„Rakietowi miliarderzy”, czyli kosmicznie dobra książka o rakietach

Autor - 6 września 2019

Mają wszystko – sławę, gigantyczne pieniądze, wyjątkowe pomysły, a do tego…prywatne rakiety, które ochoczo wysyłają w kosmos, a co więcej – potrafią je z niego ściągnąć na Ziemię. O takich właśnie ludziach opowiada książka „Rakietowi miliarderzy” Tima Fernholza.

materiały prasowe

Książka Fernholza to pozycja wyjątkowa. Nie tylko ze względu na temat, ale przede wszystkim sposób, w jaki autor prowadzi narracje i opisuje często nieznane wcześnie historie związane z takimi, nomen omen, gwiazdami branży kosmicznej jak Elon Musk, Jeff Bezos czy Richard Branson.

„Rakietowi miliarderzy”, na szczęście, nie są kolejną nudną biografią czy, o zgrozo, zbiorem cytatów i złotych myśli tzw. „wielkich ludzi” – to porywająca i pełna humoru(często czarnego) podróż po fascynującym świecie przemysłu kosmicznego. Autor odsłania przed czytelnikiem tajemnice największych graczy branży kosmicznej, NASA, SpaceX czy Boeinga przedstawiając kulisy „nowego wyścigu kosmicznego”1 – tym razem nie jest to jednak rywalizacja dwóch światowych mocarstw, ale kilku ekstrawaganckich biznesmanów-pasjonatów, którzy na naszych oczach zapisują wielkimi złotymi literami karty historii.

Książka, którą moim zdaniem bez żadnej przesady określić można jako reportaż, oparta jest na gigantycznym materiale zebranym przez autora, stąd w „Rakietowych miliarderach” pełno ciekawostek i anegdot, których na próżno szukać w innych publikacjach, a nawet internecie.

Tak jak Elon Musk i jemu podobni wizjonerzy za każdym udanym(a także nieudanym) startem rakiety wyznaczają nowe standardy podboju kosmosu i udowadniają, że każdy, nawet najbardziej absurdalny pomysł może dać niezwykłe rezultaty, tak Tim Fernholz udowodnił, że można napisać o tym książkę i to w taki sposób aby przedstawić coś nowego, a jednocześnie na tyle „ludzkim” językiem, że nawet czytelnik, dla którego wszelka forma inżynierii poważniejsza od wbicia gwoździa(do których zalicza się autor tej recenzji) przeczyta ją z przyjemnością i bez zerkania co chwilę do encyklopedii.

Lekkość pióra autora w połączeniu z pasjonującym tematem dają przepis na idealną lekturę, która ma wszystko, czego można oczekiwać od dobrej książki – wciąga, pasjonuje i…odpręża. Szczególnie w parze z kubkiem aromatycznej kawy.

Bez zdradzania smaczków i szczegółów mogę tylko powiedzieć – przeczytajcie, naprawdę warto, a jeżeli oprócz samego tekstu ważne są dla Was ilustracje i zdjęcia, także będziecie zadowoleni.

1Hasło zaczerpnięte z książki, w której pojawia się zresztą kilkukrotnie.


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!