Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Rzeczpospolita Niezwycięska

Autorstwana 15 listopada 2020

Recenzja albumu Hańby Nikt nam nie zrobił nic, czyli opowieść o tym, jak Polska w roku 1940 wespół z Anglią i Francją rozgromiła Rzeszę Niemiecką i stała się hegemonem Europy Środkowej.

Hańba już od tytułowego albumu z 2016 zajmuje wyjątkowe miejsce na polskiej scenie muzycznej. Koncept jest prosty: czterech muzyków wciela się w kapelę podwórkową z 1936 roku, która śpiewa nacechowane politycznie i społecznie piosenki do tekstów międzywojennych poetów. Do wtóru banjo, akordeonu czy tuby snują opowieści o autorytarnej sanacji, panoszącym się klerze, trudnym życiu niższych warstw społecznych i maszerujących po ulicach faszystach. Wszystko na podstawie tekstów Brzechwy, Broniewskiego czy Tuwima.

Rzeczpospolita Niezwycięska UJOT FM

Mogłoby się wydawać, że zespół ten zapadnie się pod ciężarem własnego gimmicku i poza nim nie będzie miał nic więcej do zaoferowanie. Tymczasem zarówno długogrające Hańba! i Będą Bić!, jak i zeszłoroczna EP-ka 1939 odznaczają się ciekawymi kompozycjami, budzącymi bardzo żywe emocje towarzyszące życiu w II RP, a jednocześnie mają w sobie współczesną punkową energię, która sprawia, że na koncertach pogo rozkręca się momentalnie (uwierzcie mi, byłem na paru).

Co jednak zrobić kiedy linia czasowa zespołu (rok debiutu, 2016, był w uniwersum Hańby rokiem 1936) dojdzie do wydarzeń z września 1939 i II wojny światowej? Przerzucić się na piosenkę typowo wojenną? Śpiewać o rozkwitających pąkach białych róż i czerwonych makach spod Monte Cassino? Podjąć niełatwą sztukę punkowej interpretacji tekstów z epoki dotyczących holokaustu czy powstania warszawskiego?

Rozwiązania na które wpadła Hańba zdradza nam umieszczony w nagłówku tej recenzji pełen tytuł albumu Nikt nam nie zrobił nic. Otóż to, od dzisiaj Hańba jako zespół egzystuje w alternatywnej linii czasowej, w której to Polska zaatakowała III Rzeszę i z pomocą Anglii i Francji pokonała hitlerowskie Niemcy. Wbrew pozorom nie jest to jednak historia dla Polski pozytywna.

W uniwersum Hańby II RP po pokonaniu III Rzeszy sama stała się autorytarnym, wyzyskującym obywateli państwem. Kultem niemalże boskim otoczono wodza kraju Edwarda Śmigłego-Rydza, panuje propaganda sukcesu i zwycięstwa (tytułowy utwór), krytykujący rządy sanacji stają się więźniami politycznymi (ich los opisano w ironicznej Hiperberezie), wyniszczone wojną niższe warstwy społeczne żyją pod butem czerpiących zyski wojskowych, księży, arystokratów (Luxtorpeda, Robotnicy COP, Nie chcieliśmy wojny). Polityka kraju opiera się na ciągłym szukaniu wrogów ojczyzny (Tromtadracja, albo stosunki międzynarodowe) oraz powoływaniu się na daną narodowi bożą misję (Tak nam dopomóż Bóg). Wielkopolskie ambicje II RP idą na tyle daleko, że w zamykającym płytę Madagaskarze postanawia w końcu zdobyć pierwszą kolonię.

W dość krótkim albumie (36 minut) Hańba maluje bardzo żywy i ciekawy obraz alternatywnej Polski, który nie dość, że trzyma w napięciu, to jeszcze nabiera nowych znaczeń w odniesieniu do współczesności – ciągłe szukanie wrogów, powoływanie się władzy na religię, wyzyskiwanie najbiedniejszych… Skąd my to znamy?

Nie do pominięcia jest udział w tworzeniu albumu dziennikarza, prozaika i znawcy Europy Środkowo-Wschodniej, Ziemowita Szczerka. Szczerek wraz z członkami zespołu stworzył słowa do większości utworów, nawiązując do swojej powieści Rzeczpospolita Zwycięska. Jego dość dosadne i obrazowe teksty są w dużej mierze odpowiedzialne za tak żywe przedstawienie uniwersum płyty.

Hańbie jednak, zgodnie z tradycją poprzednich albumów, udało się zawrzeć na płycie również utwory do słów poetów z epoki. Pierwszy z nich, W tramwaju autorstwa Józefa Wittlina opisuje to, jak zakłamane i przerażające staje się społeczeństwo poddane autorytarnej propagandzie. Ludzie w tytułowym tramwaju to potwory, cieszące się ze szkody innych i porażek wrogów ojczyzny. Muzycznie utwór ubrany jest w nieco „kazikową” rozbudowaną sekcje dętą, a kończący go przeciągnięty ryk wokalisty Andrzeja Zamenhofa budzi ciarki przerażenia na plecach. Hańbie udało się oprawą znakomicie podkreślić paranoiczny charakter wiersza Wittlina.

Kolejny jest wyciszony Ojcu Św. Piusowi XI-mu do słów Edwarda Szymańskiego. Wiersz tego związanego z PPS-em poety jest wytknięciem tytułowemu papieżowi życia w luksusie, dopuszczania na audiencję tylko bogatych i wysoko postawionych oraz braku potępienia wojny. Zaczyna się cicho, by około 3 minuty wybuchnąć pełnym goryczy zarzutem „Gdy przed sąd swój wezwie cię twój Bóg czy się do ciebie przyzna?”.

Muzycznie panowie z Hańby są mistrzami w budowaniu dopasowanej do tekstów atmosfery. Wspomniane już paranoiczne dęciaki w W tramwaju czy delikatny, cichy jak modlitwa w kaplicach watykańskich początek Ojcu Św. Piusowi XI-mu to niejedyne tego przykłady. Robotnicy COP po raz kolejny przywołują „kazikowe” dęciaki, a całość brzmi jakby industrialnie, post-punkowo, przenosi nas muzycznie w jakieś przemysłowe brytyjskie przedmieścia, co świetnie koreluje z ciężkim życiem robotników Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Najbardziej agresywnym i punkowym w swojej naturze, ale też najkrótszym numerem na płycie jest Tromtadracja, albo stosunki międzynarodowe. W wyjątkowo wulgarnym tekście Szczerek nawiązuje do budowania propagandy narodowej na antagonizmie do innych państw. Ten niespełna dwuminutowy utwór już od pierwszych dźwięków bierze słuchacza w objęcia agresywnej, szybkiej gry gitary, tuby i bębnów, podkreślanej monotonnym motywem na akordeonie. Nie chcieliśmy wojny to z kolei spokojniejszy numer, w którym nieco orientalny motyw na klarnecie kontrastuje z chóralnie wyśpiewanym refrenem. Ten ostatni w szczególności buduje atmosferę wracających z frontu, wyniszczonych walką żołnierzy.

Najbardziej przerażające są na tej płycie, co ciekawe, te utwory, które związane są ze środkami transportu publicznego. Oprócz paranoicznego W tramwaju mamy ubraną w ramy groteskowego horroru Luxtorpedę. W końcówce tempo przyśpiesza, wokal Zamenhofa staje się agresywny, a tekst opisuje, jak potrąconego przez tytułowy luksusowy pociąg chłopa „nie stać na urlop w niebiosach”, a więc mimo śmierci na torach i tak musi zatrudnić się jako tragarz kolejowy, dźwigający bagaże bogaczy.

Płytę kończy Madagaskar, który opowiada o staraniach, jakie fikcyjna II RP włożyła w posiadanie kolonii na tytułowej wyspie. Utwór to w gruncie rzeczy dość łagodny i niezbyt dynamiczny, ale przez to tym bardziej ciekawy. Odgrywany między zwrotkami rozmarzony motyw na klarnecie świetnie uzupełnia atmosferę morskiej podróży polskiej floty kolonizacyjnej. Tekst Szczerka przedstawia starania o osady w Afryce jako efekt kompleksów Polaków – mimo że podbój nowych ziem pochłania ogromne koszty i jest nieopłacalny, to II RP nie chce być gorsza od innych krajów, które kolonie mają, marzą jej się bermudy, moskitiery i inne „kolonialne bajery”, mimo że średnio mają w tym wszystkim interes. Utwór kończy oparty na tropikalnie przygrywających cymbałach segment, w którym zespół chóralnie stwierdza, że „Polska dłoń Malgasza głaska”, ale „Malgasz odrzuca polską dłoń”. W tym łagodnym outrze mamy zapowiedź wcale nie tak łagodnych problemów, z jakimi Rzeczpospolita Zwycięska będzie musiała się zmierzyć w swoich koloniach. Czy Hańba opisze to na następnej płycie? Czas pokaże…

Tekst: Maciej Bartusik


Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!