Pierwsze wnioski – zapowiedź 11. kolejki Ekstraklasy

Wrzesień chyli się nieubłaganie ku końcowi. Studenci w coraz większej liczbie pojawiają się ponownie w Krakowie z myślą o mniej lub bardziej przyjemnych, lecz jednak – nieuniknionych codziennych obowiązkach. Wraz z nimi wzrasta więc zapotrzebowanie na porządną odskocznię od uczelnianej rutyny – i wprost nie sposób jest nie zasugerować pod tym kątem odrobiny sportowych emocji. A o te wszakże najprościej przy „najlepszej lidze świata”, znanej także powszechniej jako Ekstraklasa. Nie zawsze porywającej samym poziomem, lecz zawsze wystarczająco zaskakującej i nieprzewidywalnej, a mentalnie po prostu najbliższej każdemu kibicowi.

Wychodząc z tego założenia, przed pełnoprawnym powrotem programów sportowych na antenę UJOT FM wypada nam przyjrzeć się temu, jak przedstawia się sytuacja przed zbliżającą się 11. kolejką ligowych spotkań. Kluczową o tyle, że kalendarz staje się nieubłagany dla pewnej części ligowych szkoleniowców – za nami już 1/3 sezonu zasadniczego, po której można już wyciągać pierwsze konkretne wnioski na temat ich warsztatu, a na horyzoncie zaznacza się przerwa reprezentacyjna. Ta z kolei od lat stanowi w polskich warunkach idealny moment na zmiany w gabinetach. Zwycięstwo w ramach jedenastej serii gier może tym samym niejednemu szkoleniowcowi uratować wizerunek, a zarazem i posadę.

Tabela nie pozostawia złudzeń – najbardziej taki ruch przydałby się Michałowi Probierzowi. Ostatnia pozycja z rosnącą stratą do pierwszej „ósemki”, zaledwie jedno zwycięstwo na koncie (w dodatku pochodzące jeszcze z lipca), coraz bardziej niezadowoleni kibice i podłamana kolejnymi porażkami drużyna, którą w ostatnich spotkaniach stać wyłącznie na zrywy i momenty dobrej gry, niewystarczającej na dłuższą metę. Trzy punkty w meczu przyjaźni na Pomorzu (Arka Gdynia – Cracovia, piątek 20:30) mogłyby wlać więcej nadziei na długofalową opłacalność przedsezonowej rewolucji przy Kałuży.

Michał Probierz (źródło: PAP / Adam Warżawa)

Michał Probierz (źródło: PAP / Adam Warżawa)

Przeszkodzić może w tym drużyna Leszka Ojrzyńskiego, która lokując się w bezpiecznym środku tabeli (dziesiąta pozycja oraz identyczna ilość „oczek” co ulokowana na ósmym miejscu kielecka Korona) być może nie zdaje się najbardziej wymagającym z rywali, lecz od początku sezonu zdaje się zarazem prezentować co najmniej solidnie. Przeciwko Arce nie gra się łatwo, z trudnością przychodzi także wyrywanie jej kompletu punktów – piłkarze z Gdyni remisują najczęściej w lidze, zanotowali także zaledwie dwie porażki (tyle samo, co poznański Lech na najniższym stopniu podium). Tym istotniejsza z perspektywy Cracovii może stać się pełna pula, która na nowo pozwoli uwierzyć, że znacznie łatwiejszy terminarz po przerwie reprezentacyjnej zostanie należycie wykorzystany.

Odliczając w górę i napotykając „zaopatrzone” już w nowych szkoleniowców drużyny z Gliwic i Niecieczy, rozgrywające kolejno wewnętrzne śląskie derby w Zabrzu oraz mecz w Płocku (Górnik Zabrze – Piast Gliwice, Wisła Płock – Bruk-Bet Termalica Nieciecza; obydwa niedziela 15:30), docieramy do kolejnej postaci, która może obawiać się o swoją posadę.

Maciej Skorża (źródło: Robert Stachnik /East News)

Maciej Skorża (źródło: Robert Stachnik /East News)

Mecz w Szczecinie (Pogoń Szczecin – Korona Kielce, sobota 18:00) to starcie między zespołami, które jak na razie rozminęły się z przedsezonowymi oczekiwaniami dość dalece. To, co kieleccy kibice mogą przywitać z entuzjazmem, z perspektywy drużyny Macieja Skorży jest znacznie mniej przyjemne – oczekującym na przełamanie kilkuletniego marazmu „Portowcom” bliżej dziś do dolnych rejonów tabeli, niż najszerzej rozumianej czołówki. Balansując tuż nad strefą spadkową, od której dzieli ich wyłącznie bilans bramkowy, potrzebują punktów w trybie pilnym. Zwycięstwo nad rozpędzającą się, wiecznie niedocenianą Koroną łatwe nie będzie, lecz może uratować posadę utytułowanego trenera, który jak na razie kompletnie nie spełnia rozbudzonych nadziei.

Nadzieję na powrót na zwycięską ścieżkę ma za to Piotr Nowak, czyli trzeci z grona trenerów, którym najczęściej wieszczy się rychłą utratę posady. Zadanie należy jednak do grona tych najtrudniejszych – gdańszczanie co prawda u siebie, lecz podejmują wicelidera z Lubina (Lechia Gdańsk – Zagłębie Lubin, sobota 15:30), który po roku przerwy i mitycznym „pocałunku śmierci” ponownie wrócił na bardzo wysoki poziom. Lechistom brakuje do „ósemki” zaledwie trzech punktów i znaczącą część strat mogą nadrobić już w ten weekend, lecz w obecnej dyspozycji niewielu postrzega ich jako faworyta. Zważywszy jednak na realia polskiej ekstraklasy – jeśli wiele przemawia przeciw Lechii, to tym bardziej wbrew logice może ona nawiązać do przedsezonowych typowań, czyniących z niej żelaznego kandydata do ścisłej czołówki. W innym wypadku czeka nas zaś kolejny test żelaznej cierpliwości nadmorskich prezesów.

11. kolejka to jednak także trzy starcia z nieco wyższych rejonów ligowej tabeli, w tym „polski klasyk”, w teorii gwarantujący wielkie emocje. W praktyce zaś kończące jedenastą serię gier starcie w Poznaniu (Lech Poznań – Legia Warszawa, niedziela 18:00) może mieć zaskakująco wręcz „letni” klimat. Trudno bowiem powiedzieć, by obydwa zespoły grały ostatnimi czasy na miarę swojego potencjału i wygórowanych oczekiwań – zwłaszcza w wypadku mistrzowskiej drużyny z Warszawy kryzys okazał się na tyle potężny, by pochłonąć niemal cały pion sportowy w ramach nowej, chorwackiej rewolucji. Romeo Jozak w roli pierwszego szkoleniowca do tej pory nie przyniósł za sobą większej odmiany w grze Legii, wyniki pozostają niezmiennie chimeryczne, a pierwsza porażka przyszła nader szybko. Mimo w teorii lepszej sytuacji punktowej Lech jednak również stracił ostatnio punkty, przegrywając we Wrocławiu z rozpędzającym się Śląskiem (który otworzy kolejkę, podejmując w Niecieczy Sandecję Nowy Sącz – piątek 18:00).

Wielkie starcie między Poznaniem i Warszawą jak rzadko kiedy ma więc tym razem smak meczu „na przełamanie”, co w połączeniu ze stawką spotkania raczej nie pozwala nam myśleć o potencjalnie otwartej grze. Ranga spotkania z pewnością przyciągnie wielu, lecz trudno myśleć o klasyku w kategorii potencjalnie największych emocji tego weekendu.

Tych zaś z powodzeniem poszukać będzie można przy Reymonta w ciekawie wyglądającym starciu „Białej Gwiazdy” z drużyną wicemistrza Polski (Wisła Kraków – Jagiellonia Białystok, sobota 20:30). W obydwu obozach sytuacja z zupełnie różnych względów wydaje się być daleka od ideału – co jednocześnie nie przeszkadza zespołom w dość regularnym zbieraniu punktów, aktualnie dającym im kolejno siódme i czwarte miejsce w tabeli. Nikt nie zechce tu stracić dystansu do czołówki, a nagromadzenie na boisku klasowych zawodników z wiceliderem klasyfikacji strzelców Lopezem na czele powinno skończyć się co najmniej ciekawym widowiskiem, potencjalnie nawet najciekawszym w tej kolejce.

Z tak daleko idącymi sformułowaniami jednak w naszej lidze z oczywistych względów warto na tak wczesnym etapie jeszcze uważać. Nieprzewidywalność ekstraklasy może jeszcze wskazać nam najciekawsze widowisko pod zupełnie innym, niespodziewanym adresem. Za to jednak wszyscy ją sobie tak cenimy – czego kolejne dowody pojawiać się będą także i na naszej antenie. Relacje i analizy kolejnych serii spotkań najwyższej polskiej klasy rozgrywkowej już wkrótce powrócą na antenę UJOT FM.

Autor: Piotr Worobiej