Powrotów nie będzie?

Hey zagrał 6 grudnia ostatni przed zawieszeniem działalności koncert w Krakowie. Jego miejscem była Tauron Arena. W mikołajkowy wieczór Kasia Nosowska wraz z zespołem i gośćmi dostarczyli publiczności wiele uśmiechu, wspomnień i wzruszeń.

fot. organizator

Fayrant Tour. Początkowo zapowiadany jako jubileuszowe spotkanie z fanami z okazji 25-lecia zespołu. Okazało się, że będzie to ostatnia trasa przed przerwą w działalności na czas nieokreślony. Nie wiadomo, czy na kilka lat czy na zawsze. Zespół rozstaje się z fanami z przytupem. 10 koncertów w największych polskich halach. Bardzo odważny pomysł jak na nasze realia. Okazało się, że przy większości koncertów pojawił się napis: „sold out”. Na występ w Krakowie bilety można było kupić jeszcze w dzień koncertu, ale nie było wstydu. Tauron Arena została naprawdę solidnie zapełniona kilkoma tysiącami widzów, którzy chcieli skorzystać być może z ostatniej okazji do zobaczenia występu legendy polskiej muzyki.

Koncert zaczął się ok. 19:20. Zespół zabrał krakowską publiczność w ponad dwugodzinną podróż po utworach z całej swojej działalności. Zaczęło się od „Z rejestru strasznych snów”, potem m.in. „Muka”, „[sic!]”, „Historie”, „Cisza, ja i czas”, „Kto tam? Kto jest w środku?” czy „Prędko, prędzej”. Nie zabrakło też „Gdzie jesteś, gdzie jestem?” – nowego utworu na wydanej w październiku kompilacji „Cdn” z nagranymi na nowo największymi hitami kapeli.

fot. Marcin Knapik

Na scenie pojawili się też specjalni goście. Pierwszym z nich był Piotr Banach – gitarzysta i współzałożyciel grupy, który po kilkunastu latach znów dołączył do ekipy Heya. Zagrał wraz z zespołem sześć utworów z pierwszych lat grania zespołu: „Fate”, „Anioł”, „Dreams”, „One of Them”, „Schisophrenic Family” i „Ho!”. W kilku z nich w roli drugiego głosu zaśpiewała Kafi, czyli Katarzyna Sondej tworząca wraz z Banachem duet BAiKA.

Kolejnymi gośćmi były Natalia i Paulina Przybysz. Najpierw zaśpiewały wraz z Nosowską „Mehehe”, a potem każda z nich na chwilę stała się wokalistką Heya. Natalia wykonała „Boję się o nas”, a Paulina – „Heledore Babe”. Obie dały sobie radę z wyzwaniem. I jeszcze jeden gość – O.S.T.R. Pojawił się na dwa utwory – „Że” i „Kataszę” ze swoimi raperskimi wstawkami do tych kompozycji.

Obyło się bez pompatyczności, która mogła się pojawić w przypadku takiego koncertu. Miało się wręcz poczucie, jakby było się na spotkaniu w gronie znajomych. W osiągnięciu tego odczucia pomogła konferansjerka w wykonaniu Kasi Nosowskiej zapewniająca sporo uśmiechu zgromadzonym. Opowiadała anegdoty o początku działalności Heya. Mówiła o traktowaniu utworów jak osób i w ten sposób odniosła się z humorem do popularności „Teksańskiego”. Ale było też m.in. o nauce sztuki mówienia „nie” oraz zastanawianie się, ile można by było nakarmić ludzi, gdyby Tauron Arena była garnkiem z zupą.

Oprócz śmiechu było też sporo momentów wzruszenia. Choćby podziękowania Nosowskiej dla fanów za trwanie przy zespole podczas ostatnich 25 lat. Najbardziej niesamowity moment koncertu – „Moja i Twoja nadzieja”. Tauron Arena rozświetlona tysiącami światełek. Przepiękny i wzruszający widok. Potem na bis – „Teksański”, „Mimo wszystko” i „Luli lali”. Gdy niektórzy myśleli już, że to wszystko, zespół wyszedł na jeszcze jeden bis. Wieczór zakończyły „Zazdrość” i miniaturka z płyty „Ho!” – „Chyba”. 29 utworów. Tyle się pojawiło podczas występu. A wielu hitów nie było. „Ja sowa”, „Misie”, „Cudzoziemka w raju kobiet”, „Byłabym” i jeszcze kilkanaście innych. By pojawiły się wszystkie wielkie utwory, koncert musiałby jednak trwać przynajmniej cztery, a nie dwie godziny. To obrazuje wielkość kapeli.

Kasia Nosowska powiedziała, że członkowie zespołu będą przyjeżdżać do Krakowa. Choćby po to, by sobie pospacerować. Ostatnia trasa Heya. Taka możliwość brzmi niewiarygodnie. Choć z drugiej strony przypomina się piosenka Perfectu o tym, kiedy trzeba ze sceny zejść. Sporo osób będzie mieć jednak nadzieję, że któregoś dnia za kilka lat Hey powie: wracamy. I będzie na to czekać. Mimo wszystko.

Autor: Marcin Knapik