Nie wszystek umrę – „Okruszki” Izabeli Bortnowskiej

Autor: dnia: 27 marca, 2026

Uwielbiam opowiadania. Mam wrażenie, że pisarze, ograniczeni krótką formą, wspinają się na wyżyny kreatywności, że niedopowiedzenia, metafory i alegorie przynoszą czytelnikowi więcej, niż wielostronicowe opisy i monologi trwające od nocy do nocy. W żaden sposób nie uważam, że jest to coś gorszego, ale kiedy mogę, lubię zajrzeć przez okno do bohaterów opowiadań. W przypadku Okruszków Izabeli Bortnowskiej nie tylko spoglądamy do środka domów, ale unosimy się też do góry, aby z tej perspektywy móc obejrzeć cały makrokosmos pewnej małej wioski z zielonymi podwórkami, urodzajnym lasem i cudowną rzeką.

Okruszki zostały wydane w ramach zwycięstwa Izabeli w 25. edycji konkursu Tutaj jestem, organizowanego przez Podlaski Instytut Kultury. Zbiór opowiadań zwyciężył z niemal czterdziestoma innymi pracami, będącymi przedstawicielami najróżniejszych gatunków literackich. Co do samej książki, jest ona opatrzona przepięknymi ilustracjami Emilii Gałeckiej-Kościańskiej, które cudownie korespondują z opowiadaniami i są swoistą śmietanką na deserze literatury.

Fabuła opowiadań łączy się – niezmiennie pozostajemy w małej wiosce, w której każdy jest w mniejszy lub większy sposób sobie znajomy i bliski – poznajemy małą Izę, a właściwie Issę, nastoletnią Stasię czy jej ojca Jonasza, ale też postacie nieziemskie – Boga, Matkę Boską żyjącą w kapliczce czy samego Karola Wojtyłę, który jako duch odwiedza Ziemię, by odpocząć od niebieskich spraw.

Opowiadania mówią o: życiu, śmierci, odradzaniu się, smakowaniu życia i traceniu sensu. Mimo przyziemności (ale też ładunku emocjonalnego) tematów, które martwią i zachwycają naszych bohaterów, autorce udaje się stworzyć niesamowity i magiczny klimat – nie tylko przez wprowadzenie istot mitycznych, ale też poprzez swoją wyobraźnię i użyty język. Czytając te opowiadania niemal czuję na skórze promienie słońca, zapach i smak owoców z mojego rodzinnego sadu czy moją rzekę, nad którą uwielbiam przesiadywać, bez względu na pogodę (nad moją rzeczką jest tama, a przy tamie wierzba – a tam pod nią ja, jak tylko opuszczę kajdany miejskiej duchoty). Izabela Bortnowska dała radę uchwycić i zapisać uczucie nieskończonego lata, które zawsze jest blisko, nawet jeżeli tylko w naszej pamięci. Jej opowiadania to mikroskop, dzięki któremu możemy przyjrzeć się ziemi i jej małym mieszkańcom – trochę jak Bóg, a trochę jak dzieci oglądające mrówki w trawie. I może o to chodzi – żeby patrzeć z dziecięcą ciekawością i mentalnością na nasze kruche i drobne sprawy. Wszystko przemija, ale też wszystko się rodzi. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze i najzwyklejsze w tym naszym (makro)kosmosie.

Nana Afua Asante


Kontynuuj czytanie

Aktualnie gramy

Tytuł

Artysta

Audycja on-air

Studio kryminalne

10:00 12:00

Background