Sześćdziesiąt mioteł i więcej

Autor: dnia: 12 lutego, 2026

Jest taki dom, w którym kobieta jest miotłą. Szmatą, którą sama ściera brudną albo czystą podłogę. Garczkiem, w którym gotuje rosół na niedzielę, nie po to, żeby ktokolwiek miał go zjeść, tylko żeby On mógł go wylać prosto na jej świeżo wyprane spodnie. Szklanką z Jackiem Daniel’sem, która w jednej chwili upada na podłogę, rozbija się na milion kawałków i pozostanie taka, dopóki znowu nie stanie się miotłą. A potem szmatą, bo na podłodze nadal leży wylane whiskey. A potem garczkiem, bo Jack Daniels zmieszał się z rosołem i trzeba ugotować nowy. Miotłą, szmatą, garczkiem. Miotłą, garczkiem, szmatą. Szmatą, garczkiem, miotłą. A potem miotło-szmato-garczkiem i tak w kółko, aż w końcu sama zaczyna wierzyć w legendę o miotle, którą słyszy codziennie jak mantrę i jednocześnie kołysankę na dobranoc. Dzień dobry. Dobranoc. Dzień dobry. Dobranoc. Dobry. Dobranoc. Dzień. Dobry. Południe. Ranek. Wieczór. Znów południe. Słyszy ją tak często, że po jakimś czasie przestaje odróżniać rzeczywistość od absurdu, szaleństwo od normalności, siebie od nie-siebie, więzienie od domu, przemoc od miłości, życie od powolnej śmierci.

 

Legenda, którą słyszy, głosi, że gdyby nie miotła, nigdy nie stworzono by odkurzacza, a wtedy ludzkość nie miałaby sposobu, żeby pozbywać się śmieci z własnych domów. Takim sposobem kobieta staje się superbohaterką, która ma wyjątkową misję. Gdyby nie ona, dom nie mógłby istnieć. Z tego samego powodu nie może odejść ani narzekać, a jedynie cieszyć się szczęściem z bycia miotłą, szmatą i garczkiem. We własnym ciele i we własnym dobrym domu.

 

Takich domów w Polsce jest około sześćdziesięciu tysięcy. Prawdopodobnie dużo więcej. Sześćdziesiąt tysięcy i więcej mioteł postawionych pod ścianą. Żadna nie krzyczy, nie buntuje się, nie prosi o pomoc. Czasem tylko płaczą w samotności, ale z każdym tygodniem, miesiącem i rokiem coraz rzadziej. Łzy wyschły, bo przestały zastanawiać się czy w cokolwiek wierzą, czy na cokolwiek mają jeszcze nadzieję, czy mają prawo cokolwiek czuć. Poddały się, bo zbyt długo krzyczały zamknięte w czterech ścianach pustego pokoju. Zbyt często wmawiały sobie, że są kochane, tylko On się pogubił, ale tego dnia je przytuli i zrobi to, co obiecuje od lat. Zbyt wiele nocy próbowały wyrywać się z uścisku pełnego miłości, który przygniatał je swoim ciężarem, a one nie umiały się mu przeciwstawić – raz do zaścielonego łóżka, raz do w pół nakrytego stołu, raz do przed chwilą odkurzonego dywanu, a w gorsze dni do zimnej posadzki w łazience. Po jakimś czasie nawet przestało boleć, więc już nie musiały krzyczeć, zresztą nie miały siły. Duszenie krzyku w krtani stało się reakcją tak naturalną jak oddychanie. Jedyne co im pozostało to rozmasowywać drobne siniaki i rany na skórze, a podczas wyjść ubierać golf i długą spódnicę, żeby nie było ich widać. Inaczej ludzie zobaczyli by, że nie potrafią o siebie zadbać i czułyby wstyd. W taki sposób kobieta-miotła stała się cichą legendą o samej sobie, utrwaloną na starej rodzinnej fotografii z wakacji. Wtedy jeszcze potrafiła się uśmiechać i marzyć…

 

Czy kiedykolwiek jeszcze będzie? W Polsce istnieją specjalne instytucje, do których można się zgłosić o pomoc. Są procedury, dzięki którym można wywalczyć, jeśli nie ratunek, to chociaż chwilowe poczucie spokoju i normalności w postaci bezpiecznego noclegu, wsparcia psychologa czy darmowej opieki medycznej. Mimo to zdecydowana większość kobiet milczy uwięziona w swoim wcale nie dobrym domu, pogodzona z własnym losem i byciem legendą. Nie szuka pomocy. Wskazuje to na zupełnie inną naturę problemu i wdziera się do świadomości z pytaniami, których wielu ludzi wolałoby sobie nie zadawać. Czy można oczekiwać od kobiety, która uwierzyła, że jest miotłą, aby znów stała się człowiekiem? Czy można winić ją za to, że nie jest niezniszczalna i w końcu, po wielu latach walki, która odebrała jej resztki fizycznych i psychicznych sił, godność i marzenia, po prostu nie wierzy w swoją sprawczość? Czy można spodziewać się, że kolejny raz poprosi o pomoc, której przez tak długi czas nie otrzymywała, bo wszyscy dookoła udawali, że nie widzą jej siniaków, a krzyk, który słyszą, to tylko dźwięk filmu science fiction, który szczęśliwa rodzina ogląda sobie przy herbacie? Zacznijmy produkować miotły ze stali. Gdy staną się człowiekiem, będą silniejsze.

 

Emilia Król

 

Grafika – tło, źródło: Shutterstock


Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Audycja on-air

Przerwa na Fifkę

09:00 10:00

Background