[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Talibowie opanowali Afganistan

    Autorstwana 16 sierpnia 2021

    W lutym wycofanie żołnierzy amerykańskich oraz sił NATO związanych sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi umożliwiło Talibom poszerzanie swojej strefy wpływów w kraju. Zaczęli stopniowo zdobywać kolejne stolice afgańskich prowincji.

    Działania rebeliantów zaczęły postępować w znacznie szybszym tempie niż przypuszczano. Zorganizowano więc akcję „Narodowa Mobilizacja”, która miała na celu zaopatrzyć oddziały milicji i lokalnych ochotników w odpowiednie uzbrojenie. Wcześniej wielu z nich, żeby zdobyć broń, sprzedawało swój dobytek, bydło czy ziemię. Jak poinformował gubernator stolicy prowincji Ghazni, Daud Lagmani przekazał miasto Talibom w czwartek 12 sierpnia bez walki. Został aresztowany na podstawie nagrania, które pokazało, jak uciekał z miasta. W tym samym dniu bojownicy zdobyli także Herat – trzecie największe miasto w kraju i główny ośrodek miejski w zachodnim Afganistanie. Kolejną był Kandahar. To drugie pod względem wielkości miasto. Rebelianci uwolnili tam ok. tysiąc więźniów.

    W sobotę dwanaście afgańskich prowincji znajdowało się pod kontrolą talibów. Większość z nich zajęli w ciągu zaledwie tygodnia. 15 sierpnia otoczono Kabul, jednak nie podjęto żadnych działań zbrojnych. Rozpoczęły się wówczas negocjacje dotyczące pokojowego przekazania władzy. Talibowie zapewnili, że cudzoziemcy będą mogli bezpiecznie opuścić miasto. Afgańczycy zaczęli kierować się w stronę portu lotniczego. Mimo że większość lotów została odwołana, Kabul pustoszał. Do teraz sytuacja na lotnisku jest skrajnie krytyczna. Podczas negocjacji nieoczekiwanie władzy zrzekł się prezydent Afganistanu – Ashraf Ghani. Głowa państwa opuściła kraj, a media donosiły o jego obecności w Tadżykistanie. Shafiq Hamdam, były doradca prezydenta, skrytykował postępowanie Ghaniego: „To wstyd. Ludzie czują się opuszczeni, ludzie czują się zdradzeni”. Dla Talibów porzucenie kraju przez prezydenta było prezentem. Pod pretekstem obrony zdezorientowanych mieszkańców wkroczyli do miasta. Wieczorem talibscy przywódcy zasiadali już w Pałacu Prezydenckim w sercu Kabulu. Na Twitterze udostępniono film, na którym widać zgromadzonych w jednym z pomieszczeń pałacu przedstawicieli Talibanu recytujących Koran. Scena wydawała się niemal symboliczna. W 20 lat po tym, jak zostali odsunięci od władzy w wyniku inwazji Stanów Zjednoczonych, fundamentalistyczny ruch islamski ponownie przejmuje kontrolę nad Afganistanem. Kiedy kraj zostanie w pełni objęty przez Talibów, najbardziej odczują to kobiety. Dlaczego?

    Rebelianci żyją w skrajnie patriarchalnym systemie – wyznają go zarówno w przestrzeni rodzinnej, jak i społecznej. Kobiety zatem nie mają prawa w zasadzie do niczego. Przemoc psychiczna i fizyczna jest dla nich chlebem powszednim. Afganki nie mogą samodzielnie podejmować żadnych decyzji. Zmuszone są polegać na mężczyznach. Związek małżeński (zawiązywany pod przymusem, najczęściej w młodym wieku) jest zatem szansą na przeżycie. 

    „W wielu miastach talibowie wydali już oświadczenia, w których edukacja dziewcząt jest zabroniona. Zakazane jest noszenie kolorowych ubrań, a hidżab i burqa są obowiązkowe. Nie ma nowoczesnych ubrań i fasonów, nie pokazuje się rąk ani stóp, u chłopców włosy powinny być długie. Talibowie biorą wdowy i kobiety, z którymi przymusowo się żenią, tak samo z młodymi dziewczętami, które mają ponad 14 lub 12 lat” – przekazała Parwana Amiri, aktywistka z Afganistanu. Według tegorocznego raportu UNICEF, 67 proc. kobiet nie ma dostępu do usług zdrowotnych bez męskiej eskorty. Efektem są liczne zgony kobiet z powodu powikłań ciąży lub braku dostępu do opieki medycznej.

    To tylko kilka ograniczeń, których naruszenie grozi poważnymi konsekwencjami ze strony ugrupowania rządzącego się własną interpretacją Koranu. Afganki musiały w taki sposób funkcjonować, zanim wojska zachodnie dokonały inwazji na kraj. Kiedy wizja powrotu do takiego życia stanie się rzeczywistością, dwie dekady dochodzenia elementarnych praw kobiet i wszelkie osiągnięcia w tym zakresie legną w gruzach. Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża ustanowił Afganistan na szczycie listy najbardziej śmiercionośnych miejsc na ziemi. Do takich realiów państwa członkowskie Unii Europejskiej chciały deportować Afgańczyków. W lipcu zaapelowano do krajów członkowskich Unii Europejskiej o wstrzymanie przymusowych deportacji na najbliższe trzy miesiące ze względu na niestabilną sytuację w kraju.

    Na początku sierpnia  – Niemcy, Holandia i Dania – wystosowały oficjalny list do Komisji Europejskiej, w którym opowiadały się przeciwko wstrzymaniu deportacji podkreślając, że mają do tego pełne prawo. Podpis złożyła również Grecja, Austria oraz Belgia. Aktualnie Afgańczycy na całym świecie organizują liczne protesty, mające zwrócić uwagę na to, co obecnie dzieje się w ich kraju. W niedzielę protestowały Teheran, Wiedeń i Manchester. Podczas demonstracji tłumy mieszkańców krzyczały: „śmierć talibom” oraz „nie chcemy Islamskiego Emiratu”. Nie obyło się także bez transparentów. Hasło, które najczęściej pojawiało się na nich, to #SanctionPakistan, potępiające rzekome poparcie rządu pakistańskiego dla siejących postrach fundamentalistów. Internet też jest używany jako narzędzie do przekazania sprzeciwu wobec obecnej sytuacji.

     „Media społecznościowe są potężną bronią dla wszystkich Afgańczyków. Nigdy nie mieliśmy ograniczeń ze strony rządu jak w Iranie, żadnego filtra. Ostatnia kampania i sprzeciw Afgańczyków na całym świecie i w samym Afganistanie skłoniły talibów do reakcji. Odcięli linie połączeń i niszczyli platformy internetowe, próbując powstrzymać ruchy Afgańczyków w mediach społecznościowych” – powiedziała Parwana, ale na tym nie kończy. Mówiąc o prawach kobiet zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną kwestię:

    „Kobiety i dziewczęta wpadają na pomysł i podjęcie działań w kwestii obrony swoich praw po przybyciu do UE. Po deportacji represje, z jakimi spotykają się w Afganistanie, stają się dla nich o wiele bardziej nieznośne i duszące. To tutaj dowiadują się o równości i nabierają świadomości na temat tego, że tam spotkają się z przemocą. Pod burkami i hijabem, w domu czy w pracy, codziennie walczyły przeciwko dominacji mężczyzn, by bronić sprawiedliwości i sprzeciwiać się przemocy. To zajęło lata. Dzisiaj obserwują sytuację kobiet w innych krajach, żałują i są zawiedzione, że nie ma dla nich szansy na wolność” – dodała aktywistka. Już dzisiaj o 20.00 na Facebooku odbędzie się LIVE Q&A z mieszkającą w Kabulu dziennikarką Jagodą Grondecką. Rozmowę poprowadzi Karol Wilczyński z Salam Lab.

    Anna Piętoń

    Źródło: Onet


    Kontynuuj przeglądanie

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!