Sławek Jaskułke – „Chopin na pięć fortepianów”
Autor: Redakcja Online dnia: 28 stycznia, 2026
Katowice, NOSPR, 6.12.2025
Jak wspomniał Piotr Metz, zapowiadając koncert: po muzykę Fryderyka Chopina sięga się przy rozmaitych wydarzeniach, takich jak smutne pożegnania, uroczyste powitania, najważniejsze wydarzenia w kraju. Nie bez powodu mówi się o nim jako dumie narodowej, a jego twórczość znana jest na całym świecie. Co pięć lat zresztą odbywa się jeden z najważniejszych konkursów światowej pianistyki – Konkurs Chopinowski, z którym rokrocznie wiąże się wiele kontrowersji. Potwierdza to jednocześnie, że muzyka Chopina jest nadal żywa, poruszająca, ponadczasowa. Przy tak ważnej postaci, już sięganie po jej kompozycje jest sporym wyzwaniem, a modyfikowanie i przearanżowanie zadaniem wymagającym nie tylko kreatywności, ale i (a może przede wszystkim) odwagi. Choć wcześniej Adam Makowicz i Mieczysław Kosz, a więc muzycy tworzący w idiomie jazzowym, sięgali do twórczości Chopina, to jednak nikt wcześniej nie podejmował się wykonywania tej muzyki na pięć (!) fortepianów.
Tak też Sławek Jaskułke zapoczątkował w 2010 roku projekt Chopin na pięć fortepianów, a koncerty w Szanghaju, Singapurze i Zakazanym Mieście w Pekinie zdobyły szerokie uznanie. Po piętnastu latach artysta postanowił wznowić przedsięwzięcie, a jego kontynuacja odbyła się podczas trasy koncertowej w czterech miastach: Olsztynie, Gdańsku, Warszawie i Katowicach. W projekcie wzięli udział czołowi pianiści polskiej (i nie tylko) sceny, wykonujący na co dzień muzykę w różnych stylistykach, szczególnie zaś klasycznej i jazzowej.
W celu lepszego zobrazowania sytuacji scenicznej załączam schematyczny plan. Z mojego miejsca (amfiteatr, rząd IX, miejsce 34) widziałam bez przeszkód klawiatury fortepianów 1. oraz 2., natomiast podczas odbioru gry pianistów 3., 4., 5. mogłam bazować jedynie na percepcji słuchowej oraz mimice i ruchach górnych części tułowia muzyków.
Z fortepianów zdjęto klapy, każdy nagłośniono zewnętrznie dwoma mikrofonami pojemnościowymi, każdy pianista miał osobny monitor sceniczny (odsłuch).

- Katarzyna Borek
- Piotr Wyleżoł
- Joanna Duda
- Paweł Tomaszewski
- Sławek Jaskułke
Rozpoczęła Katarzyna Borek w solowym akcie, wykonując Mazurka D-dur op. 33 nr 3. Pierwszy temat zabrzmiał delikatnie, jak w salonie pałacowym. Zaskakująca była niekonsekwencja tempa, które zmieniało się kilkukrotnie nawet w obrębie jednej frazy. Po chwili na znak Jaskułke wybrzmiał akompaniament Wyleżoła i żywa, improwizowana melodia wykonywana przez fortepian piąty (pierwszy fortepian zamilkł). Chwilę później jednak wrócił pierwotny temat i pozostał sam, wyeksponowany, zagrany z elegancją i siłą, doprowadzony do drugiej części. To tak jakby podczas spotkania grupy osób pierwszej z nich przerwała dyskusja dwóch pozostałych, ale z taktem i pewnością powróciła do kontynuowania wypowiedzi. Pozostali zaś milkną, ale tylko na chwilę, by zaraz powrócić bogactwem brzmień. Teraz rozmowy toczą się w barwnym, wypełnionym harmonią i osadzonym w stałym tempie dialogu w metrum trójdzielnym. Tym razem fortepian trzeci akompaniuje czwartemu, który staje się solistą. Tomaszewski improwizuje z niezwykłą płynnością i lekkością, a w rozmowie opowiada o czymś z zaangażowaniem, fascynacją, tak, jakby nie mógł się doczekać, aż powie więcej i więcej. Solo nieśmiale przejmuje fortepian trzeci. Odzywa się delikatnie, dość cicho, ale za to z piękną łagodnością. Jego barwa jest ciemna, dźwięki zlewają się bardziej w jedną płaszczyznę niż pojedyncze, wyabstrahowane frazy.

Na znak fortepianu piątego wszyscy zaczynają wykonywać rytmiczny motyw. Melodia układa się tak słodko i delikatnie, jak gdyby opowiadana była bajka. Po zwolnieniu, na tymże motywie opiera się w swoim solu fortepian drugi – stylowo, ze smakiem i wyraziście rozwija go i przekształca. Zostaje sam i wypełnia salę koncertową feerią barw. Niczego nie brakuje, nie potrzeba akompaniamentu. Zaskakującym jest, że to właśnie fortepian drugi wchodzi na chwilę na chopinowski temat. Wykonuje go dużo płynniej, bez zawahań, jak gdyby sam wypłynął z instrumentu. Coda to kolektywna improwizacja wszystkich pianistów, którzy bez przesady, z wyczuciem i uważnością czerpią ze swoich pomysłów. Znów wybrzmiewa chopinowski mazurek na fortepianie pierwszym, a jego melodia jest jakby uwznioślona przez tło. Interesującym zabiegiem na koniec jest wykonanie przez każdy fortepian po kolei tej samej melodii w kręgu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, co nadaje humorystycznego wydźwięku.
Mazurek a-moll op. 17 nr 4 (Lento ma non troppo) rozpoczyna Katarzyna Borek, otoczona niebieskim światłem reflektora. Melodia zdaje się przepełniona żalem, ale wykonywana jest w dość surowy, sztywny sposób. Po chwili przejmuje fortepian drugi. Nie opuszczając charakterystycznych motywów mazurka, wykonuje wariację improwizowaną na jego temat. Wyleżoł tak zręcznie wzbogaca melodię i tak starannie osadza ją w klasycznym idiomie, że aż trudno wysiedzieć w miejscu z zachwytu. Charakterystyczna melodia biegnąca w dół skali przekazuje głos fortepianowi trzeciemu. Ponownie brzmienie tego instrumentu jest bardziej przytłumione, rozlane, mniej wyraziste. Prawa ręka zapętla motyw melodyczny, pod który barwne plamy podkłada ręka lewa. Pochody akordowe w dół klawiatury przynoszą uczucia żalu, tęsknoty. Dalej na fortepianie czwartym Tomaszewski wprowadza efekt elektroniczny. Pojedynczy dźwięk zostaje wydobyty, a następnie zapętlony i odwrócony w taki sposób, jak gdyby urywał się i odpływał. Wspomniany zabieg zdaje się budzić wśród publiczności spore zaskoczenie i konsternację. W mojej opinii w bardzo ciekawy sposób dopełnia aranżację. Jest jakby przypomnieniem o niespodziewanie urywającej się historii (dźwięk urywa się i zanika). Choć początkowo efekt zdaje się nie pasować, po chwili znajduje miejsce w muzyce, która na nim dobudowuje kolejne kondygnacje. Tu Paweł Tomaszewski wypełnia salę barwną improwizacją. Dość sypkie frazy nawiązują do tematu i niosą wrażliwe piękno z nutą oniryzmu, jakby sennego zamyślenia.
Ciszę przełamuje dynamiczna kadencja akordowa w żywym tempie. Sala ponownie rozkwita feerią barw w skocznej melodii. Pełna wirtuozerii partia Jaskułke otula ciepłem każdy zakamarek sceny. Do tego wypełnienia Wyleżoła jeszcze bardziej ubogaca tę część kompozycji. Znów wybrzmiewa spokojny temat Mazurka wykonywany solowo przez Katarzynę Borek. Po chwili jednak ponownie rozkwita, jak morze wiosennych kwiatów otwierających się jeden po drugim. Tak właśnie pozostali pianiści uruchamiają bogactwo barwnej improwizacji.
W momentach improwizacji zbiorowej nie uczestniczy fortepian pierwszy. Dołącza dopiero na stałe fragmenty tematu, w tym rytmiczne motywy akordowe grane równocześnie przez wszystkich pianistów. Jego rola ogranicza się przede wszystkim do grania solowych części oryginalnych chopinowskich kompozycji, bez modyfikacji. Następujące kolejno wariacje przejmowane są przez czterech pozostałych muzyków. Tu znów następują pary solujących i akompaniujących pianistów. Kolejno Jaskułke–Tomaszewski, Tomaszewski–Wyleżoł, Wyleżoł–Duda, czy trio Jaskułke–Wyleżoł–Tomaszewski. Każdy kolejny solista czerpie z pomysłów poprzednika rozwijając je po swojemu. W ten sposób powstaje zbiorowa rozmowa. Moją uwagę zwracają odmienności w improwizacji każdego z muzyków. Choć wszyscy grają razem i osadzają swoje frazy na chopinowskim gruncie, to nie ukrywają swoich indywidualnych głosów. Każdy porusza się w nieco odmiennej stylistyce, a jednak zebrane razem tworzą pełną, bogatą całość, w której to odmienne indywidualności tworzą niezwykłą głębię i bogactwo.
Gdybym miała pokrótce zrelacjonować wrażenie, jakie wywarł na mnie każdy z solistów, brzmiałoby to następująco. Wyjątkowym i wyróżniającym się jest duet Sławka Jaskułke i Piotra Wyleżoła. Artyści zdają się porozumiewać na jeszcze głębszym niż wszyscy pozostali poziomie. Jak gdyby czytali sobie w myślach albo przenosili się w dostępne tylko im, niemal mistyczne wymiary artyzmu. Spore znaczenie może mieć tu wieloletnia przyjaźń duetu, którego współpraca została uwieczniona na albumie DuoDram z 2011 roku. Jaskułke zachwyca niesamowitą precyzją i wirtuozerią, którą łączy z subtelnością i bogatym materiałem treściowym. Wyleżoł równie zręcznie łączy klasykę i jazz. Wnosi dużo przestrzeni, wrażliwej emocjonalności i twórczej kreatywności. Nie porzuca tradycyjnych środków wyrazu, lecz nadaje im nowy bieg, świeżość. Tomaszewski świetnie dopełnia swoim uważnym akompaniamentem. Jako solista zręcznie wchodzi w rolę i wyraziście, z dozą humoru, zaznacza swoją obecność na scenie. Joanna Duda tworzy barwne plamy i choć jej frazy są mniej wyraziste niż pozostałych pianistów, to odważne dysonanse i płaszczyzny, na których nabudowuje swoje wariacje, są niezwykle interesujące.
Myślę, że obecność Joanny Dudy i Pawła Tomaszewskiego na fortepianach obok siebie (trzeci i czwarty) nie jest przypadkowa. Oboje używają elektroniki, szczególnie znani są z korzystania w swoich projektach z syntezatorów i taki też motyw wybrzmiał również podczas koncertu na 5 fortepianów (choć w dość subtelnej formie). Jaskułke i Wyleżoł naturalnie znaleźli się naprzeciwko, co zdaje się ułatwiać im komunikację podczas ożywionych muzycznych konwersacji. Katarzyna Borek przy fortepianie pierwszym jest jednocześnie osobą, która solową grą rozpoczyna i zakańcza większość kompozycji, stąd też zrozumiałą jest jej pozycja na samym froncie. Jedyną trudnością wynikającą z takiego ustawienia artystów była niemożność dokładnej obserwacji każdego z nich. Bez względu na miejsce na publiczności zawsze kogoś zasłaniał fortepian i widoczna była jedynie jego górna część tułowia, co przy pięciu pianistach grających równocześnie utrudniało ich dokładną obserwację. Aż chciałabym pójść na koncert jeszcze raz, jednak tym razem obserwować go z antresoli by widzieć klawiatury wszystkich wykonawców.

Imponującym był sposób, w jaki muzycy słuchali, komunikowali się i wymieniali rolami. Już dwa fortepiany to dużo, a pięć wydaje się wręcz niemożliwymi do skoordynowania. Dlatego tak bardzo doceniam uważność, z jaką grali artyści, zostawiając wystarczająco dużo przestrzeni, by każdy mógł wnieść swój głos do muzycznej rozmowy. Co ciekawe, właściwie wszyscy muzycy okresowo wyłączali się z gry, by później powrócić w barwnej, kolektywnej twórczości. Na uznanie zasługuje także zręczne dyrygowanie Jaskułke zza fortepianu piątego. Obserwując mimikę i ruchy ciała artystów miałam poczucie, że znakomicie się przy tym twórczym akcie bawią, co zresztą przenosiło się na publiczność poruszającą się przy bardziej rytmicznych frazach.
Zadaniem wręcz niewykonalnym wydaje się opisanie szczegółowo każdego fragmentu niezwykłych aranżacji Jaskułke wykonywanych podczas sobotniego koncert. Jednocześnie mam poczucie, że przekładanie na słowa każdego z momentów jest nie tylko awykonalne, ale i zdaje się obdzierać muzykę z jej niezwykłego emocjonalnego bogactwa. Stąd też pragnę jedynie wspomnieć, że wśród zaaranżowanych na pięć fortepianów kompozycji pojawiają się nie tylko mazurki, ale także Etiuda f-moll op 25 nr 2, Walc cis-moll op. 64 nr 2, Ballada F-dur op. 38 i Preludium G-dur op 28 nr 3. Wszystkie rozbudowane zostały o części skomponowane przez Jaskułke. Nie brakuje również popisowych duetów z naprzemiennymi improwizacjami, kolektywnych improwizacji, czy wreszcie wariacji na tematy chopinowskie i melodii wykonywanych przez wszystkich pianistów (w barwnych harmoniach lub w unisonie). Aranżacje są rozbudowane, interesujące, a melodie przyjemne w odbiorze i zapadające w pamięć.
Choć projekt Chopin na pięć fortepianów może wydawać się dostępnym jedynie doświadczonemu słuchaczowi, to jednak mam poczucie, że został przemyślany tak, by być interesującym dla szerokiego grona uczestników. Odbiorcy mniej osłuchani docenią piękno melodii, atrakcyjność i różnorodność aranżacji oraz fragmenty pełne zabawy i humoru. Znawcy zaś powinni docenić rozbudowaną warstwę harmoniczną, sprawne łączenie stylów i wirtuozerię wykonawców. Wspomniany koncert był jednym z tych, które zostaną w mojej pamięci na długo. Owacje na stojąco były tu w pełni zasłużone.
Weronika Kuś