O wyborach prezydenckich

Autor - 25 marca 2020

Zanim jednak przejdę do głównego tematu, chciałem powiedzieć parę słów o tym, jak można w prosty i przyjemny sposób zwiększyć zawartość swojej pracy licencjackiej bądź magisterskiej, jednak podane niżej przykłady odnoszą się do wielu różnych gatunków literackich, takich jak opowiadanie, książka czy felieton. 

Sposób pierwszy, to wypełnienie, zwane w uczniowskim żargonie jako lanie wody. Staramy się pisać, używając jak największej ilości słów, nawet jeśli można zapisać coś krócej. Trzeba jednak uważać, by nie stworzyć „masła maślanego”, gdyż nie jest to zbyt mile widziane. Dobrze, gdy słowa są rozwlekłe i próbują brzmieć inteligentnie, tylko po to, by zapełnić pozostałe puste miejsca. Metoda prosta, skuteczna, jednak na dłuższą metę wysoce nieefektywna, bo kto z nas ma ochotę na czytanie całej strony tekstu, z której tak naprawdę nic nie wynika, nie ma myśli przewodniej ani morału, jest po prostu zapisaną kartką i nic więcej. 

Innym sposobem jest chwilowe, pozorne odejście od tematu, tylko po to, by na końcu przerywnika wrócić do głównej myśli ze zdwojoną siłą. Bardzo ładnie widać to w stand-upach, gdzie mamy kilka rodzajów żartów. Tak więc mamy tu żart główny, wokół którego układamy cały swój program i obudowujemy go w inne mniejsze żarty. Lekko podkoloryzowaną anegdotę, której puenta wpasowuje się w klimat głównego żartu. Oraz właśnie odskocznię od tematu, podaną w formię krótkiej improwizacji z widzem, czy zadanie pytania wydawałoby się od czapy, po to, by na samym jego końcu umieścić jakiś zwrot klucz, który przenosi nas z powrotem do naszej myśli głównej.

Nie można również zapomnieć o puszczeniu wodzy fantazji i rozpoczęciu bajkopisarstwa. Nie jest tu istotne to, czy piszemy prawdę albo czy to, co napiszemy, ma jakikolwiek sens, byle by zainteresowało czytelnika. Bardzo ciekawie robi to Jeremy Clarkson z „Już nie Top Gear”. Wydał on serię książek o swoich przemyśleniach, w których można się całkowicie zagubić, jeden z moich ulubionych fragmentów to ten, w którym opisuje swój powrót do zdrowia po swoim wypadku samochodowym. Opisuje tam próby stworzenia swojego zespołu rockowego i ich trasę koncertową. Oczywiście żadna z tych rzeczy nie miała miejsca, jednak przez fakt wymyślenia ciekawej sytuacji, nie przykładamy do tego wagi, a zamiast tego cieszymy się ciekawą bajką. 

Warto też od czasu do czasu wstawić jakiś cytat, dzięki temu nasza praca wydaje się bardziej profesjonalna, i widać, że poświęciliśmy na nią dużo czasu, dogłębnie badając temat. Jednak jak mówił Albert Einstein: „nie wierz we wszystko, co pisze w internecie”*. Dlatego też pamiętajcie, by dwa razy sprawdzić swoje źródło.

Kiedy jednak temat naszej pracy powoduje w nas odruch wymiotny, dodatkowo nie znamy się na nim za bardzo, wtedy przychodzi moment w którym musimy się zastanowić, czy nie lepiej byłoby pisać o czymś innym. Pamiętajmy jednak, by sensownie umotywować zmianę tematu, ponieważ ktoś kto coś nam zlecił, bądź po prostu nas czyta, może nie być zachwycony taką woltą tematyczną.

A wracając do zagadnienia tytułowego, to niestety zabrakło mi już miejsca, by coś o tym napisać. 

Tekst: Maciej Gałecki

* [przyp. red.] Zostawiam ten karygodny błąd gramatyczny niepoprawiony (mam nadzieję, że żaden czytelnik nie umrze z cringe’u), ponieważ jest to cytat i w zasadzie Einstein mógł tak powiedzieć, choć wydaje mi się, że chodziło mu o ,,…co zobaczysz w internecie”.


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!