Nie wiem jeszcze

Autor - 5 czerwca 2020

Przychodzi czasami taki dzień, jak ten. Jest to czwartek. W sumie to ważniejsze jest to, że nie jest to dzień, kiedy mam siłę być produktywnym. Z pewnością, Drogi Czytelniku, też Ci się to zdarza. Wstajesz rano, jesz śniadanie, obejrzysz przy tym serial i… nagle uświadamiasz sobie, że odczuwasz swego rodzaju pustkę. Masz przed sobą cały dzień. Wiesz, że powinieneś zrobić coś produktywnego. Co więcej, zapewne masz jakieś obowiązki, którymi trzeba się zająć. No i choćby skały się wypróżniały, nie da się. Mi się to przydarzyło dzisiaj.

Generalnie, nie lubię piątków. Możesz teraz pomyśleć, że coś jest ze mną nie tak. No ale tak. To jest dobry temat na inny tekst. Być może w niedalekiej przyszłości opowiem o tym coś więcej. W każdym razie… Spodziewałbym się, że taki dzień, kiedy nie jestem w stanie za nic się zabrać, przyjdzie do mnie właśnie w piątek. Tak, żeby mi dokopać. Bo czemu nie? Jednak ten dziwny stan przyszedł wcześniej. W ciągu dnia miałem konwersatoria, więc to też nie jest tak, że nic nie robiłem. Jednak po ich skończeniu przypomniałem sobie, że przecież mam do napisania felieton. I tu się zaczęły schodki. Bardzo lubię pisać, naprawdę. Tylko ten cholerny dzień, to najgorszy moment, by to zrobić. Wszystko, co mogłoby stać się felietonem traci… to coś. W czasie pisania tekstu nie czuję, że to jest coś dobrego. W ogóle nie wiem, czy to jest coś dobrego, ale skoro to czytasz, to pewnie dajesz mi szansę. Dzięki! Brakuje mi inspiracji, brakuje pomysłu.

Wydaje mi się, że chyba każdy opracował sobie coś w rodzaju „prywatnego rytuału”. Czyli jakiś zabieg, czynność, ogólnie COŚ, co pozwala w następnym kroku przejść do zrobienia zamierzonej rzeczy. Jest kilka takich metod. Sam mam więcej niż jedną. Chętnie się nimi z Tobą podzielę. 

Pierwsza rzecz, to nie jest coś niezwykłego. Otóż, zanim zacznę pisać, rysować, czytać, czy robić cokolwiek innego, lubię zrobić sobie kawę. Staram się nie pić jej za dużo, bo później zaczynam mieć problemy ze snem, trzęsącymi się rękami, latającą powieką i pojawiają się trudności w logicznym i sprawnym myśleniu. Być może część z tych objawów jest związana z alkoholem… Nie wiem. Zwykłą kawę, czasami zastępuję zbożową. To wystarczy. Tu nie chodzi nawet oto, że muszę pić tę jedną, superświetnie zaparzoną, przepyszną kawę. Chodzi o zachowanie pewnego nawyku. Organizm dostaje łyk kawy i tym samym pojawia się tryb „trzeba być produktywnym”. Niestety, czasami ten system zawodzi.

Druga rzecz, to zapewnienie sobie odpowiedniego miejsca do pisania. Jeśli masz swój pokój, w którym spędzasz czas, gdy np. grasz na kompie, oglądasz serial, film, YouTuba, czy cokolwiek innego, to nie jest to dobre miejsce. To jest miejsce, w którym zazwyczaj się relaksujesz. Spędzasz w nim wolny czas. Każda rzecz, która jest Twoim obowiązkiem będzie ustępowała wszystkim innym zachciankom. I stąd jest to „hmm, ciekawe co tam na fb”, albo „nie przejrzałem nowych memów”, itd. Jeśli masz możliwość, usiądź w innym miejscu. Najlepiej, żeby to było miejsce, które będzie od Ciebie wymagało odpowiedniego zachowania. Czasami fajnie jest wyjść do kawiarni, czy choćby do Maka. Będąc w miejscu publicznym, jesteś bardziej zobowiązany do tego, by siedzieć jak człowiek, a nie tak jak czasami ja to robię. Czyli… Siadam po turecku na krześle, które ni ch… nie jest do tego przystosowane. Przez to drętwieją nogi, a po dłuższym czasie nawet potrafią boleć jak po całodniowej wędrówce. Obecna sytuacja trochę nie pozwala na wyjście w miejsca publiczne. No ok… niby już można. No ale nadal nie będzie to zbyt komfortowe. To nic. Wystarczy czasami zmienić miejsce pisania we własnym domu. A najlepiej, na czas pracy ubrać się inaczej niż tak luźno. Będzie to mniej wygodne, ale za to mózg będzie przekonany, że skoro nie może się relaksować, to najwyraźniej musi pracować.

Trzecia rzecz dotyczy czegoś innego. Skoro już masz miejsce, żeby móc się skupić na pisaniu, to teraz trzeba mieć jakiś pomysł. Trochę spieprzyłem… Ostatni punkt powinien być pierwszym. No trudno. Tak też jest git. Wracając… Skąd czerpać inspirację? No generalnie, to można ze wszystkiego. Jednak, jeśli jest to taki piąt… czwartek jak mój, to nie będzie to takie proste. Możesz widzieć setki dobrych pomysłów, ale jak nadać im „kształt”? Bywa to trudne. Tutaj każdy musi sam odkryć, co wpływa na przypływ pomysłów. U mnie jest to prysznic. Są tacy, co pod prysznicem śpiewają, ja akurat myślę nad sensem istnienia. W tych rozmyślaniach przyszło mi już naprawdę dużo pomysłów na rysunek, czy tekst. Nie wiem, czy Tobie to pomoże. Inną metodą, którą czasami stosuję, to praca „na raty”. Polega to na tym, że wykonuję część swojego zadania, a potem np. włączam sobie rundę, albo dwie w Rocket League. Po zakończeniu meczu znowu zabieram się za pisanie fragmentu i robię kolejną przerwę. Czasami takie krótkie i częste przerwy w myśleniu pozwalają mojej kreatywności się obudzić.

Co Tobie pomoże, to musisz sprawdzić sam. Mam nadzieję, Drogi Czytelniku, że jakkolwiek Cię zainspirowałem, czy też podsunąłem pomysł, jak być bardziej produktywnym. Nie bój się próbować innych rzeczy. Są tacy, co „posiedzenie” w toalecie pomaga w wymyślaniu świetnych rzeczy. Innym jakiś pomysł się przyśni. A jeszcze inni potrzebują „napoju otwierającego umysł”. Wiem, że rozpoczęcie pisania bywa trudne. Czasami dobrze jest zacząć od czegoś niepozornego. U mnie sprawdza się pozostawienie właściwego tytułu na koniec. A na początku piszę coś w stylu „nie wiem jeszcze”, żebym widział, że praca jest zaczęta i żebym wszedł w tryb pracy.

Marcin Hubka


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!