Niby dalej, a jednak momentami jakby trochę bliżej

Autor - 7 kwietnia 2020

Pojawia się wiele głosów, jakobyśmy w obecnej sytuacji w zatrważający sposób się od siebie oddalali. Pesymiści twierdzą, że brakuje nam międzyludzkich kontaktów, naturalności i prawdziwych emocji. A ja twierdzę, że, przynajmniej częściowo, można się z nimi nie zgodzić. Postaram się zatem udowodnić, że wcale tak bardzo się od siebie nie oddalamy. Wśród wszystkich negatywnych informacji, które nieustannie docierają do nas z zewnątrz, postaram się znaleźć kilka powodów, dla których ten czas może być wyjątkowy także na plus.

Po pierwsze: spotykamy się w internecie, a tam jesteśmy nawet bardziej naturalni niż w rzeczywistości. I wiem, że tęgie umysły całego świata łapią się za głowy, bo przecież taki kontakt, to nie kontakt. I pewnie mają rację, ale spójrzmy na to nieco inaczej. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji, żeby przyjść na wykład w piżamie, a teraz możemy robić to, kiedy tylko mamy na to ochotę i wcale nas to nie krępuje (mam nadzieję, że wykładowcy również korzystają z tej możliwości). Co więcej, siedzimy w swoich ulubionych fotelach (znacznie wygodniejszych niż krzesła na wydziale), popijając ulubioną kawę (za którą nie musieliśmy stać w kolejce do automatu) z ulubionego kubka (który nie jest kartonowy).  Podczas wykładów żartujemy na czacie Microsoft Teams, a kiedy wykładowca na chwilę odchodzi od komputera, uruchamiamy swoje mikrofony i wołamy jego kota (mieliście kiedykolwiek wcześniej okazję zobaczyć na żywo kota swojego wykładowcy?).

Zamknięci w czterech ścianach jesteśmy nastawieni na odkrywanie nowych rzeczy albo rozbudzanie na nowo tych już dawno zapomnianych pasji. Jestem skłonny zaryzykować tezę, że stajemy się dla siebie milsi, częściej doceniamy swoją obecność, nawet tą wirtualną. 

Ponadto, co chyba typowe dla trudnych czasów, jednoczymy się. Wykazujemy się zrozumieniem, nawet jeżeli ktoś na zapas wykupuje ogromne ilości podstawowych artykułów. Powstają oddolne sąsiedzkie inicjatywy, dbamy o starsze osoby wokół nas, ale także o swoich najbliższych. Doceniamy ratowników medycznych, organizujemy im własnoręcznie produkowane maseczki i próbujemy ułatwić im pracę.

Ale, co najważniejsze, rozumiemy, że najlepsze co możemy zrobić, to siedzieć w domu. I robimy to najlepiej, jak potrafimy.

I mimo, że tekst może wydawać się być naiwny, to w swoim założeniu właśnie taki miał być, bo chciałbym, żebyśmy, jak mawiał Ernest Hemingway, „byli bardziej pozytywni, niż negatywni”.

A przyjaciołom dziennikarzom życzę, żebyście wykorzystali ten czas na stworzenie czegoś fajnego, bo w XXI wieku research można zrobić nawet przez instagramowe DM’y. Tak tylko mówię.

Tekst: Michał Szyndler


Czytaj dalej

Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!