„Music is what we are” – pierwsza polska trasa koncertowa The Blind Suns

Autor - 24 kwietnia 2019

W poświąteczną niedzielę (28 kwietnia) Kraków odwiedzą muzyczni przedstawiciele francuskiego Angers. Zamykanie The Blind Suns w szufladce brzmień typowych dla tego państwa byłoby jednak sporym nadużyciem. Dlaczego? Na tydzień przed koncertem w Klubie Betel przedstawiciel audycji „W Innym Tonie” porozmawiał z wokalistką zespołu, Dorotą Kuszewską.

Część naszych czytelników i słuchaczy wciąż jeszcze mogła się nie zetknąć z Waszą twórczością. Gdybyście mieli możliwość przedstawienia się im, jak moglibyście siebie opisać?

The Blind Suns to polsko-francuski duet, lecz na scenie jest nas troje (dwie gitary, dwa wokale, perkusja i beaty). Gramy muzykę inspirowaną gitarowymi riffami w stylu Dicka Dale’a (króla surf-rocka) oraz gatunkami takimi jak dream pop czy shoegaze (The Raveonettes, Beach House), ale ze sporą dawką rock’n’rolla (The Cure, The Kills) – co widać i słychać, szczególnie na scenie.

Czyli w sporej części wpływy rodem z USA.

Tak jest. Mieszkamy w Angers, na zachodzie Francji, ale zdecydowanie fascynuje nas Kalifornia. Kiedy tylko mamy okazję, udajemy się w trasy lub road trip po Stanach, szukając nowych muzycznych inspiracji.

Czy coś jeszcze ugruntowuje Wasze amerykańskie sympatie?

To przede wszystkim efekt naszych muzycznych odkryć, doznań, fascynacji i spotkań przez ostatnie 5 lat z okładem. Zaczęliśmy obracać się w klimatach muzyki psychodelicznej dzięki współpracy Angers z tzw. światową stolicą live music – Austin w Teksasie. W 2014 roku tamtejszy znany festiwal muzyki psychodelicznej Levitation miał swoją francuską premierę w naszym mieście. To na pewno umocniło nasze inspiracje oraz motywacje – i dało wiele możliwości do rozwinięcia muzycznych pobudek.

Tradycja muzyczna Francji i Polski to dwa światy, które w Blind Suns w oczywisty sposób się stykają. Czujesz odmienność w pojmowaniu muzyki przez francuskich kolegów z zespołu?

Z Romain, naszym gitarzystą, znamy się od piętnastu lat. Zaczęliśmy ewoluować w muzyce razem, we Francji, totalnie od zera. Wszystko, czego nauczyliśmy się przez te wszystkie lata, bardzo się więc ze sobą łączy. Mamy te same gusta i to samo spojrzenie na showbusiness. Ostatnio widziałam gdzieś na social media zdanie „Music is not what we do, music is what we are” – na pierwszy rzut oka wygląda to powierzchownie, ale do mnie od razu przemówiło bardzo klarownie.

Żadnych, choćby najmniejszych różnic?

Jedyna odmienność w pojmowaniu muzyki – nie tylko z innymi osobami z zespołu, ale też niektórymi znajomymi muzykami – jest taka, ze niektórzy pojmują ją jako zawód, który mogą zmienić w każdym momencie, a inni jako coś, bez czego nie mogą inaczej żyć.

Inspirujecie się czasem brzmieniami ze swoich państw? Na ile da się trzymać kontakt z polską muzyką przy mieszkaniu w innym kraju?

Jest to trudne. Rzeczywiście staram się być na bieżąco z tym, co dzieje się w Polsce – czy to w sferach politycznych, czy tez artystycznych – ale niestety nie mam czasu, ani odpowiednich kontaktów, żeby zagłębić się w to, co dzieje się w polskiej muzyce alternatywnej, a taka mnie najbardziej interesuje.

Czasem jednak udaje się coś odnaleźć?

Dzięki naszym zagranicznym trasom oraz chodząc na koncerty we Francji odkryłam ostatnio kilka polskich zespołów. To między innymi The Dumplings i Coals, których mam nadzieję znowu zobaczyć na Spring Break’u w tym roku.

Właśnie, przed Wami również kwietniowy występ w Poznaniu. Jak odnajdujecie się w showcase’owej formule?

Dobrze. Mamy niemałe doświadczenie w tego typu wydarzeniach. Przez ostatnie lata graliśmy trzy razy z rzędu na największym amerykańskim showcase’owym festiwalu SXSW. To był sport, szczególnie podczas pierwszego razu. W zeszłym roku mieliśmy okazję zobaczyć, jak to wygląda na Zandari Fest w Korei Południowej oraz austriackim Waves Vienna. Jestem bardzo ciekawa, jak odnajdziemy się na Spring Break’u.

Podobnie jak występ w Krakowie, Wasza wizyta na Spring Break to element znacznie większej serii koncertów w Polsce. Miałaś już kiedyś okazję pokazać reszcie zespołu nasz kraj?

To będzie nie tylko nasz, ale i mój osobiście pierwszy raz. Opuściłam Polskę dosyć wcześnie i nie miałam zbyt wielu okazji, żeby po niej podróżować – nie wspominając już o graniu muzyki. Jesteśmy bardzo podekscytowani naszą pierwszą polską trasą!

Jakie czynniki miały wpływ na wybór miast przy polskiej trasie? Czy istnieją miasta bardziej sprzyjające kulturze, muzyce od innych?

Myślę, że de facto w każdym kraju duże miasta są bardziej atrakcyjne dla młodych, nieznanych zespołów pod względem promocji, spotkania szerszej publiczności i ewentualnie ludzi z branży. Tak samo jest w Polsce, jak i we Francji. To kwestia strategii. Często są to koncerty mało płatne, ale stanowią w pewien sposób inwestycję w przyszłość zespołu. Wiadomo też, że koncert np. w Paryżu czy w Warszawie lepiej wygląda na plakacie, niż w jakiejś małej i nieznanej miejscowości.

Macie zamiar częściej wracać do Polski?

To zależy, jak Polacy przyjmą naszą muzykę. Mam nadzieję, że będziemy wracać jak najczęściej.

Jak istotny jest Kraków na Waszej polskiej trasie?

Kraków jest mi bliski, bo mam tutaj część rodziny. Będą oni obecni po raz pierwszy na naszym koncercie, wiec jest to dla mnie osobiście bardzo specjalny występ.

Czy macie jakieś dodatkowe oczekiwania przed występem w naszym mieście?

Oczekujemy tego, czego zazwyczaj po naszych koncertach: zapadnięcia w pamięć obecnej publice, śledzenia naszych poczynań na social media oraz powrotu na inne nasze koncerty!

Jak ważnym punktem w karierze zespołu jest możliwość zagrania koncertu w kolejnym państwie?

To zależy od ambicji i oczekiwań, jakie ma dany zespół. W The Blind Suns granie koncertów poza granicami Francji było od zawsze naszym celem. Tak jak wspominałam – fascynują nas amerykańskie i zagraniczne brzmienia. Francja jest kojarzona przede wszystkim z chanson française czy też ze sceną electro. Rock’n’roll i klimaty muzyczne, które nas interesują, to bardziej środowisko alternatywne i DIY. Tutaj znamy je od podszewki, dlatego ważne jest dla nas poznanie tych środowisk w innych krajach. Poza tym świetnie czujemy się na trasie, a im więcej mamy okazji do podróży, tym lepiej.

Jak rozumiem, jest więc ich coraz więcej. Czy istnieją kraje, których jeszcze nie odwiedziliście, ale bylibyście tym bardzo zainteresowani?

W zeszłym roku mieliśmy okazję zagrać w Korei Południowej, Japonii, Tajwanie, Stanach i kilku krajach europejskich. Bardzo chcielibyśmy jednak mieć możliwość zagrania w przyszłości w Australii.

Czy w takich około koncertowych okolicznościach często rodzi się w Was nowa muzyka?

Zdarzyło nam się pisać kawałki spontanicznie na trasie. Tak powstał np. utwór „Texas Sky” z naszego ostatniego albumu. Generalnie jednak lepiej nam to wychodzi na spokojnie, w naszym domowym studio, usytuowanym w wiejskiej, francuskiej scenerii. Natomiast podróże jak najbardziej dostarczają nam inspiracji.

Jesteście wciąż jeszcze młodym zespołem – dopuszczacie do siebie możliwość zmiany stylistyki czy też wolicie utrzymywać swoje brzmienie?

Jesteśmy w trakcie nagrywania trzeciego albumu. Mogę tylko powiedzieć, że dzieje się. Oczywiście – mamy ochotę na dorzucenie innych brzmień i cały czas jesteśmy otwarci na nowe rzeczy. Szkoda byłoby nie eksperymentować. Musimy jednak pamiętać, żeby nie oddalić się za bardzo od globalnej estetyki zespołu.

Na koniec zastanówmy się więc, co byłoby takim najmocniejszym oddaleniem się. Czy istnieje gatunek, którego pod żadnym pozorem nie bylibyście w stanie zagrać?

Disco polo.

 

Rozmawiał Piotr Worobiej


Treraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!