Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Komedia jakiej nie było – recenzja spektaklu “Pensjonat Pana Bielańskiego”

Autorstwana 29 czerwca 2021

Drodzy słuchaczo-czytelnicy!

Sensacja, sukces i triumf nowego spektaklu wystawianego w teatrze Bagatela, nareszcie coś dla wielbicieli komedii w najlepszym, można powiedzieć: wydestylowanym gatunku. Pensjonat Pana Bielańskiego, na którego premierze w niedzielę, 27 czerwca, udało mi się pojawić, to prawdziwy hymn na cześć humoru i dobrego smaku, a jednocześnie nekrolog dla pandemicznej nudy – zginęła ona w salwach śmiechu, a jej smętne resztki rozwiały się samoczynnie.

Źródło: https://www.bagatela.pl/spektakl/pensjonat-pana-bielanskiego

Pomimo tego, że już zdążyłem kilka razy być w teatrze w tym roku, i to na bardzo dobrych przedstawieniach, to nadal czułem się trochę nieswojo. Zarówno na ,,Koncercie Życzeń’’ w teatrze Łaźnia Nowa (z uwagi na samotnościowy wydźwięk tego monodramu Danuty Stenki) jak i całkiem niedawno na ,,Halce’’ w Teatrze Starym. Czułem wciąż przytłoczenie tematami poważnymi, byłem skrępowany faktem, że co drugie miejsce jest wolne, czułem zdecydowany dystans do innych widzów, brak wspólnego przeżywania tego co działo się na scenie, krótko mówiąc: jakbym znów był przed ekranem komputera w pustym pokoju.

W niedzielę natomiast, gdy poszedłem na spektakl w Teatrze Bagatela, już od pierwszego momentu czułem się swobodny i spokojny. Bajeczna pogoda, jaka towarzyszyła temu wieczorowi, zaprowadziła mnie od ulicy Sławkowskiej, plantami, do Szewskiej, gdzie roztaczał się piękny prospekt na budynek teatru. Nad wejściem ujrzałem wielki telebim z napisem: ,,Dziś Premiera!”. Tłum ludzi wokoło wejścia, a na schodkach sam dyrektor artystyczny, Krzysztof Materna, swobodnie rozmawiający sobie z widzami. Gdy usiadłem w teatralnym fotelu, a wokoło mnie była pełna sala widzów, zrozumiałem, że to jest właśnie ten moment, na który czekałem od 478 dni. Już sama zapowiedź rozpoczęcia spektaklu wywołała rozbawienie wśród widowni (zapowiedź wykonana przez pana Maternę w charakterystycznym dla niego stylu inteligentnego dowcipu), dalej było już tylko coraz śmieszniej.

Spektakl, o którym mowa, dzieje się w Krakowie w czasach monarchii austro-węgierskiej. Zacznijmy może od zaintrygowania Was fabułą: otóż główny bohater naszego spektaklu Maurycy Stolnik przybył do Krakowa, aby tutaj przeżyć jak najwięcej interesujących wydarzeń, ma w tym względzie nawet pewne bardzo konkretne plany, w wykonaniu których pomóc mu ma jego bratanek Alfred. Celem stryja jest możliwość opowiedzenia prawdziwych, a jednocześnie niezwykłych wydarzeń, jakie przeżył w Krakowie, swojemu sąsiadowi, który wciąż i wciąż przechwala się, gdzie to on w Krakowie nie był i czego w Krakowie nie widział. Nietypowe zachcianki stryja spełniają się w bardzo nietypowy sposób, głównie za sprawą malarza Czereśniaka, kolegi młodego Alfreda.

Nie będę zdradzał więcej, ale mogę śmiało Wam powiedzieć, że sala nie tylko ryczała, a wyła ze śmiechu, w odpowiedzi na coraz to bardziej komiczne sytuacje. UWAGA! Uprzedzam, że osoby, które cierpią na choroby układu krążenia powinny uważać, albowiem podczas tego spektaklu można umrzeć ze śmiechu.

Spektakl jest wystawiany w trzech aktach. Pierwszy dzieje się, co ciekawe, przed Teatrem Bagatela, w krakowskiej kawiarni na otwartym powietrzu, podczas drugiego gościmy w tytułowym Pensjonacie przy ulicy Floriańskiej, by na koniec przenieść się w jeszcze jedno miejsce (dokąd dokładnie, niech pozostanie tajemnicą do czasu aż zagościcie w murach teatru, by obejrzeć ten spektakl). Zanim opowiem coś niecoś o ogólnej oprawie, powiem kilka słów o aktorach, którzy stanęli na najwyższym z możliwych poziomów swojej sztuki. Poczynając od Krzysztofa Bochenka w roli Maurycego Stolnika, przez Magdalenę Walach w roli pisarki powieści z wydźwiękiem, Marcina Kobierskiego w roli obieżyświata Apolinarego Feigelbauma, Sławomira Sośnierza jako tytułowego Pana Bielańskiego, a także Annę Branny w roli nierozerwalnie powiązanej z Krakowem, czyli kwiaciarki z katarynką (śpiewającej piosenkę Artura Andrusa ,,Co to za rynek bez katarynek”) oraz wielu innych aktorów (obsada liczy sobie 15 osób, a w pewnej chwili wydawało mi się, że nawet 18, jednak na stronie teatru widnieje, jak wyżej, 15 osób), wszyscy wykazali się wyjątkowym poczuciem humoru, nadając silnie zarysowane i charakterystyczne osobowości każdemu z bohaterów.

Scenografia wykonana z wielkim rozmachem, jednak bez przepychu, dawała subtelne tło wydarzeniom, pozostając cały czas elementem żywej akcji. Wydaje mi się, że wszystkie meble, ściany, nawet żyrandol w pewnym momencie miały bezpośredni, mniej lub bardziej gwałtowny kontakt z aktorami. Było siedzenie w szafie, było skakanie po stole, rzucanie krzesłami, przewracanie sofy, wiszenie na żyrandolu. Ktoś mógłby powiedzieć, że brakowało tylko niedźwiedzia na cyrkowym rowerku, tutaj mogę powiedzieć, że zamiast niedźwiedzia były żywe pantery ganiające po scenie. Wszystko to dopełnione wyśmienitymi kostiumami i charakteryzacją, wiernie oddającą ducha epoki, niesłychanie barwną, choć zdecydowanie nie kiczowatą – także w tym względzie twórcy wykazali się cudownym wyczuciem.

Oprawa muzyczna wraz z choreografią stanowiły wspaniałe zwieńczenie tytanicznej pracy, która pozwoliła stworzyć tak cudowny spektakl. Z samej warstwy literackiej przytoczę tylko jeden mały fragmencik z afiszowego opisu spektaklu: ,,Herbert Kaluza i Marek Gierszał stworzyli precyzyjną maszynkę do wywoływania śmiechu pełną aluzji do findesieclowej Galicji i polskiej kultury (także współczesnej!)’’*.

Nie pozostaje mi chyba nic więcej, niż zaproponować odwiedziny w Teatrze Bagatela na tym spektaklu. Jeśli nie wierzycie mi, to śmiało zapraszam do czytania, cóż inni mają na ten temat do powiedzenia, gdyż burza pozytywnych recenzji rozpoczęła się tuż po północy, trzy godziny po premierze, a obecni dziennikarze między sobą wymieniali wyłącznie pozytywne wrażenia; jeśli komuś się nie podobało (w co szczerze wątpię), to przemilczał swoje wynaturzone obiekcje.

Najbliższe spektakle od 1 do 3 lipca o godzinie 19:15 i 4 lipca w niedzielę o 17:00 – spieszcie się, bo daję głowę, że biletów za chwilkę zabraknie. Wszystkim, którzy zdecydują się wybrać, życzę bezczelnie wesołej zabawy.

 

Tekst: Mateusz Leon Rychlak

* A także popkultury, naliczyłem takowych około sześciu [przyp. aut.].


Kontynuuj przeglądanie

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!