Potęga milczenia, dźwięków i gestów na ekranie – 5 filmów, które łamią serce #2

Autor - 11 czerwca 2020

W zeszłotygodniowej „Potędze milczenia, dźwięków i gestów na ekranie…przedstawiłam pierwszą piątkę filmów, które łamią serce. Czasem robią to w sposób bardziej oczywisty, a innym razem pobudzają emocje za pomocą subtelniejszych środków, nieprostych do odczytania. Chciałabym poniżej uzupełnić tę listę o kolejne pięć pozycji, traktujących o miłości, cierpieniu i samotności, przedstawiających skomplikowanie ludzkich relacji, diagnozujących podejście do spraw mniejszej i większej wagi, analizujących prawdopodobne scenariusze przyszłości. Przedstawiam filmy poruszające, nie zawsze łatwe w odbiorze, docierające do miejsc w duszy i w sercu, które często trzyma się w odseparowaniu i nie chce się mieć z nimi nic wspólnego, co niekoniecznie bywa najlepszym rozwiązaniem. 

„Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” – Paweł Łoziński

 „Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” to dokumentalny zapis z terapii dwudziestokilkuletniej córki Hanny z jej matką – Ewą, które po latach nieporozumień, kłótni, wyzwisk i przemilczanych kwestii, decydują się podjąć wspólną rozmowę w obecności terapeuty – profesora Bogdana de Barbaro, żeby uwolnić się od komunikacyjnego letargu. 

Reżyser podzielił film na pięć rozdziałów, stanowiących kolejne nagrania z sesji. Wykorzystuje głównie półzbliżenia i zbliżenia, które pozwalają na nawiązanie intymnej bliskości z postaciami, ukazując tym samym całe spektrum emocji przeżywanych w trakcie prowadzonych dialogów. Scenografii praktycznie nie ma, nic więc nie odwraca uwagi od słów, gestów i milczenia. 

Metoda wykorzystywana w terapii przez profesora de Barbaro opiera się przede wszystkim na odpowiednim nazywaniu emocji, konkretnym precyzowaniu i formułowaniu myśli oraz uczuć, które chciałoby się przekazać drugiej osobie. Toczące się rozmowy uświadamiają, jak bardzo zakorzenione wewnątrz określenia i schematy językowe potrafią ranić. Początkowo kobiety nie chcą nawet bezpośrednio się do siebie zwracać, robią to więc za pośrednictwem terapeuty, który próbuje naprowadzać Ewę i Hanię na właściwe słowa. Pomaga im je odnajdywać i wypowiadać. Niekiedy zwraca uwagę, że niektóre z nich należałoby cofnąć, gdyż są destrukcyjne, czasem egoistyczne i nieuprawnione. 

Film Łozińskiego to zmuszający do refleksji nad własnym życiem, do przeanalizowania języka, którym komunikujemy się z najbliższymi, ale i szerzej – z ludźmi w ogóle, portret niełatwej relacji rodzic-dziecko, matka-córka, których diametralnie różne osobowości, światopoglądy i doświadczenia przyczyniły się do zagubienia i zatracenia więzi, która nigdy przecież nie została zerwana. Fraza „nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham” jest jednocześnie deklaracją, a z drugiej strony stanowi szantaż emocjonalny. Hania i Ewa uczą się, jak unikać takich wyznań. Poznają swoje długo skrywane emocje, żale i pretensje, zaczynają lepiej rozumieć nie tylko siebie nawzajem, ale każda z nich dowiaduje się wiele o sobie. 

Film trochę wyłamuje się spod tematu milczenia, gestów i dźwięków, ale uważam, że pomimo kładzionego nacisku na wypowiadane słowa i nazywanie emocji jak najwłaściwszymi słowami, niebywałą rolę odgrywają tutaj pauzy i mimika. 

Ten film po prostu trzeba obejrzeć. 

Nie trzeba daleko szukać, jest dostępny na Ninatece: https://ninateka.pl/film/nawet-nie-wiesz-jak-bardzo-cie-kocham 

„A Ghost Story” – David Lowery

Film Davida Lowery „A Ghost Story” zaliczany jest do post-horrorów, horrorów melancholijnych, i opowiada historię, a ściślej – przedstawia wybiórcze fragmenty z życia kobiety (Rooney Mara) i mężczyzny (Casey Affleck), którzy spędzają ze sobą wolne chwile, rozmawiają o bieżących sprawach, snują plany na przyszłość. Nie zawsze się zgadzają, bywa, że się nie rozumieją, ale łączy ich szczere uczucie. Kiedy jedno z wyjść mężczyzny kończy się nieprzewidywaną tragedią, wszystko zostaje wywrócone do góry nogami. Kobiecie po stracie ukochanego zaczyna towarzyszyć milczący duch, którego niestety nie dostrzega. 

Historia budowana przy pomocy długich, artystycznych ujęć, zbliżających się do estetyki slow Cinema, składa się z wielu scen, pozornie nic nie znaczących sekwencji, które zdają się niekomfortowo dłużyć, pogłębiając tym samym szereg niedopowiedzeń. Wszystko okala aura tajemnicy, niepokoju, nostalgii i melancholii. Jest to przede wszystkim opowieść o przemijaniu, ale i o radzeniu sobie z utratą ukochanej osoby, z którą zamierzało się spędzić resztę życia. 

Co pozostaje po śmierci człowieka? Czy wszystko ulegnie kiedyś zniszczeniu? Produkcja próbuje udzielić odpowiedzi na powyższe i podobne pytania. Ilustruje trudny proces radzenia sobie z odejściem partnera, któremu towarzyszy mieszanka bólu, cierpienia, rozgoryczenia, pustki i wspomnień. Widz obserwuje ten proces nie tylko z perspektywy kobiety, ale i z punktu widzenia ducha, którego niemoc, tęsknota i niespełnienie są wyraźnie odczuwalne. 

Niesamowita, choć niełatwa w odbiorze emocjonalna refleksja o nieuniknionym przemijaniu, operująca głównie ciszą i gestem. Nastrojowość wydobywa przede wszystkim obraz, ale i pojawiająca się gdzieś w tle muzyka oraz towarzyszące codziennym czynnościom dźwięki. 

Film minimalistyczny, ale zapadający w pamięci na długo po jego obejrzeniu, chociaż muszę zaznaczyć, że nie do każdego przemówi ta nietypowa narracja. 

„Dziewczyna z tatuażem” – David Fincher 

„Millenium: Mężczyźni, którzy nie nienawidzą kobiet” czy „Dziewczyna z tatuażem”? Filmowa szwedzka wersja fenomenalnego kryminału Stiega Larssona czy jej amerykański odpowiednik? Michael Nyqvist czy Daniel Craig? Noomi Rpace czy Rooney Mara? Nie mnie udzielać teraz odpowiedzi na powyższe pytania, gdyż tym razem zamierzam skupić się tylko i wyłącznie na dziele Davida Finchera, fenomenalnego reżysera takich produkcji jak „Siedem” czy „Fight Club”. Hollywood spodziewało się kolejnego, pozbawionego głębi psychicznej mrocznego thrillera, z opowiastką o dziennikarzu, próbującym rozwiązać tajemniczą zagadkę sprzed czterdziestu lat. Ku zaskoczeniu wielu krytyków w „Dziewczynie z tatuażem” zdecydowano się odsunąć na bok intrygę, skupiając się na pytaniach o funkcjonowanie społeczeństwa, obojętności na przemoc i wykorzystywanie drugiego człowieka oraz siłę oddziaływania świata na jednostkę, która nigdy nie miała w życiu łatwo. 

Głównym bohaterem historii jest Mikael Blomkvist, grany u Finchera przez Daniela Craiga, dziennikarz, którego przegrana w sądzie sprawa, dotycząca zniesławienia jednego z wpływowych miliarderów, równała się z końcem kariery. Jak to często w filmach bywa, jeden telefon zmienia wszystko. Blomkvist przyjmuje zlecenie od bogatego, emerytowanego przedsiębiorcy. Bohater ma rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci bratanicy mężczyzny – Harriet. Przyjmuje wyzwanie. 

Druga czołowa postać filmu to zajmująca podrzędne miejsce gdzieś na szerokim marginesie społecznym, mająca bardzo trudne dzieciństwo Lisbeth Salander, za której fenomenalną kreację odpowiada Rooney Mara. Dziewczyna opiekuje się starszym mężczyzną, chodzi na spotkania do kuratora, z którym rozprawia się w imię zadawanego jej cierpienia. Nawiązuje współpracę z Blomkvistem. 

„Dziewczyna z tatuażem” to wciągająca i porażająca historia dwojga ludzi z przeciwnych światów, których rany z przeszłości i dręczące demony powstrzymują przed nawiązaniem głębszej relacji. Fincher przedstawia miłość w jej nietypowej odsłonie, przyjmującej postać milczącej nici porozumienia, mającej właściwości terapeutyczne. Pod płaszczem dramaturgii reżyser podejmuje temat emocjonalnego dojrzewania, walki z tym, co wewnątrz i tym, co na zewnątrz. Porusza także wątek pozycji, siły i wartości kobiet w społeczeństwie. Wszystko to robi w charakterystycznym dla siebie stylu pełnym dusznej atmosfery, mrocznych wnętrz, wyrafinowanej przemocy i pajęczych powiązań.

 „Sceny z życia małżeńskiego” – Ingmar Bergman

„To, co ci powiem wyda ci się banalne, ale w sferze uczuć jesteśmy analfabetami. Uczymy się wszystkiego, co dotyczy ciała, rolnictwa w Pretorii, liczby pi, ale ani słowa o duszy. Nasza wiedza o nas samych jest przerażająco mała” – mówi Johan do Marianne w jednej ze scen.

Mimo iż Ingmar Bergman, fenomenalny szwedzki reżyser filmowy stworzył „Sceny z życia małżeńskiego” w 1973 roku, do dziś jest to jeden z najwybitniejszych portretów rozpadającej się po latach „idealnego” związku relacji. 

Johan jest naukowcem, a Marianne prawniczką, specjalizującą się – trochę jak na ironię – w sprawach rozwodowych. Autor przedstawia dojmujący obraz tych bliskich, a jednocześnie zupełnie sobie obcych ludzi, którzy po dziesięciu latach małżeństwa zaczynają wreszcie dostrzegać w swoim małżeństwie to, co u swoich przyjaciół obserwowali od dawna. W sposób niezwykle autentyczny Bergman oddaje historię dwojga ludzi, którzy przez lata żyli wśród pozorów, kłamstw i przyzwyczajeń, wierząc w wieczną miłość. Johan i Marianne stopniowo się od siebie oddalają, chociaż tak naprawdę to prawdziwe i szczere uczucie stopniowo wypalało się od dawna. Czy wypali się na dobre? Czy może jest jeszcze jakaś nadzieja?

Reżyser wykorzystuje długie ujęcia i mocne zbliżenia. Muzykę eliminuje do zera, po prostu jej nie ma. 

Niebywale ukazana złożoność relacji między dwojgiem ludzi, wielopoziomowego kryzysu, trudnych emocji. O niełatwości wyborów, długotrwałym procesie przemiany, próbie zrozumienia siebie i drugiej osoby. Czy można nieustannie wracać i odchodzić? Kiedy należy postawić kropkę zamiast przecinka?

„Her” – Spike Jonze

Film Spike’a Jonze to wybitna opowieść o ludzkiej samotności, którą pogłębia paląca potrzeba bliskości, czyjejś uwagi. „Ona” to historia o pozornym spełnieniu, ale i dojmującym cierpieniu w chwili utraty tego, co dawało szczęście. Reżyser opowiada o miłości nietypowej pomiędzy Theodorem a Samantą, która jest systemem operacyjnym. Mężczyzna wchodzi w interakcję ze sztuczną inteligencją, gdyż chce wyjść na prostą po rozwodzie, do którego długo nie chciał dopuścić. Samanta ma za zadanie jak najlepiej rozpoznawać ludzkie potrzeby, a tym samym pomagać w ich zaspokajaniu. Szybko jednak okazuje się, że jako program może uczyć się i rozwijać, przez co z dnia na dzień staje się on coraz bardziej „ludzki”. Zaczyna rozumieć Theodore’a lepiej niż ktokolwiek inny. 

Reżyser zdaje się snuć wizję o tym, dokąd dąży współczesny rozwój technologii, podkreślając tym samym, że nie będzie on w stanie nigdy uczynić życia człowieka bezbolesnym, w pełni szczęśliwym, chociażby miało zostać ułożone przez najbardziej intuicyjny system. Internetowa rzeczywistość zdaje się też przejmować wiele czynności, z którymi człowiek do niedawna jeszcze mierzył się sam. Coraz częściej ludzie przesyłają sobie napisane wcześniej przez kogoś teksty, nic nie tworzą, a tylko podają dalej. Główny bohater pracuje w serwisie beautifulhandwrittenletters.com, gdzie na zlecenie tworzy listy, w których w imieniu klientów wyznaje miłość, wspomina wspólnie spędzone chwile. Inni pracownicy odpowiadają między innymi za konstruowanie życzeń czy gratulacji. 

Spike Jonze nie moralizuje, a przedstawia. Taka może być, a może już jest, przyszłość. Twórca wplata w narrację swój komentarz dotyczący formułujących się przemian społecznych, obrazując jednocześnie uderzającą samotność wśród ludzi, wypełnianie wewnętrznej pustki substytutami oraz wzruszającą, słodko-gorzką historię miłosną nie tak dalekiej przyszłości. 

Niesamowite kreacje aktorskie, przepiękna scenografia i wybitnie dobrze dobrana ścieżka dźwiękowa. 

Julia Mikzińska


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!