[Brak stacji radiowych w bazie danych]

    Recenzja „Dziadów” w Teatrze Słowackiego

    Autorstwana 22 listopada 2021

    „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie”ale nie na dużej scenie Teatru Słowackiego w Krakowie, gdzie Maja Kleczewska – reżyserka, laureatka O!Lśnień – poprzez nowoczesną odsłonę Dziadów zwraca uwagę na aktualny podział polskiego społeczeństwa.

    „Co to będzie? Co to będzie?” – to pytanie w piątkowy wieczór rozchodziło się echem wśród widzów czekających na premierowy pokaz nowych Dziadów. Wreszcie tuż po 19:00 światła zgasły, widownię ogarnął mrok, a na scenie… rozpoczęła się transmisja z teatralnej piwnicy.

    Zapowiedzi nie wskazywały oczywiście klasycznej adaptacji dramatu Mickiewicza, jednak efekt końcowy chyba przerósł oczekiwania. Nagranie rozpoczynające sztukę trwało niespodziewanie długo. Przyznam szczerze, że w mojej głowie pojawiła się nawet obawa, czy cały spektakl nie przyjmie tej formy. Na całe szczęście ekran podniesiono, a na scenie tradycyjnie pojawili się aktorzy.

    W tym momencie widzowie zyskali pewność, że nowa adaptacja dramatu opowiada o aktualnościach wyjętych prosto z pierwszych stron dzisiejszych gazet. Kobieta w czerwonej sukni balowej z białym orłem na spódnicy, trzymająca w ręku selfie sticka; mężczyzna w kominiarce; dziewczyna w dresie, eksponująca biało-czerwoną flagę; chłopak w jeansowych szortach i koszulce z tęczą, stojący w butach na wysokim obcasie, oraz wiele innych charakterystycznych postaci stłoczonych za plecami Guślarza (w tej roli Feliks Szajnert).

    O tym, że w roli Konrada osadzona będzie kobieta, głośno było już przed premierą, więc teraz pozostaje jedynie ocenić, jaki efekt przyniósł ten zabieg. Uważam, że jest to bardzo dobrze wykreowany charakter sceniczny. Wielka improwizacja w wykonaniu Dominiki Bednarczyk silnie oddziałuje na emocje odbiorców. Stworzona przez nią postać przyciąga wzrok, Konrad – chodzący o kulach – wygląda bardzo autentycznie. 

    Nie mogę pominąć też alter ego Konrada, które poprzez taniec nowoczesny nadaje całej postaci lekkości. 

    Moją uwagę przykuł bal u Nowosilcowa (którego fenomenalnie zagrał Jan Peszek) – scena wchodząca w widownię, tłum: aktorki w balowych sukniach z trenem, Konrad rzucony na podłogę, a do tego tancerze Baletu Dworskiego Cracovia Danza – niebywałe zamieszanie, kompletny rozgardiasz. Przytłoczyła mnie ta sytuacja: obawiałam się, że któryś z tancerzy poślizgnie się na ciągnącym się trenie albo, nie daj Boże, nastąpi na leżącą wśród tego chaosu Dominikę Bednarczyk. Możliwe że takie było założenie, ten spektakl ma przecież pokazywać bałagan w jakim się znajdujemy i powodować dyskomfort – mimo wszystko cieszę się, że obeszło się bez tragedii. 

    Muszę przyznać, że dobór aktorów wcielających się w bohaterów mickiewiczowskich Dziadów był strzałem w dziesiątkę. Wszystkie role wykreowane są świetnie, sprawiają wrażenie autentyczności, oddają prawdziwe – i jakże aktualne – emocje targające nami na co dzień. Niespodziewane podejście do obsadzenia postaci daje dużo do myślenia – Maja Kleczewska przedstawia widzom m.in. Józia i Rózię jako sędziwych powstańców.

    Rytmu 3-godzinnego spektaklu nie burzy przerwa. Trudno określić czy stanowi to atut, czy jednak utrudnia odbiór. Z jednej strony nie rozprasza uwagi w samym środku wydarzeń, z drugiej, bardziej przyziemnej, nie ma szans na przysłowiowe rozprostowanie nóg. 

    Nie zdradzając zbyt wiele, na scenie dużo się dzieje, szybciej zgubić się można w mnogości znaczeń, niż przysnąć. Nie jest to raczej spektakl który zachwyci każdego, ale wyprzedane jeszcze przed premierą bilety świadczą o ogromnej ciekawości widzów. Z pewnością od piątku wszystkie oczy skierowane są na Teatr Słowackiego. 

    Krystyna Kowalewska


    Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

    Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

    Zamknij!