Od jakiegoś czasu można zaobserwować bardzo ciekawe zjawisko. Ludzie zaczęli chodzić do sklepów i robić zakupy na ogromną skalę. Doszło do tego, że zaczyna brakować produktów, które raz na jakiś czas fajnie jest nabyć, a to żeby ręce umyć, a to żeby zjeść obiad. W głowie pojawiło mi się pytanie – CO TU SIĘ DZIEJE? Gdy wprowadzono niedziele niehandlowe, ludzie potrafili się ustawiać w kolejkach podobnej wielkości, co dzisiaj. Co ciekawe, te tłumy ustawiały się nawet do sklepów obuwniczych. No cóż… najwyraźniej każdy potrzebował czystych bucików do kościółka. Teraz mamy tylko kilka niedziel, w które będzie można zrobić zakupy. Może to jest powód masowego wykupowania jedzenia i środków czystości? Okazuje się, że nie.

Rozpanoszył się po całym świecie pewien wirus. Jak to każda nieznana zaraza, jest on dla ludzi niebezpieczny. No i co się stało? Media rozsiały straszną panikę. Doprowadziło to do tego, że ludzie zaczęli wierzyć w lecznicze właściwości makaronu, ryżu, cukru, itp. No bo z jakiego innego powodu kupuje się tyle jedzenia, gdy wirusa nawet nie było w pobliżu Polski? Teraz się to oczywiście nasiliło. Tak samo z mydłem. Nagle wszyscy sobie uświadomili coś, co przynajmniej mi powtarzało się od dziecka.

Należy myć ręce po powrocie do domu i przed posiłkiem, zasłaniać usta przy kichaniu, nie kaszleć w stronę innych, nie chodzić w brudnych ubraniach… Naprawdę? Dopiero, kiedy pojawiło się zagrożenie życia, ludzie zaczęli sobie przypominać coś, co jest tak oczywiste? Widząc w tramwaju człowieka, który… większość czasu spędza poza domem, odsuwamy się klnąc pod zatykanym usilnie nosem. Jednak widząc wolne miejsce, nie myślimy o tym, że dwa przystanki wcześniej mógł na tym siedzeniu być właśnie ten człowiek. Mało tego, być może urządził sobie tam półgodzinną drzemkę. I zaciekle będziemy bronić tego miejsca. Bo jest „nasze”. To my wygrywamy życie, a nie „stare baby”. Mógł tam być dosłownie każdy. I ten ktoś mógł mieć na rękach czy też ubraniach dosłownie wszystko. To nie jest powód, by myć ręce, ale wirus w Chinach owszem.

Nie chcę bagatelizować problemu, który faktycznie istnieje, ale ludzie zaczęli szkodzić sobie nawzajem. Wykupują produkty, które nie są im potrzebne w tak wielkich ilościach, a są osoby, którym przydałaby się choćby paczka makaronu. Nie na zapas. Na obiad. I co? Będziemy prowadzić igrzyska śmierci, bo ktoś uznał, że on potrzebuje 40 kilogramów cukru i 10 paczek ryżu? W Krakowie w Szpitalu Uniwersyteckim wstrzymano przyjmowanie ludzi, bo brakuje maseczek. Osobiście znam osoby, które wykupiły kilka paczek, bo „będzie epidemia”. Wtedy jeszcze nie było wirusa w Polsce. Nie był nawet blisko. Super, że powzięto działania zapobiegające rozprzestrzenianiu się zarazy. Szkoda tylko, że nie wszystkie były przemyślane. Dobrym przykładem był IEM. Wydarzenie w Katowicach Intel Extreme Masters, ważny event w świecie gamingu, odbył się bez udziału publiczności. Co z tego, skoro odwołano go w momencie, gdy widzowie zza granicy zdążyli przyjechać do Katowic, a jedynie nie wpuszczono ich do spodka?

Teraz to nawet nie chce mi się chodzić do sklepu. Nie dlatego, że wirus, tylko dlatego, że kolejki tworzone przez klientów wykupujących połowę asortymentu są zbyt długie, by marnować w nich czas. Wybrałem się ostatnio do jednego z marketów. Dowiedziałem się, że pewna medialna pani, będąca zagorzałą feministką, która uważa mężczyzn za osobny gatunek, będzie wypowiadać się w telewizji na temat dnia kobiet. Uznałem, że może znów polubię kabarety i postanowiłem kupić oprocentowany napój, by wprowadzić się w jeszcze lepszy humor podczas tego show. Wchodzę do sklepu, biorę co mam wziąć i idę do kasy. No i zaczyna się… Cierpliwym człowiekiem, niestety, nie jestem, więc podszedłem w stronę opcji samoobsługowej. Wziąłem głęboki wdech i kichnąłem w wypełniony po brzegi produktami wózek zakupowy jednego z klientów. Ludzie dookoła popatrzyli na mnie niepewnie, a pan przy wózku popchnął mnie i zaczął krzyczeć, że jestem nienormalny.

Popatrzyłem na niego przepraszająco i powiedziałem: „Proszę mi wybaczyć! Odkąd wróciłem z Włoch, ciągle kicham i kaszlę. Chyba mnie przewiało.” Wszyscy natychmiast się odsunęli. Zaczęli coś tam krzyczeć w moją stronę, że koronawirus, że świr jestem i coś tam jeszcze. Mogę być takim „koronaświrusem” ale przynajmniej sprawnie podszedłem do wolnej kasy, zapłaciłem za piwo i wróciłem do siebie.

Tekst: Marcin Hubka

Przyp. red.: Jako redakcja oczywiście nie polecamy tego rodzaju sposobów radzenia sobie z kolejkami. Jest to skrajnie nieodpowiedzialne i złośliwe. Apsik.


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!