Koronasmus – Erasmus w czasach pandemii

Autor - 2 lipca 2020

Przylecieli pełni tęsknoty za nieznanym. Kolejnym samolotem leciał za nimi pierwszy transport maseczek. 

O studiach w obcym kraju, czyli słodki i krótki „Erasmus experience”

Kraków, 80. dzień pandemii

Wyobraź sobie. Albo nie, nie wyobrażaj. Wczuj się. Nie! Nie ma takiej potrzeby! Przeczytaj, tylko czytaj. Przeniesiemy się na chwilę do Krakowa. Na chwilę albo na dłużej. Wyglądać to może mniej więcej tak: 

Przejdziemy się po Starym Mieście i będziemy narzekać na nisko przelatujące gołębie. Potem wejdziemy na Wawel, żeby podziwiać romantyczny zachód słońca nad Wisłą i z nostalgią powspominać przedpandemiczne (a jakże ulotne!) chwile szczęścia. Wreszcie zmęczeni kupimy „studenckiego” obwarzanka (przy Teatrze Bagatela są po 1,80zł!).

Zabrano nam kilka miesięcy studenckiego życia. Zgoda. Ale będzie kolejna okazja, kolejna szansa, kolejny krakowski upojny wieczór. Ale nie wszyscy możemy „przeżyć to jeszcze raz”. Oto kilka scenariuszy z dystansem i maseczką w komplecie.

Düsseldorf, 23.06.2020; 

Telefonicznie 

Co robię? Za godzinę piszę egzamin. Nie wiem, czy wiesz, ale przedłużyli nam rok akademicki i sesję mam do końca lipca. Źle? Nie, jestem all happy. Myślami siedzę już w domu, który wynajmiemy z przyjaciółmi na weekend. Nie mogę się doczekać. Od lipca siłownia, a potem wracam do grania. Żałuję, że nie wróciłem już w marcu. Stracony czas…

Nie ma co mówić. Ale tak brakowało mi sportu. Uwielbiam piłkę, nawet udało mi się obejrzeć jeden mecz podczas derbów Krakowa. Byłem na kilku imprezach integracyjnych. Poznałem ludzi z Turcji, Austrii, Chorwacji, Włoch. Totalny luz. Miałem się zrelaksować po pisaniu pracy licencjackiej, miało być lato, imprezy… Od początku? Z trudem, ale niech ci będzie.

Więc tak, przyjeżdżam w połowie lutego na letni semestr Erasmusa. Mam studiować fizykę medyczną, prawie to samo, czego uczę się w Niemczech. Zapisuję się też na kurs języka polskiego. Moi rodzice są Polakami, ale nie znam dobrze tego języka, same podstawy. Mam wielką nadzieję się go nauczyć. 

Poznaję masę ludzi. Kraków jest cudowny. Uczestniczę w imprezach tematycznych, spotkaniach językowych (tandemach), poznaję okolice (fabryka Schindlera, Kazimierz, Stary Rynek). Wiadomo, jest trochę problemów, bo koordynatorzy Erasmusa nie odpisują na moje maila, wszędzie muszę chodzić dwa razy, ale przymykam na to oko.

Dalej. Wirus, światowa pandemia. Myślę, że on się mną pobawił. Wszystkie gorsze zaostrzenia polskiego rządu przeżyłem zamknięty w pokoju wynajmowanego mieszkania. Dobrze, że mój włoski współlokator okazał się dobrym kumplem. Ale to nie dla mnie, spędziłem 3 miesiące ucząc się i grając w Call of Duty. Ze strony uniwersytetu też nie odczułem wsparcia. Nikt nie wiedział, czy mogę dokończyć studia w Niemczech, czy muszę pisać egzaminy w Polsce. Czuję się wykończony. Szok, frustracja i nuda –  trzy emocje, które najsilniej towarzyszyły mi przez ostatni czas.

A Erasmus? Ogólnie myślę, że wymiana służy do tego, aby zawiązać znajomości i potem być w kontakcie. Może przynajmniej to mi się uda. Niemcy nie są tak daleko, może jeszcze w wakacje wrócę, żeby odwiedzić  Trójmiasto i Wrocław.

Chorwacja, 27.06.2020;

Wspomnienie z Krakowa

Właśnie jestem nad brzegiem morza. Myślę o tych 3 pierwszych tygodniach. To miało być moje „lifetime experience”. Jasne, wiedziałam, że będzie trudno. Ale przygotowywałam się na to, czułam, że warto. Nowi ludzie, nowe miasto, zupełnie inny plan studiów. Studiuję język angielski i pedagogikę.  Przed wyjazdem rodzina wspominała, żebym często myła ręce i była uważna podczas podróży po Polsce. Ach tak… podróże. Chciałam odwiedzić większe miasta w Polsce i kraje sąsiadujące.

Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło. Zaraz po pierwszym tygodniu wykładowcy zaczęli wysyłać nam e-maile z ostrzeżeniami, że można się zarazić. Widać było, że robi się coraz poważniej, ale my [ludzie z Erasmusa] wciąż byliśmy bardzo zrelaksowani. Kiedy zaczęto wprowadzać restrykcje, zaczęłam się naprawdę bać.

Wróciłam do Chorwacji po tygodniu od ogłoszenia stanu pandemii w Polsce. Dla mnie i mojej rodziny najważniejsze było to, żebyśmy byli wszyscy razem. Istniały obawy, że po powrocie kogoś zarażę, ale bardziej liczyło się moje bezpieczeństwo. Nie wiedzieliśmy, ile potrwa pandemia. W końcu i tak przechodziłam 2 tygodnie kwarantanny po powrocie. Czytałam książki, ćwiczyłam, uczyłam się. Nie było aż tak źle. Przed powrotem miałam jakąś paranoję. Cały czas bałam się, że zarazi się ktoś z mojej rodziny. W miarę upływu czasu, ta panika mijała. 

Zapytana o swojego Erasmusa, zawsze odpowiadam, że był krótki i słodki. Mamy takie wyrażenie po chorwacku: „kratka i slatka”. Niestety, to mój ostatni rok studiów i nie będę miała już okazji pojechać na długoterminowego Erasmusa. Mam jednak zamiar uczestniczyć w krótszych projektach. 

Kraków, 22.06.2020;

Sprawozdanie z pandemii 

Nie żałuję tego, że zostałem. Ocena całego programu Erasmus jest trudna, myślę, że po prostu „miałem zły timing”. Jednak, nie powstrzymuje mnie to przed tym, żeby sądzić, że taka wymiana, poznawanie ludzi i kultur, to coś, co czyni życie wartym przeżycia! Planuję zostać w Krakowie do czasu wygaśnięcia mojej wizy. Chce spędzić każdy możliwy dzień w Europie, ponieważ to okazja, którą otrzymałem za wyniki w nauce, i na którą zasłużyłem. 

Jak to wyglądało? W połowie lutego przylatuję ze Stambułu do Krakowa, aby rozpocząć semestr letni Erasmusa. Towarzyszy mi czworo przyjaciół. Mam wizę na pół roku, czyli na cały czas trwania programu. Podekscytowany zaczynam fakultet z inżynierii mechanicznej na Politechnice Krakowskiej. Nie mogę doczekać się nowych ludzi i europejskiej kultury, próbowania potraw i zmiany perspektywy. Szczerze, czuję, że czas spędzony w Krakowie będzie wypełniony poznawaniem ludzi, zabawą i przygodami. Mam zamiar podróżować po Polsce i Europie. 

Pierwsze dwa tygodnie są niesamowite, biorę udział w tzw. orientation weeku i imprezach integracyjnych. Wszystko układa się dobrze.

Dochodzą mnie pierwsze przesłanki o wirusie. Razem z przyjaciółmi stwierdzamy, że nie wpłynie on na naszego Erasmusa. Nie zawracamy sobie tym głowy. 

Z dnia na dzień, robi się coraz poważniej. Rodziny martwią się o moim znajomych i przekonują, żeby jak najszybciej wracali do domu. Mój współlokator z akademika wraca, przyjaciel, który ze mną przyjechał, wylatuje z powrotem do Turcji. 

W końcu zostaję sam w pokoju. „Zostań lub wróć, to twoja decyzja” – tłumaczą mi rodzice. Postanawiam zostać z nadzieją, że będzie tak, jak na początku.

Przez kolejne 3 miesiące prawie wariuję. Dla towarzyskiej osoby odcięcie od ludzi to koszmar. Oglądam miliony filmów i seriali, uczestniczę w zajęciach online. Jestem praktycznie zamknięty w akademiku i cały czas siedzę przed komputerem. Czasami chodzę na krótkie spacery, żeby się przewietrzyć. 

Z czasem poznaję inne osoby z akademika. Spotykamy się, śmiejemy, rozmawiamy. Otwierają Rynek Główny, pierwsze bary i restauracje. Czuję się coraz lepiej.

Własna poważna uwaga: Jeśli potraktujemy maseczkę jak symbol więzów, odebranej wolności, czy jednostkowego nieszczęścia, powyższy tekst nie ma sensu. Liczy się wpływ, jaki program wymiany wywiera na ludzi w ogóle.

Autor: Martyna Rejczak


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!