[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    „36,6”, czyli trudne emocje i łatwe życie

    Autorstwana 7 listopada 2021

    Duet Miętha kazał długo czekać nam na swoje drugie długogrające wydawnictwo. Roczne opóźnienie spowodowane pandemią i brak możliwości zagrania planowanego z rozmachem koncertu premierowego dały się fanom Skipa i AWGS-a we znaki. Chłopaki jednak powrócili i dostarczyli materiał, który z drobnymi zastrzeżeniami powinien spodobać się tym, którzy na niego czekali.

    Miętha dała nam bardzo wyczilowany, organicznie brzmiący Audioportret. Potem była EP-ka Szum, nieco bardziej mroczna, chłodna, Skip ograniczył rapowanie, za to zaczął więcej śpiewać. Sami muzycy określili Szum jaki taki punkt pomiędzy ich stylistykami z debiutu i recenzowanego przeze mnie dzisiaj 36,6. I ciężko nie przyznać tu racji. Sofomor duetu jest o wiele bardziej piosenkowy, a mniej rapowany. Co jest tym ciekawsze: sposób, w jaki Skip pisze numery, był bardzo melodyjny w zasadzie od początku jego kariery. Na 36,6 idzie to jednak w jeszcze bardziej popową stronę. Jest też bardziej syntetycznie – bity AWGS-a zyskują niekiedy takie brzmienie, kombinuje on z różnymi stylistykami.

    Zacznijmy jednak od początku. Otwierający album Welur raczej nie powinien zaskoczyć starych fanów zespołu. Wyczilowany bit oparty na liniach klawiszowych, sporo fajnego basu, a na wokalu Skip snujący swój powolny, beztroski lovesong. Podobnie jest z następną pozycją tracklisty, czyli Winem, chociaż tutaj nowoczesny, elektroniczny bridge umiejscowiony w drugiej połowie utworu wyraźnie wybija nas z organicznej rzeczywistości.

    Ten element ma nas niejako przygotować na bardziej trapowe wariacje, które AWGS uskutecznia w dalszej części albumu. Mamy więc Kumitsu – zglitchowane dźwięki zachowują się tu trochę jak cykacze w klasycznym trapie, a Skip przybiera bardziej nosową barwę głosu i dostarcza niezobowiązujący benger, który na pewno będzie robił dobrą robotę na koncertach. Jest również Guilty Gucci – numer jak na Mięthę nietypowy, bowiem chyba najnowocześniej w ich dyskografii brzmiący. Na bicie AWGS-a czuć wyraźne inspiracje elektroniką brytyjską. Zwrotka i refren Skipa mogą się wydać na pozór banalne, wręcz głupkowate, jednak w tym szeregu urywanych linijek i onomatopei kryje się naprawdę ciekawy, antykonsumpcyjny przekaz. Fajnie w numer wpisuje się gościnny występ Palucha. Nie będę ukrywał, że nie jestem jakimś szczególnym fanem poznaniaka, jednak jego zdecydowana charyzma wpisuje się w przesłanie numeru, a bardziej techniczne i oparte o gry słowne linijki równoważą chaotyczną, impresjonistyczną partię Skipa.

    Wątpliwości u starych fanów może też budzić Czeka na mnie. Ten oparty o quasi-latynoski popowy podkład numer chyba najmniej ze wszystkich podobał mi się na płycie. Skip nigdy nie był jakimś szczególnie wyszukanym songwriterem, więc nie oczekuję od niego linijek głębokich czy pozbawionych banałów. Wręcz przeciwnie – to właśnie ten banał i beztroska świadczyły dla mnie o sile debiutanckiego Audioportretu. W połączeniu jednak z przesadnie popowym anturażem wypada to co najmniej średnio. Zdarzają się tu dobre momenty (podprowadzenie do refrenu chociażby), ale całość wypada zbyt cukierkowo. Możliwe też, że to kwestia mojej alergii na dancehall czy afrobeat w muzyce popularnej. Nadal wolałbym jednak w radiu usłyszeć Czeka na mnie, niż niektóre inne hity przenoszące te egzotyczne stylistyki do świata popu.

    Najciekawsze rzeczy, szczególnie lirycznie, dzieją na drugiej połowie albumu. Wspominałem już, że Skip nigdy jakoś strasznie nie zachwycał mnie lirycznie, jednak muszę przyznać, że potrafi on napisać naprawdę sprawny, poruszający, osobisty tekst. I tak właśnie dzieje się na 36,6 po ostatnich taktach Guilty Gucci. Singiel Odejdź uznaję za niezaprzeczalny highlight płyty, gdzie każdy składający się na ten numer element jest po prostu perfekcyjnie dopasowany. Mamy więc powrót do organicznych brzmień – pianinowy sampel, lekkie jak uderzenia kropli deszczu bębny, delikatny, nienarzucający się bas. Wszystko nosi znamiona tego jednego bitu ze składanki do uczenia się, który wyjątkowo ci się spodobał i słuchasz go czasem w wolnych chwilach. Skip z kolei po raz pierwszy chyba stawia się w nie pozycji niepoprawnego kochanka (Kocham być z dziewczynami z recenzowanej płyty, ale też chociażby Kwiat czy Star$ z debiutu) czy osoby w jakimś związkowym kryzysie (S.U.V z Szumu), ale człowieka po rozstaniu, do którego była partnerka z jakiegoś powodu próbuje mimo protestów wrócić. Tytułowe „odejdź” rozbrzmiewa pięknym, przeciągniętym wokalem Skipa podczas refrenu, akompaniują mu bujające werble. Bardzo przejmujący, emocjonalny numer, który jednocześnie jest w jakiś sposób piękny i pozwala na swoiste emocjonalne katharsis. Dodatkowe punkty przyznaję za najprawdopodobniej najsmutniejszy wulgaryzm w historii polskiego rapu – słowo na k kończące drugą zwrotkę.

    Nie chcesz wiedzieć to z kolei uderzenie w niemożliwość zawiązania dłuższej emocjonalnej więzi z jakąkolwiek dotychczasową partnerką Skipa. Numer nosi wyraźne inspiracje tym, co na 808s & Heartbreak zrobił Kanye West – przepuszczony przez mocną warstwę autotune’a wokal na syntetycznym, minimalistycznym bicie, dużo zabawy głosem w ramach miksu. Znakomity numer, który swoim gęstym klimatem nawiązuje do występującego na trackliście zaraz po nim Statku. Zawsze miałem słabość do numerów opowiadających w bardzo impresjonistyczny, dynamiczny sposób o imprezach. Czy to – nomem omen – Impreza Sobla czy bardziej psychodeliczne Weszło od Zero. Dlatego tez Statek podoba mi się niesamowicie, bo w bardzo gęstym, dusznym klimacie opowiada o wpadnięciu w wir domówek, wyjść na kluby i narkotycznych odlotów. Tytułowa marynistyczna metafora jest podkreślona przez mocno przytłumione, jakby słyszalne w wodzie, instrumentalium oraz wokalizy Skipa na refrenie, przypominające dźwięk morskiego radaru.

    Tytułowe 36,6 poza przewózkowymi fragmentami opowiada o miłości i pragnieniu bliskości drugiego człowieka. Ze względu na dość truskulowy bit liczyłem, że gościnna zwrotka Otsochodzi będzie ciekawym powrotem Młodego Jana do czasów pierwszej płyty. Niestety członek składu OIO uporczywie bawi się autotune’em w sposób, który ani trochę nie jest ciekawy, a jego gościnka wypada co najwyżej średnio. Tego samego nie można powiedzieć o zwrotce Natalii Szroeder w Zanim pójdziesz. Nie dziwi mnie popularność tego numeru (drugi co do liczby odsłuchów kawałek Mięthy na Spotify) – niezobowiązujący, popowy letniak, bit iskrzący dotykiem francuskiej szkoły samplowania, oparty na przeciąganiach refren oraz bardzo charyzmatyczny, luźny udział Natalii Szroeder. To wszystko złożyło się na singiel niemal idealny, który chętnie usłyszałbym w lipcowym paśmie najpopularniejszych radiowych stacji.

    Płytę niezwykle wymownie kończy Mamo. Jeden z najszczerszych, najbardziej emocjonalnych numerów Skipa, który wedle tytułu skierowany jest do jego własnej matki. Działa nie tylko jako samodzielny numer, iskrząc od emocji i znakomitego storytellingu, ale też jako podsumowanie całego 36,6. Sofomor Mięthy, szczególnie jego druga połowa, to chyba najbardziej emocjonalny pod kątem tekstów album tego duetu. Skip przeżywa tutaj wiele emocjonalnych rozterek, które nierzadko z tekściarza poprawnego i dobrego w pewnej luźnej stylistyce, czynią z niego liryczną topkę polskiego hip-hopu. Zwrócenie się na końcu, po tych wszystkich imprezach, miłościach, rozstaniach, sukcesach i porażkach do własnej matki ma wyraz symboliczny, stanowi dla Skipa swoiste twórcze katharsis. I dla słuchacza również, bowiem Mamo na końcu tego albumu jest jak spokojna przystań po pełnym przygód i odpoczynku, ale też czasami niebezpiecznym wakacyjnym rejsie.

    AWGS i Skip na 36,6 bardzo fajnie balansują cięższą (Statek, Nie chcesz wiedzieć, Odejdź) i lżejszą (Czeka na mnie, Zanim pójdziesz, Kumitsu) tematykę, łącząc również bardziej syntetyczne, nowsze brzmienia ze znaną z debiutu organicznością. Album można by było uznać za nierówny, nie wszystkie eksperymenty się udały (Czeka na mnie), jednak ja w tym eklektyzmie widzę pewien jasny twórczy zamysł. Miętha pokazała nam na tym albumie pewne trudne, niewygodne emocje, ale jednocześnie dała parę letnich, niezobowiązujących hitów, ułatwiających nieco życie. Niechaj będzie to recepta, która pozwoli wszystkim słuchaczom utrzymać odpowiednia temperaturę muzycznych przeżyć.

    Maciej Bartusik

    Oznaczono, jako

    Kontynuuj przeglądanie

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!