„L.A. Woman”, czyli Kalifornia Joan Didion i Eve Babitz
Autor: Redakcja Online dnia: 29 marca, 2026
California lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Słońce i grzech. Głodujący artyści bawiący się na najbardziej szykownych imprezach zachodniego wybrzeża. Gwiazdy rock and rolla tuż obok wyrachowanych członków branży muzycznej. Rozpustni malarze i ich odchodzące w niepamięć kariery. A pośrodku Joan Didion i Eve Babitz.
Te dwie pisarki fascynowały mnie niemal od zawsze. Ich książki były dla mnie jak zapiski z dalekiego, niedostępnego świata opływającego luksusem. Miejsca, gdzie przyjaciele dzielą się najnowszymi plotkami o swoich wrogach, byłych mężach i ich kochankach nad kieliszkiem porannego martini w restauracji Musso & Frank. Eve Babitz stanowiła rodzaj hipisowskiej księżniczki, której autobiograficzne powieści czytasz z mieszanką rozbawienia i zaniepokojenia. Z kolei Joan Didion oraz jej bezlitosne pióro przemawiają do każdego, kto ma w sobie trochę z pretensjonalnego fana literatury przez wielkie „L”. Dlatego, rzecz jasna, musiałam pokochać je obie.
I nie jestem w tym uczuciu osamotniona. W kwietniu mija rok od pośmiertnej publikacji Listów do Johna, czyli dziennika Joan Didion z lat 1999-2022, w którym zwierza się mężowi ze swoich trosk, problemów oraz przebiegu psychoterapii (gratka dla fanów, a naruszenie prywatności dla pisarki). Wiosną mija także półtora roku od premiery biografii Didion & Babitz autorstwa Lilii Anolik, w którym amerykańska dziennikarka próbuje rozwikłać zagadkę wiecznie przeplatających się żyć i karier obu pisarek. Wreszcie, pod koniec marca Gazeta Wyborcza pisze o Didion i o tym, jak Zadie Smith przyrównała jej pisarstwo do „noża sprężynowego”. Świat nie zapomina o swoich pionierkach Nowego Dziennikarstwa. Cztery lata po śmierci Joan Didion i Eve Babitz wciąż inspirują i zachwycają kolejne pokolenia kobiet, które w ich diametralnie różnych filozofiach życiowych poszukują recepty na własne szczęście.
Centralnym punktem dla prozy obu autorek pozostaje Kalifornia wraz z jej cyganerią, tajemnicą i witalnością. Eve Babitz i Joan Didion niezaprzeczalnie przetarły drogę dla następnych pokoleń lokalnych artystów oraz pisarzy. Odtąd już nie tylko Nowy Jork był stolicą rodzimej kultury i dobrego smaku. Teraz także w „Słonecznym stanie” można było decydować o tym, co ważne i dobre – w skrócie: co w sztuce jest prowokujące i nowatorskie, a co do wyrzucenia. Kontrkultura nie ograniczała się już tylko do Hotelu Chelsea lub nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village – można ją było uprawiać nawet w miejscu, gdzie człowiek lub gorzej – artysta, przez cały rok otrzymywał wymaganą dla zdrowia dawkę witaminy D. „Los Angeles jest łatwe do zniesienia, dlatego nieuchronnym zdaje się, że każda idea jest tu brana pod uwagę” – pisała Eve Babitz. Do uznania Kalifornii jako następnego literackiego ośrodka Ameryki najbardziej przyczyniła się jednak pewna enigmatyczna postać, skryta za osłoną swych okularów przeciwsłonecznych. Joan Didion – filigranowa kobieta pozująca w Corvetcie Stingray na słynnej fotografii Cool Rider z 1968 roku.

Joan Didion, 1968: Cool Rider / photography by Julian Wasser / Courtesy of Craig Krull Gallery, Santa Monica, California
Joan uprawiała literaturę poważną, surową, można powiedzieć nawet „męską”. Obca była jej sensualna proza skupiona na emocjach bohaterów. W młodości Didion przepisywała na maszynie całe powieści Ernesta Hemingwaya, chcąc nauczyć się pisać tak jak on. Jej zdania miały być wydajne, dosadne, pozbawione wszelkich ozdobników. Kobieta osiągnęła sławę jeszcze za młodu (rzadkie osiągnięcie w świecie pisarek), gdy Dryfując do Betlejem scementowało jej rosnącą popularność. Wraz z mężem, Johnem, tworzyli literackie duo, które edytowało własne książki oraz pisało scenariusze dla rosnącego w siłę Hollywood. Kalifornia w oczach Didion nierzadko była mrocznym królestwem przekrętów, rzezimieszków i wszechobecnego upadku wartości. W książce Graj jak się da opisuje losy niespełnionej aktorki Marii Wyeth, która w obliczu rozpadu własnego małżeństwa i kryzysu tożsamości, bez końca przemierza kalifornijskie autostrady w swojej Corvetcie. Amerykański zachód jest dla niej źródłem duchowej zguby.
Z taki przedstawieniem jej rodzinnego stanu nie godziła się Eve Babitz. Kobieta urodziła się w bogatej rodzinie należącej do lokalnej śmietanki towarzyskiej – w domu, gdzie przesiadywali artyści, akademicy i biznesmeni. Była córką muzyka klasycznego, a jej ojcem chrzestnym został kompozytor Igor Strawinski. Eve od najmłodszych lat delektowała się otaczającą ją atmosferą bohemy. Uwielbiała dobrą zabawę i używki. Była dowcipna, wulgarna, atrakcyjna, niezwykle inteligentna. Kalifornia przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, z całym swoim hedonizmem i wrzaskiem, okazała się idealnym środowiskiem dla młodej artystki.

Źródło: prywatna kolekcja Mirandi Babitz
„Are you a lucky little lady in the City of Light, or just another lost angel?” – śpiewa o niej Jim Morrison w piosence L.A. Woman zespołu The Doors. Eve Babitz znana była bowiem ze swojej dekadencji oraz licznych romansów z najgorętszymi nazwiskami w branży muzycznej. „W życiu każdego młodego mężczyzny jest jedna Eve Babitz. Najczęściej jest nią sama Eve Babitz” – skwitował Earl McGrath, prywatnie przyjaciel obu autorek. Kobieta była jednak przede wszystkim artystką. Pisała o miłości do Los Angeles, o swojej seksualności oraz dziwactwach, jakie towarzyszą ludziom w blasku sławy. Babitz nie była zainteresowana tworzeniem skomplikowanych historii na temat fikcyjnych postaci. Jej książki były rodzajem dziennika, sposobem dokumentacji barwnego życia, którym, jak formą, bawiła się do woli.
Joan Didion i Eve Babitz, pod wieloma względami, były swoimi odbiciem w krzywym zwierciadle. Joan obdarzona została żywą determinacją i niezłomną wolą w swoim pisarstwie. Eve miała więcej oporów, a jej dumę można było urazić nawet konstruktywną krytyką. Obie pragnęły być traktowane poważnie w literackim świecie zdominowanym przez mężczyzn. Didion preferowała dystans i cichą pracę nad tekstem w rustykalnych posiadłościach w Trancas czy na Franklin Avenue. Jej wystawne życie, dzienna szklanka burbonu i przyjęcia obiadowe oddalały ją jednak od Americany, jaką opisywała we własnych książkach czy artykułach prasowych. Eve natomiast pozostawała w samym sercu tego, co modne, nośne,nieco brudne. Bawiła się w Chateau Marmont i uwodziła gwiazdy rocka. Jej pióro pozostawało lekkie, przewrotne oraz dowcipne.
Zderzenie między pisarkami było nieuchronne. Przebywały na tych samych imprezach i przyjęciach, dzieliły tych samych znajomych. Didion wierzyła w prozę Eve – promowała ją, polecała wydawcom. Ich życie oraz wizja literatury były jednak drastycznie różne. „Jej książki są tak brutalnie przygnębiające, że jedyny sposób, w jaki możesz się z nich cieszyć, to poprzez docenienie ich stylu” – pisała Babitz na kartach częściowo autobiograficznej książki Eve w Hollywood. Joan szła przez życie, pozostając w roli biernego obserwatora. Babitz stawała zawsze w oku cyklonu. Didion wyszła za mąż i miała córkę. Eve od zawsze wiedziała, że konwencjonalny model rodziny nie jest dla niej. Kobiety były tak różne, a jednak pisały o tym samym o Kalifornii z każdym jej blaskiem i cieniem.
Dwie autorki toczyły niewypowiedzianą rywalizację przez całe życie. Ich losy osobliwie się przeplatały, a dotykające je tragedie chodziły parami. 17 grudnia 2021 roku umiera Eve Babitz. Zaledwie sześć dni później dołącza do niej Joan Didion.
Powód, dla którego pisarki otoczone są tak silnym kultem, nie jest zaskakujący. Oprócz błyskotliwego pióra, ich wizja życia przemawia do naszego poczucia estetyki. Kto nie chciałby być Joan Didion, z papierosem pomiędzy szczupłymi palcami, w swoim domu z widokiem na ocean, pouczającej czytelników, że „pisarze zawsze kogoś sprzedają”? Lub Eve Babitz, z rozwianymi włosami pośród płonących wzgórz, żywo wyjętej z piosenki The Doors? Nie bez przyczyny kobiety te okrzyknięto mianem literackich „it-girls”. Magnetyzm i charyzma ich postaci, niepodważalnie intelektualny charakter ich twórczości oraz niebezpieczna siła wszechobecnego w ich książkach pieniądza, przyczyniły się do powstania odrębnej mitologii na temat życia tych dwóch pisarek: Joan Didion i Eve Babitz w naszych głowach. Dwie kobiety pod kalifornijskim słońcem – hedonistki, myślicielki i literatki na miarę amerykańskich lat sześćdziesiątych.
Milena Kloza
Źródła zdjęcia w tle:
The Huntington Library, Art Museum and Botanical Gardens (Eve Babitz)
Julian Wasser/ Zuma Press/ Forum (Joan Didion)