia Sunji i innych bohaterek książki, pokazuje nam jak różne było (a często wciąż jest) życie kobiety, w porównaniu do życia mężczyzny. Przez całą powieść przewija się zdanie, powtarzane przez Yangjin oraz młode dziewczyny − Przeznaczeniem kobiety jest cierpienie.

Pachinko ukazuje także problem braku tolerancji wobec cudzoziemców, a szczególnie Koreańczyków, nawet tych, którzy urodzili się w Japonii i to właśnie tam spędzili całe swoje życie. Poznając losy Noa, ale także i Mozasu, możemy dostrzec okrutną prawdę – jeżeli ktoś przez wiele lat wmawia nam, że jesteśmy gorsi, zaczynamy w to wierzyć.
Japończycy nie chcieli zatrudniać Koreańczyków, którzy przez to nie mieli z czego utrzymać siebie i swoich bliskich. Nie chcieli także wynajmować im mieszkań, często więc cała rodzina mieszkała w jednym pokoju. Śledząc losy Mozasu i innych cudzoziemców, można by powiedzieć, że z czasem się to zmieniło. Jednak nigdy nie mogli być oni pewni swojej posady – zwalnianie Koreańczyków ze stanowisk z błahych, często wymyślonych powodów wciąż funkcjonowało na porządku dziennym w Japonii, nawet pod koniec XX wieku. W związku z tym wielu z nich było zmuszonych do szukania pracy gdzie indziej, niekiedy w podejrzanych sektorach, co z kolei znów spotykało się z ogólnym niezadowoleniem i brakiem szacunku ze strony Japończyków – tak, jak w przypadku dzieci Sunji.
Tęsknota za ojczyzną jest wątkiem, z którym wielu ludzi na świecie może się utożsamić, niezależnie od czasów. Emigracja ze względów zarobkowych, edukacyjnych, czy też po prostu ucieczka od niebezpieczeństwa, to wciąż aktualny temat, dotykający setki tysięcy ludzi na całym świecie. Niezwykle wzruszające słowa jednego z bohaterów, Hansu, stanowią idealne podsumowanie tego, w jak trudnej sytuacji znajdują się ludzie zmuszeni do opuszczenia swojego domu. Na wypowiedź mężczyzny, mówiącego o tym, że chciałby jeszcze choć raz ujrzeć swój dom, Hansu odpowiada: Ludzie jak my nie mają domu.

Książka pokazuje też to, jak w obliczu wojny zachowywali się Koreańczycy. Pomimo tego, że każdego dnia bali się o swoje bezpieczeństwo, ich życie toczyło się dalej. Autorka przedstawia to, jak skrupulatnie wykonywali oni swoje obowiązki; pielili ogródki, gotowali, pilnowali zwierząt gospodarczych. Wszystko po to, by odnaleźć choć namiastkę codzienności sprzed trudów wojny. Zdawałoby się, że liczne tragedie, które spotkały Koreańczyków, stanowiły dla nich koniec świata. Jednak oni wciąż każdego dnia budzili się, by wykonać swoją pracę, by ich życie płynęło dalej, pomimo cierpienia, jakiego doświadczali.
Niezwykle ciekawy jest także wątek wiary, choć obecnie ponad 50% mieszkańców Korei Południowej uważa się za ateistów. Min Jin Lee przedstawia jednak postać Isaka, pastora, który nie tylko wprowadza wiarę do rodziny Sunji, ale także i odpowiada na rozterki wielu Koreańczyków, sądzących, że Bóg nie istnieje, bo pozwala im tak cierpieć. Bóg, który by czynił wszystko po naszej myśli nie byłby stwórcą wszechświata, tylko naszą marionetką, mówi Isak w rozmowie z Yangjin.
Pachinko sięga do czasów, gdy Korea była jeszcze jednością. Przedstawia nam zawiłe gry polityczne, które doprowadziły do podziału kraju po II wojnie światowej, rozdzielając rodziny i przyjaciół. Na podstawie historii bohaterów, autorka przedstawia nam jak decyzje polityków i światowych przywódców wpłynęły na życie obywateli. To wciąż aktualny temat, który sprawia, że powieść staje się ponadczasowa.
Książka Min Jin Lee to intrygująca opowieść, poruszająca wiele ważnych kwestii. Dziś znamy zupełnie inny obraz Korei Północnej i Południowej, jednak warto przypomnieć sobie, jak wyglądało życie w tej części świata przed licznymi konfliktami. Dzięki Pachinko możemy dostrzec to, jak paradoksalnie podobni jesteśmy do siebie, pomimo dzielących nas różnic.
Wiktoria Salamon