Jeden chromosom nadbagażu

Autor - 19 marca 2020

Bezrobotny, bezdzietny artysta po rozwodzie, o niepospolitym spojrzeniu na świat i ludzi, żądny przygód, odważny i niemający zbyt wiele do stracenia. Dla telewizji to wyjątkowo łakomy kąsek.

Kilka lat temu Przemysław Kossakowski, wtedy jeszcze nikomu nieznany, przyjął propozycję od znajomej, ówczesnej szefowej TTV. Odwiedził lśniącą siedzibę jej telewizji i został przywitany słowami: „To Przemek, nasz człowiek ze wsi”. Jak się potem wszyscy mieli przekonać, niezwykły człowiek. Zasugerował stworzenie programu o ludziach, którzy leczą naturalnymi metodami, o szeptunach, energoterapeutach, szamanach, czyli o zjawisku szeroko pojętej medycyny niekonwencjonalnej. Kupili to. Tak samo jak jego następne pomysły.  Dziś, po pięciu różnych cyklach programów podróżniczych Kossakowskiego, Przemek zdecydował się na pierwszą taką realizację w Polsce, a drugą na świecie. Down The Road. Zespół w trasie ruszył 23 lutego o 22:05 i rozpoczął nową erę dla wielu odbiorców polskiej telewizji.

Zespół w trasie to program o sześciu dorosłych osobach z zespołem Downa, które wraz z Przemkiem Kossakowskim przemierzają sześć krajów Europy. Podróże są jednym z najlepszym sposobów na poznanie siebie i drugiego człowieka. Nie bez powodu więc poznajemy naszych bohaterów podczas wyprawy i związanych z nią przygód. Różnorodność wszystkich programów podróżniczych wyznacza przede wszystkim osobowość prowadzących i ich kąt widzenia. Jednak w przypadku Zespołu w trasie jest odrobinę inaczej. Sam Przemek uważa, że mianowanie go prowadzącym programu jest zabawne. „Ja nic nie prowadzę. To ja jestem prowadzony. Od pierwszego dnia, od momentu, w którym spotkaliśmy się, poznaliśmy i ruszyliśmy we wspólną podróż wiedziałem, że jedynym sposobem aby miało to jakikolwiek sens, jest natychmiast zapomnieć wszystko, co wiem o tworzeniu programów telewizyjnych. Oraz o tym, że cokolwiek wiem o świecie”. 

Do mojej najbliższej rodziny należy 24-letni Tomasz, który urodził się z trisomią 21 (bardziej profesjonalna nazwa zespołu Downa). Odkąd przyszedł na świat jest unikatową częścią codziennego życia naszej rodziny. Jednak do traktowania go jak normalnego człowieka musiałam dojrzeć. Jako dziecko czułam to, co teraz może czuć większość ludzi, nie mających żadnych bliższych relacji z osobami z zespołem. Często zachowujemy wobec nich zdrowy dystans. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć ich reakcji, nie wiemy, jak tak naprawdę można z nimi rozmawiać. Czujemy nie tyle lęk, co obawę. Wolimy nie nawiązywać z nimi kontaktu, jeżeli nie musimy. Podświadomie, niestety, nie traktujemy ich jak ludzi, tylko jak inny gatunek. Co jest ogromnym błędem. Down the road. Zespół w trasie pokazuje nam dlaczego.

Każdy z sześciu bohaterów – Dominika, Agnieszka, Ola, Krzysztof, Grzegorz oraz Michał, ma swoją wyjątkową i oryginalną osobowość, marzenia, plany, obawy, żale, oczekiwania i sposób na życie. Dokładnie tak, jak każdy z nas. Ze swoim wrodzonym entuzjazmem, wrażliwością, ciekawością, naiwnością i często upartością przemierzają kolejne granice europejskich krajów udowadniając, że na przekór stereotypowym opiniom, żadna granica (nie tylko fizyczna) nie jest im straszna. I co najważniejsze, do ich pokonywania mają takie same aspiracje i możliwości jak my. Program obala wiele mitów. Przede wszystkim ten, że osoby z zespołem Downa nie mogą pracować, uczyć się czy założyć rodzinę, potrzebują stałej opieki, nie rozumieją świata i zasad, które nim rządzą. 

W programie nie brakuje wzruszeń. Towarzysze Przemka często poruszają kwestie ograniczeń społecznych, z jakimi muszą mierzyć się w codziennym życiu. Niektórzy z nich czują, że są inni, tylko i wyłącznie z powodu „innego” traktowania ich przez społeczeństwo. Zazdroszczą „normalności” swoim bliskim. Złoszczą się na swoje cielesne wady spowodowane trisomią. Niełatwo jest się im pogodzić ze swoją wyjątkowością, która ich zdaniem jest chorobą. Patrzą na nasz świat przez niewidzialną dla nas ścianę. A szczytem ich marzeń jest nasza prozaiczna codzienność – praca, nauka, własna rodzina, dom. Przemek przyznał, że uderzyła go ich niezwykła świadomość tego, kim są i kim chcieliby być. A naprawdę nie brakuje im do tego możliwości. Przeszkodą są jedynie nasze granice, które my sami im tworzymy. 

Przemek spełnił (i spełnia) swoje zadanie doskonale. Choć przez całe życie mam kontakt z zespołem Downa, a Tomasz jest uczuciowym spoiwem całej naszej rodziny, myślę, że nikt z nas nie zrobiłby tego lepiej. Jako człowiek, który wcześniej nie miał żadnych bliższych relacji z osobą z zespołem, jego postawa wobec swoich podopiecznych jest zaskakująca i godna ogromnego podziwu. Wykazuje się niezwykłą wyrozumiałością, tolerancją, otwartością i przede wszystkim cierpliwością. Umożliwia im okazywanie ich naturalnych emocji w każdej, odpowiedniej dla nich chwili. Dzięki temu mamy okazję zobaczyć, jak czystymi, bezwarunkowymi i bezinteresownymi uczuciami osoby z zespołem Downa darzą drugiego człowieka, również obcego. Szczerzy i prawdziwi, pełni empatii, wrażliwości i chęci pomocy, w dużo większym stopniu niż my, śmiało kroczą przed siebie, nieświadomie wprowadzając w życie innych ludzi uśmiech i życzliwość. „Gdybyśmy my eksponowali takie cechy w codziennym życiu, ten świat byłby po prostu lepszy” – mówi Przemek. A gdyby każdy znany podróżnik brał przykład z ludzi takich jak on, może urzeczywistniłby się cud, na którego wszyscy czekamy i człowiek dla człowieka będzie człowiekiem. 

Tekst: Izabela Kulig


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!