Poranek

Autor - 6 czerwca 2020

Dziesiąta. Wejść do kuchni, potknąć się o kotkę, związać włosy. Mrużąc oczy od ciepłego i łaskawego słońca, przebijającego się przez szampanowe koronkowe firanki, podejść do szafki. Wziąć metalową puszkę z ziarenkami kawy, zrobić głęboki wdech. Otworzyć oczy, poprosić kotkę o chwilę. W jej oczach w metalowych puszkach istnieje tylko jedzenie dla kotów, wszystko inne to profanacja i kłamstwo.

Podłoga wyłożona kafelkami w kolorze beżowej kości słoniowej chłodzi bose palce i łapy ocierającego się o nogi zwierzęcia. Ciężki wybór z samego rana – niegdyś biała, teraz w kolorze, który Francuzi nazywają ,,chamois” – górski kozioł, maszynka czy miedziany ciemno-brunatno-oliwkowy młynek ręczny z drewnianym pudełkiem o barwie piaskowej ochry?

Wdech. Wziąć drewniany taboret, balansując wydostać z górnej półki maszynkę do mielenia ziaren. Kliknąć bordowym zatrzaskiem, unieść przykrywkę, wsypać kawę. Odsunąć natrętną kotkę. Wtyczka do prądu. Odskoczywszy, futrzasta istotka z pogardą patrzy na lekko żółtawą, wrzeszczącą maszynkę.

Odstawić wytwór cywilizacji, podejść do lodówki, nakarmić mruczącą duszę z ogonem kawałkami kurczaka w wyrafinowanym śmietankowym sosie. Odłożyć puszkę do lodówki, wziąć dżezwe. Koniecznie miedzianą, z długą drewnianą rączką i kaukaskim orłem na denku. Przystrojoną wiązanką najcieńszych gałązek, winogron i listków, lekko wyróżniających się hiszpańską zielenią na tle błyszczącej żarem naturalnej umbry.

Dżezwa pachnie kawą nawet po tysięcznym umyciu, bo codziennie od dobrych dwudziestu lat wypełnia się ją po brzegi. Postawić dżezwe na ogień, trochę nagrzać, wsypać z szelestem grubo mieloną, z zapachem czekolady, burzy i orzecha, kawę. Dodać kilka kryształków soli. Otworzyć szafkę po lewej od palników, rozsypać laurowe liście z źle zakręconego słoika, wyciągnąć kardamon, gałkę muszkatołową, cynamon i chilli. Rozsypać trochę cynamonu na kotkę, pragnącą więcej kurczaka. Odstawić słoik z powrotem do szafki. Zabrać listek z futrzaka i wyrzucić.

Wsypać przyprawy do kawy, jeszcze kilka sekund nagrzewać je nad ogniem. Wlać cienkim strumykiem zimną wodę po ściance dżezwy. Wstawić na ogień, ale ani na sekundę nie odchodzić i nie puszczać rączki, by kawa nie uciekła i smak się beznadziejnie nie zepsuł. Sprawdzić, czy kawa podniosła się trzy razy, wlać łyżeczkę zimnej wody i odczekać chwilę, by opadły fusy. Dać kotce ostatnią porcję kurczaka, wygrzebać z kolejnej jasno-olchowej szafki ulubioną szafranowo-żółtą filiżankę. Przelać kawę nie filtrując w żaden sposób.

Sparodiować Dziewczynę z czekoladą Liotarda, przenieść filiżankę na komicznie kolorowej tacy. Rozlać kilka kropelek. Zostawić ślad od filiżanki na stole. Skosztować. Poczuć gorycz. Uśmiechnąć się do nowego dnia. 

Sandra Soldatowa


Czytaj dalej

Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!