Nie okradaj mnie, czyli o przywłaszczeniu kulturowym w popkulturze

Autor - 9 marca 2020

Drogi czytelniku bądź czytelniczko, wyobraź sobie, że posiadasz coś unikatowego i bezcennego. Nagle komuś z drugiego końca świata bardzo spodobał się ten przedmiot i bez najmniejszego wahania stworzył jego imitację, a teraz zbija na tym grube miliony. Niby okej, nie chcesz być pazerny, ale trochę przykro, że coś o niesamowitej wartości sentymentalnej stało się pozbawionym znaczenia gadżetem. Przykładowo: mamy zdjęcie babci z czasów jej młodości, jeżdżącej na bicyklu z koszem owoców na głowie. Jesteś z tego zdjęcia dumny, bo to w końcu członek rodziny, no i robi fenomenalne rzeczy. A firma odzieżowa z Buenos Aires znalazła tę fotografię i zrobiła z nim kolekcję ubrań. Nagle coś o niespotykanej wartości zostało obdarte ze swojej wyjątkowości, stając się jedynie portretem śmiesznej starszej pani. Okropne, prawda? Teraz możesz sobie wyobrazić jak czują się przedstawiciele kultur, którzy padli ofiarą zapożyczeń kulturowych z rąk przeważnie zachodnich koncernów.

Czym z definicji jest przywłaszczenie kulturowe? Pierwotnie opisywało przywłaszczenie przez kulturę większościową elementów kultury mniejszościowej. Dyskusja nad tym zjawiskiem została zapoczątkowana w Stanach Zjednoczonych i obejmowała głównie problem okradania rdzennych mieszkańców kontynentu z ich własności intelektualnej (strojów, zwyczajów, wartości) przy jednoczesnym ujmowaniu ich znaczenia. 

Jednak obecnie głośniej mówi się o zapożyczeniu w kontekście wykorzystania komercyjnego m.in. w modzie, niżeli pierwotnej koncepcji socjologicznej. Dlatego i ja skupię się na najgłośniejszych przypadkach bezmyślnego i profanacyjnego wykorzystania dziedzictwa kultur. 

Coldplay i ignorancja kultur azjatyckich

Można pomyśleć, że kulturowe profanacje w Princess of China w duecie z Rihanną są efektem bezmyślnego braku wyobraźni. Wszak wykorzystanie motywu hinduskiej bogini, Kali, scen walki Kung-fu i czegoś na wzór stroju gejszy nijak ma się do tytułu utworu. Sprowadzenie elementów paru różnych kultur do zobrazowania tej ,,azjatyckiej” jako jednej jest przejawem ignorancji, na którą zareagowało tysiące internautów i dziennikarzy z całego świata.

Można powiedzieć: nie pomyśleli, człowiek uczy się całe życie. Jednak w przypadku Coldplay’a nie ma mowy o wyciągania wniosków z błędów. Parę lat później zespół w duecie z kolejną divą, Beyoncé, wydał Hymn of the weekend. Internauci i tym razem zarzucili im, że sprowadzili kulturę Indii do ładnego, stereotypowego obrazka. Przypominano, że przecież Indie to ponad miliardowy kraj, walczący z mnóstwem problemów: m.in. z biedą, nierównościami społecznymi czy konfliktami religijnymi. Na Twitterze pojawiło się sporo komentarzy mówiących, że teledysk jest problematyczny, gdyż jest redukcyjny i wykorzystuje Indie — ziemię i kulturę, do której nie mają praw — jako tło dla kapitalistycznego zysku.

Koran u Chanel, Turban u Gucci

Skandale związane z wykorzystaniem kulturowym nie omijają nawet kultowych domów mody, w tym Chanel. W 1994 roku Karl Lagerfeld stworzył szokującą kolekcję, w której problemem okazały się zdobienia — były nimi bowiem wyhaftowane wersety z Koranu. Wzbudziło to oburzenie środowisk muzułmańskich. Duchowni z Dżakarty nawoływali do bojkotu marki, a samemu projektantowi zagrozili pozwem. Finalnie marka przyznała się do błędu, kolekcję zniszczono, a fotografów poproszono o niepublikowanie zdjęć. 

Innym takim przypadkiem okazał się Gucci. Na pokazie jego kolekcji na sezon jesień/zima 2018 wykorzystano tradycyjnie wiązanie turbanów Sikha. Sikhizm w Indiach spotyka się z problemem dyskryminacji, a wielu mężczyzn (kobiety raczej nie decydują się na noszenie tych nakryć głowy) zostaje dotkniętych przemocą z jego powodu. Tym bardziej frustrujący jest fakt, że tradycyjny turban z jednej strony jest wystarczającym powodem do agresji, a z drugiej zachodni dom mody nie widzi problemu w wykorzystaniu go jako modnego dodatku do swojej kolekcji. Wspólnoty Sikhijskie odebrały to jako akt braku szacunku dla ich kultury i religii. Gucci tymczasem nie wystosowało żadnego oświadczenia ani przeprosin. 

Dylematy i wątpliwości

W dyskusjach na temat przywłaszczenia kulturowego pojawia się głos, że nie można okraść kogoś z kultury. Można co najwyżej zaadaptować coś, co jest powierzchowne. Poniekąd się zgadzam, bo zwróćmy uwagę, że wykorzystywane są elementy ubioru, muzyka czy inne wytwory materialne. Nie są kradzione wartości, które niosą za sobą owe elementy. Jednak nazywanie czegoś “powierzchownym” jest względne. Nie można uznać, że jeśli dla Europejczyka sikhicki turban jest tylko modnym dodatkiem, to będzie również dla Sikhity. Nie można wymagać od przedstawicieli danej kultury, że będą podchodzić obojętnie do swoich artefaktów, tak jak robi to świat zachodni. Takie podejście nazywa się europocentryzmem i w obecnym sezonie jest zdecydowanie passé!

Tekst: Jakub Janas


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!