Za co ludzie pokochali Tytanów

Autor - 5 kwietnia 2020

Od momentu, gdy na początku dwudziestego pierwszego wieku w polskiej telewizji pojawiły się pierwsze anime do dnia dzisiejszego zmieniło się wiele, jak i łatwiejszy stał się do nich dostęp. Wiele starych serii dzisiaj cieszy się niesłabnącą popularnością, ale powstały także zupełnie nowe, które szturmem wzięły serca zarówno fandomowych wyjadaczy, jak i nowicjuszy. Jedną z nich jest historia, która miesiąc w miesiąc powstaje nieprzerwanie od 2009 roku, a jako anime zaistniała dokładnie siedem lat temu – „Shingeki no Kyojin”, znana także jako „Attack on Titan” i „Atak Tytanów”.

Nie jest to jednak opowieść lekka i przyjemna. Świat, w którym trójce głównych bohaterów przyszło żyć, jest opanowany przez człekokształtne olbrzymy zwane Tytanami, które tylko czyhają na możliwość pożarcia jakiegoś człowieka, a cała ludzkość skryta jest za wielkim, pięćdziesięciometrowym murem, który zapewnia jej bezpieczeństwo do czasu pojawienia się Tytana Kolosalnego, niszczącego ich jedyną ochronę celnym kopniakiem. 

Jednak mimo tylu lat od publikacji pierwszego rozdziału i fabuły mało pro-ludzkiej, „Shingeki no Kyojin” wciąż ma rosnące grono fanów w każdym wieku, a nawet ci, co nie zapoznali się z tą serią, są w stanie w konwentowym tłumie wypatrzeć i rozpoznać charakterystyczne mundury Zwiadowców z symbolem Skrzydeł Wolności.

Odpowiedzmy sobie zatem na podstawowe pytanie – za co cały świat pokochał historię, gdzie na każdej stronie czyha na człowieka wygłodniały potwór?

Pierwszą rzeczą, jaka przewija się w wypowiedziach znajomych mi fanów „Shingeki…”, jest niestandardowość i oryginalność fabuły. Odpowiedzmy sobie szczerze – ile istnieje anime lub mang o człekokształtnych istotach, które są niemal nie do pokonania i praktycznie wytrzebiły całą ludzkość? Raczej tylko jedno. Dzieło Hajime Isayamy już na początku wzbudziło tym sensację i to na tyle dużą, że przysłoniło to niezbyt urodziwą kreskę.

Właśnie ta kreska jest kolejną rzeczą, która czytelników mangi przyciągnęła na dłużej i wprawiła w podziw, kiedy porównali sobie kadry z pierwszych tomów do tych z najnowszych. Podczas czytania „Shingeki no Kyojin” możemy być świadkami rozwoju Isayamy jako rysownika i jako mangaki. Od koślawych kadrów, pozbawionych tła, przeszedł do zapierających dech w piersiach scen walk i krajobrazów, na które można patrzeć godzinami. Nie da się ukryć, że jest to też świetna motywacja dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z rysunkiem i doskonała ilustracja powiedzenia, że trening czyni mistrza.

Jest jednak i jeszcze jedna rzecz, która ujęła serca wymagających i krytycznych czytelników, a także tych znudzonych powielanymi w wielu seriach schematami. „Shingeki no Kyojin” nie należy do tych uniwersów, w których znajdziemy czarno-biały podział na dobro i zło oraz zagubione dziewczęta ratowane przez rycerskich chłopców. 

Jesteś kobietą i znajdujesz się wśród elity Korpusu Zwiadowców? W obrębie murów to żaden problem. Jako mała dziewczynka chciałaś walczyć z tytanami? Również i w tym przypadku nikt nie będzie stwarzał problemów. Z wyjątkiem troskliwych i zmartwionych rodziców. Jesteś po szkoleniu wojskowym, ale na widok tytanów masz ochotę się rozpłakać? To jest zupełnie normalna reakcja, nikt nie będzie kogoś z tego powodu odrzucał, nawet jeśli jesteś silnym, umięśnionym mężczyzną.

Paradoksalnie można powiedzieć, że „Shingeki…” jest bardzo realistyczną serią. Realizm nie polega tutaj na samej konstrukcji świata przedstawionego, ale na działaniach i charakterach postaci, co tym bardziej ułatwia zżycie i utożsamienie się z nimi. Nie ma tutaj miejsca na „robotyzację” uczuć i nienaturalnie wydumany heroizm. Odnaleźć tu można bohaterów, którzy się łamią po pierwszych walkach, którzy po traumatycznych widokach i sytuacjach zaczynają chorować psychicznie, tych którzy się poddają i takich, co wbrew przeciwnościom losu starają się przetrwać i wywalczyć wolność. Pełen przegląd ludzkich charakterów, wad i zalet, silnych stron i słabości. Wszystkiego, co pozwala nam stwierdzić: „tak, zapewne niejeden w tej sytuacji by tak postąpił”. Chociaż często taka konfrontacja z ciężkimi moralnie zdarzeniami nie jest dla nas przyjemna i często bardzo bolesna, to jednak w pewien masochistyczny sposób wciąga i sprawia, że niecierpliwie czeka się na kolejny rozdział mangi, kolejny wydany tom i kolejny odcinek nadchodzącego sezonu, byleby tylko zobaczyć, z czym przychodzi się zmierzyć członkom Korpusu Zwiadowców oraz całej ludzkości.

Zapewne innych, mniejszych i indywidualnych powodów, dla których ludzie pokochali „Shingeki…” jest o wiele więcej, ale jednak te wyłaniają się praktycznie z każdej opinii tego, kto oddał swe serce tej mandze i anime. Wprawdzie i Tytani są przerażający, śmiertelność wśród wojska wysoka, a autor nie boi się krwi i odgryzionych kończyn, ale… czego człowiek nie zniesie dla porywającej, pełnej zwrotów akcji fabuły i fascynujących, różnorodnych bohaterów? 

Nawet jeśli uroni łzę i przeklnie łamiące serce decyzje autora dotyczące ukochanych postaci, to i tak kiedy nadchodzi początek nowego miesiąca, wyczekuje niecierpliwie tego konkretnego dnia, w którym ukaże się kolejny rozdział.

Kto wie, może w końcu któryś przyniesie wolność zniewolonej ludzkości?

Tekst: Magda Kuś


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!