Radio ujot.fm

studenckie, niefiltrowane

Właśnie gramy

Tytuł

Wykonawca

Background

Ujmujący chłód

Autorstwana 10 stycznia 2021

Recenzja płyty Wędrowców~Tułaczów~Zbiegów Berliner Vulkan

Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi to jeden z tych zespołów, który w ostatnich latach odcisnął wyraźnie piętno na polskim muzycznym undergroundzie, szczególnie wśród tych, którzy lubują się w brzmieniach black metalowych. Ciężko co prawda zespół ten zaliczyć do owego gatunku, natomiast posiada on niezbywalne powiązanie personalne ze światem ostrzejszych brzmień – Stawrogin, jedna z najważniejszych postaci kultowego już dla niektórych bandu Gruzja, jest bowiem również wokalistą Wędrowców.

Mimo paru wydawnictw na koncie, W~T~Z pojawili się na radarach większości śledzących polskie podziemie muzyczne wraz z premierą albumu Marynistyka Suchego Lądu w 2019 roku. Tym ciekawym miksem coldwave’u, metalu i poezji śpiewanej zajmiemy się innym razem, a tymczasem przenieśmy się trochę w przyszłość – jest czerwiec 2020 i ukazuje się 18-minutowa EP-ka Berliner Vulkan.

Tytuł nieprzypadkowo nawiązuje do stolicy Niemiec, bowiem panowie z Wędrowców~
Tułaczy~Zbiegów postanowili sięgnąć na krótkim wydawnictwie właśnie po mającą korzenie w tamtejszych klubach techno elektronikę. Czuć tu sporą inspirację klasyką, a więc syntezatorowymi brzmieniami Kraftwerk. Za całą muzykę odpowiedzialny jest tu Sars, który zafundował bardzo energiczne, a jednocześnie zimne doświadczenie do wtóru automatu perkusyjnego i keyboardu. Numery z
Berliner Vulkan to obowiązkowe elementy na playliście każdego alternatywnego DJ-a, znakomicie nadają się bowiem na jakąś tematyczną imprezę mrocznego techno czy inne tego typu ciekawe eventy.

Taniec do tej płyty, jak często przy post-punku i jego pokrewnych, byłby jednak tańcem przez łzy. Podkłady bowiem, jak już wspomniałem, mają w sobie pewne pokłady trudnego do zdefiniowania zimna i mroku. Również teksty nie wskazują na muzykę lekką i łatwą – pełno tu zawiłych metafor („kochani przez ciemne komory puste”), obcych obrazów („lodowe wieże”), absurdalnych gier słownych („miganie, miga mi nie przed oczami”) czy wręcz rozważań nad ludzka psychiką („sięgasz głębiej niż chcesz”). Ciężko z dzieł tekściarza znanego opinii publicznej po prostu jako Dominik, wysnuć jakiś ogólny morał. Są to bardziej zbiory pewnych myśli i obrazów, naznaczonych zimnem, absurdem i jakimś trudnym do określenia cierpieniem oraz zmęczeniem. Z tych elementów słuchacz może wysnuć taką interpretację, jaką chce, jednak ciężko mi obiecać, że będzie to interpretacja pozytywna.

Ja osobiście widzę w tekstach Dominika bardzo ciężki przypadek trudności w relacjach międzyludzkich. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy chodzi tu o relację romantyczną, koleżeńską czy rodzinną, ale nie ulega wątpliwości, że główny bohater płyty nie potrafi porozumieć się z drugą osobą. Lirycznie Berliner Vulkan jest zapisem braku nadziei na to porozumienie, zawodu samym sobą w walce o kontakt z innymi.

Świetnie komponuje się to z zawodzącym, wyrazistym wokalem Stawrogina, który tutaj zamiast raczyć nas metalowym zdzieraniem gardła nabiera powagi i głębi. Brzmi jak średniowieczny herold zagłady, ogłaszający zgromadzonej gawiedzi informacje o porażce. Nadaje tekstom specyficznej emocjonalności i charakteru, znakomicie harmonizuje z zimnem instrumentali, tworząc mrożącą krew w żyłach całość.

Berliner Vulkan, choć jest płytą krótką (zaledwie 18 minut) to niebywale wciągającą i spójną. Panowie z Wędrowców~Tułaczy~Zbiegów idą w bardzo wyraźnym kierunku, w którym ostrość gitarowa poprzednich płyt jest zastąpiona przez w niczym jej nieustępujący chłód syntezatorów i automatów perkusyjnych. Niezależnie od wydania u W~T~Z jest mrocznie, zimno i dekadencko, czyli dokładnie tak jak lubimy w długie zimowe wieczory.

Maciej Bartusik


Kontynuuj przeglądanie

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!