Pani Zuzanno Wiewiórko: nie obrażam – rozważam…

Autor - 15 maja 2020

15 maja 2020 r. Zuzanna Wiewiórka została odznaczona brązowym medalem zasługi dla polskiego wymiaru sprawiedliwości za działalność pro-life. Na działalność tę składa się między innymi „wystalkowanie” w sieci nastolatki, która zgłosiła się na stronie internetowej z prośbą o pomoc w usunięciu niechcianej ciąży i nakłanianie jej do zmiany decyzji. W momencie, kiedy dziewczyna nie dała się przekonać, Zuzanna Wiewiórka odnalazła ojca nienarodzonego dziecka, a także rodziców nastolatki, którzy zamknęli swoją córkę w domu i zmusili ją do donoszenia niechcianej ciąży.

Z góry uprzedzić muszę (chociaż na wszelki wypadek uprzedzę też z dołu), że cały ten poniższy wywód to tylko zbiór myśli człowieka znudzonego kwarantanną, takie – ot, rozważania przy herbacie. Bo właśnie, gdy sączyłam sobie czarną herbatę, nawiedziła mnie taka myśl: zwykle w historii cierpiało się dla idei – a  tych, którzy cierpieli, okrzykiwało się bohaterami. Polacy odznaczani medalami, uznawani za bohaterów narodu, to ci Polacy, którzy cierpieli dla dobra ojczyzny. Bardzo często nagradzało się ich orderami już pośmiertnie. Bo oddali życie za wolność – wolność, która należy się każdemu człowiekowi, a która im została odebrana (przynajmniej tak uczyli mnie w szkole – jak ktoś się nie zgadza, to chętnie podpiszę referendum w sprawie zmiany programu). 

W połowie kubka herbaty zorientowałam się, że istnieje pewna prawidłowość. Są ludzie, którym odbiera się prawa i wolności. Z racji tego ludzie ci podejmują walkę w imię idei i cierpią. A później się tych ludzi za to nagradza. Może to trochę cyniczne, może nie na miejscu – no ale przyznacie chyba, że taka prawidłowość istnieje: męczennik w słusznej sprawie – a później bohater. Nie chcę być bluźniercza – po prostu szukam schematów i, żeby nie było, popieram nagradzanie ludzi, którzy poświęcają swoje życie w imię słusznej idei. 

Tym bardziej zastanawia mnie fakt, że w państwie, w którym żyję, nagradza się nie tych, których wolności są ograniczane i nie tych, którzy cierpią, ale właśnie tych, którzy tej wolności innych pozbawiają. No chyba przyznacie, że coś poszło tu nie tak! Jeżeli medalem „zasłużonej dla wymiaru sprawiedliwości” odznacza się osobę, która prześladuje innych – ingerując w ich prywatność i wolność, zmuszając do robienia rzeczy wbrew ich własnej woli, to mocno przeczy tej utartej w historii prawidłowości. To przypadek zaiste fascynujący. Warto porozważać nad nim szerzej (ale na razie nie zmieszczę, niestety, więcej herbaty).

W tym miejscu, dla własnego bezpieczeństwa (bo muszę przyznać, że trochę się boję), chcę ponownie zaznaczyć, że to wszystko tutaj to takie moje głupie myśli. Dużo osób mówi mi, że nie znam życia, bo jestem za młoda, że polityki też nie znam, i, że w ogóle to najlepiej, jakbym nie odzywała się wcale. Dlatego nie odzywam się, tylko myślę – myślenie chyba nie jest w tym państwie zabronione (jeszcze…)?

Tekst: Gabriela Gryc


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!