Pisemne Odkrywamy #4

Autor - 28 maja 2020

W Pisemnym Odkrywamy #3 temat nie został wyczerpany, więc po tygodniu wracam z odsłoną czwartą. Tym razem polecam belgijsko-egipsko-libańskiego Jeffa Buckleya, dziedzica dźwięków Nilu. Do tego dorzucam brytyjsko-amerykański zespół, w którym dźwięki Arctic Monkeys spotkają się z tymi od Twenty One Pilots i Gorillaz. Pozostając przy scenie brytyjskiej, proponuję jeszcze indie rock’n’rolla z dozą punka i soulu. Na zakończenie przedstawiam skrzyżowanie surowego punk-rocka z latami siedemdziesiątymi. 

Chciałabym powiedzieć zapraszam do słuchania, ale w tym roku akademickim, to chyba nie nastąpi. 

Zapraszam zatem do czytania.  

„Habibi” Tamino

Aktywny na scenie muzycznej od 2016 roku, nazywany „belgijskim Jeffem Buckleyem”, a za swoim pradziadkiem – Muharramem Fouadem – „nowym dźwiękiem Nilu” Tamino, chociaż ma dopiero dwadzieścia trzy lata, zdążył już podbić tysiące serc na całym świecie. Zadebiutował utworem „Habibi”, którego tytuł z arabskiego tłumaczy się jako „moja miłość” lub „kochanie”. 

Poza wspomnianym wyżej Jeffem Buckleyem porównuje się go z największymi światowymi głosami Thoma Yorke’a z Radiohead czy Matta Bellamy z Muse. Dorzuciłabym jeszcze do tej komparatystycznej listy Conora Masona z Nothing But Thieves. 

Muzykę Tamino poza wpływami takich zespołów jak Radiohead, Nirvana, The Beatles czy artystów: Toma Waitsa czy Leonarda Cohena, wypełnia niesamowicie klimatyczna melancholia i majestatyczność melodii arabskich, egipskich, stanowiących jego „muzyczne dziedzictwo”. 

W 2018 roku wydał album „Amir” z towarzyszeniem orkiestry Nagham Zikrayat (co tłumaczy się jako „muzyczna nostalgia”), złożonej w dużej części z irańskich i syryjskich uchodźców. 

W utworze „Indigo Night”, który polecam zaraz za „Habibi”, partię gitary basowej gra Colin Greenwood z Radiohead.

W skrócie, Tamino, poza nastrojową muzyką, osobistymi tekstami i anielskim głosem, to przede wszystkim wrażliwość i autentyczność.

He says, ‘I, I have seen the world’s most beautiful places
Still I feel, as if I’m a walking machine
Watching it all through a screen
There is nothing in between to me
This might as well not be real’ 

– „Indigo Night” Tamino

„The End” Airways 

Czy gdyby połączyć gitarowe riffy i rytmy charakterystyczne dla Arctic Monkeys z muzycznym flow Twenty One Pilots i dorzucić do tego trochę eksperymentatorstwa Gorillaz, wyszłoby z tego coś dobrego? Tak, wyszłoby, i to nawet bardzo. Muzycznym przykładem, który swoją twórczością to potwierdza, jest brytyjsko-amerykański zespół Airways. Udowadnia on jednocześnie, że chociaż wielu twierdzi, iż nic nowego w świecie dźwięków wymyślić już nie można, gdyż wszystko stanowi „wariacje na temat”, to przy umiejętnej fuzji gatunkowo-brzmieniowej da się jeszcze bezpamiętnie wciągnąć słuchacza w swój świat. 

Airways przypisano do popularnego grona indierockowców, jednak sami muzycy deklarują, że nie jest do dla nich wiążące. Są znikąd i jeszcze jakiś czas temu niedowierzali, że mogą zmierzać gdziekolwiek, tym samym koncertowali już z Deaf Havaną, Nothing But Thieves czy Razorlight. Wydali album EP „Starting To Spin”, stworzony pod okiem Doma Craika (Nothing But Thieves) oraz Juliana Emery (Lissie), który dorobił się ponad siedmiu milionów odsłuchań na platformie Spotify. 

Airways współpracowało jeszcze z Craikiem przy serii singli, m.in. przy „Out Of Luck”. W czasie bliżej nieokreślonym można się spodziewać albumu długogrającego.

W dzisiejszym Pisemnym Odkrywamy chciałabym polecić utwór „The End”, gdyż wyróżnia się on na tle pozostałych, bliskich twórczości Arctic Monkeys. Moim pierwszym skojarzeniem po przesłuchaniu było „Heathens” Twenty One Pilots. Trochę też bity Mike’a Shinody z „Post Traumatic”. Niezaprzeczalnie hipnotyzujący. 

What happens to my email
When I die
Will I win a new one stumbling through the life

– „The End” Airways

„Molly” No Vacancies

No Vacancies to czteroosobowy zespół z Wielkiej Brytanii, który początkowo był duetem z Brimingham, dopóki wokalista i gitarzysta rytmiczny Will razem z perkusistą George’em nie przenieśli się do Manchesteru, żeby rozpocząć swoją muzyczną karierę. Tam poznali gitarzystę Lewisa i basistę Benjamina. Na całe szczęście – zaiskrzyło. 

Kapela wydała do tej pory album EP „Bad Habits”, składający się z czterech utworów utrzymanych w stylu indie rock’n’rolla z domieszką punkowej surowości i soulu. Najbardziej przemawia do mnie „Molly” z subtelnymi, kojarzącymi się z Bliskim Wschodem, melizmatami wokalnymi, które przejęte są z melodii gitary oraz z obecnością licznych zmian w linii perkusji, ubogacających utwór dynamicznie. Najbardziej dopracowanym utworem zdecydowanie jest tytułowy singiel „Bad Habits”. Chciałabym zwrócić uwagę na niebanalny głos wokalisty, którego delikatna chrypa wpasowuje się w warstwę muzyczną, tworząc spójną całość, co nie zawsze jest takie oczywiste. 

Na Spotify można posłuchać jeszcze, kojarzącego mi się silnie z rockiem lat 90., „Circus Show” i wydanego w kwietniu singla „No Name”. 

Co dalej? Poczekamy, usłyszymy. Mam nadzieję.

„Take it or Leave” Dr. Stuart 

Niedawno powstały Dr. Stuart to nie-czysta punkowa propozycja, gdyż zespół dodatkowo eksperymentuje z brzmieniami lat 70. i nowoczesnym rockiem. Chce przekazywać niepozorowane emocje i energię, przyciągając jednocześnie ekscentryzmem. Inspiruje się twórczością punkowych legend jak The Clash czy Sex Pistols, ale także amerykańskim, rockowym The Pretty Reckless. Wpływy tego ostatniego zespołu słychać przede wszystkim w głosie wokalistki, ale też odzwierciedla się w jej wizerunku, który koresponduje z wczesnym stylem samej Taylor Momsen. 

Dr. Stuart wydał do tej pory jeden singiel – „Take It or Leave”, do którego stworzył ilustrujący przekaz utworu teledysk. Członkowie kapeli ubrani na biało. Wszystko dookoła – białe. Nic się nie dzieje. I’m nothing at all/ So take it or leave. Prosty przekaz, a ciekawa muzyczna propozycja. 

Gdyby komuś słuchanie „Take It or Leave” nie wystarczało, to trzeba się póki co trochę uzbroić w cierpliwość. Dobra wiadomość – zespół w rozmowie ze SCUMFILES powiedział, że planuje album EP na jesień, w międzyczasie nie wykluczając wydania kolejnych singli. 

Czekanie umilić może zajrzenie na Facebooka zespołu, gdzie umieszczone zostały akustyczne wersje dwóch autorskich utworów: „Sleep” oraz „Fool”. Dodatkowo pojawiły się klimatyczne covery takich artystów jak Beabadoobee, Billie Eilish czy The 1975.

Tekst: Julia Mikzińska


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!