Jak odnaleźć się na koncercie zespołów grających „cięższe” brzmienia?

Autor - 7 maja 2020

słownik pojęć podstawowych

Nie wahałabym się użyć stwierdzenia, że większość ludzi lubi muzykę, słucha jej i czuje się z nią w jakiś sposób związana. Jednym z efektów powszechnego zainteresowania tego typu twórczością artystyczną jest często tłumne, choć nie zawsze, uczestnictwo w koncertach. Zazwyczaj człowiek pojawia się na takowym wydarzeniu w stanie większej (bądź mniejszej) świadomości mających wystąpić na danej scenie artystów. Wiadomo wówczas czego się spodziewać, jakie aktywności są przyjmowane z entuzjazmem, a których najlepiej unikać za wszelką cenę.

Czasem bywa jednak w życiu tak, że będąc wielbicielem klubowych podskoków czy stałym bywalcem filharmonijnych budynków, trafia się na koncert ciężko-brzmiących kapel po raz pierwszy. Niestety, zamiast cieszyć się z faktu postawienia pierwszego kroku w świecie jazgocząco-miażdżących dźwięków, jedyne co się czuje, to zagubienie. Może nawet bardziej przytłoczenie ilością możliwych zachowań, które mimo iż wydają się do siebie zbliżone, znacząco się od siebie różnią. Przede wszystkim nazwą. Jeżeli nawet po przeczytaniu tego tekstu, podejmującego próbę przedstawienia w sposób przystępny działalności koncertowych, będziesz się czuł/a zdezorientowany/a, nie martw się. Niekiedy nawet najbardziej metalowi metale czy też najbardziej punkowe punki nie posiadają tejże eksperckiej wiedzy i mogą nieumyślnie dokonać jakiegoś faux pas podczas występu ulubionego artysty. 

Bez względu jednak na Twój stopień zaawansowania w nomenklaturze koncertowych poczynań, zachęcam do zagłębienia się w poniższe starannie wyselekcjonowane pojęcia. Zaznaczam iż jedne aktywności są mniej (bardziej) brutalne od drugich, ale nie warto się tym przejmować, wszystko tak naprawdę wychodzi w praktyce. Opłaca się jedynie wiedzieć, jeśli nie ma się zbyt mocnych nerwów, kiedy w porę usunąć się z tworzącej się na środku pustej przestrzeni. Postaram się zaznaczyć takie informacje wprost, chociaż nie obiecuję. Czasem trzeba wnioskować z kontekstu. 

POGO* + crowd surfing, młynek, kocioł, circle pit, ściana śmierci

Jest to określenie najbardziej podstawowe, a tym samym najpowszechniej znane, najczęściej też praktykowane, bowiem coraz częściej można się na nie natknąć podczas muzycznych występów kapel i artystów niezwiązanych bezpośrednio ze sceną punkowo-metalową, a posiadających w swoim repertuarze „cięższe” utwory (Nie ma jednak reguły. Nikt nie spodziewał się pogo na Majce Jeżowskiej, a jednak). Ten chaotyczny grupowy taniec, polegający na obijaniu się od innych i przepychaniu, stosunkowo łatwo rozpoznać. Gdyby przenieść pogujących koncertowiczów z klubu czy hali na ulicę i wyciszyć muzykę, aktywność tego typu mogłaby zostać uznana za klasyczną bijatykę, chociaż znacznie w swoim rozrachunku bezpieczniejszą. Ci, którzy jeszcze nie doświadczyli, nie lękajcie się, da się przeżyć. Można co prawda nabawić się siniaków, otarć, stłuczeń, a nawet złamań (mnie zdarzyło się stracić okulary), jednak tego nagłego przypływu energii mieszającego się z adrenaliną nic nie zastąpi.

Żeby jednak nie było tak łatwo i przyjemnie, pogo może przybrać postać konkretnych figur, czy ściślej, elementów ruchowych. 

Wyróżnia się przede wszystkim crowd sufring (falę), pozwalającą na doświadczenie oszukanego uczucia lewitacji. Wybraną losowo przez tłum osobę najczęściej w stronę sceny (ze sceny też można, chociaż bywa to trudniejsze, gdyż najpierw trzeba jakoś na nią wtargnąć, co nie bywa mile widziane) niosą ręce publiki. Zdarza się, że ową aktywność praktykują sami artyści. Wówczas rzucają się oni ze sceny, w bardziej ekstremalnej formie z podestu czy rusztowania, w przeczuwającą to mniej lub bardziej publiczność. Mówi się wówczas o stage divingu (dosł. nurkowanie ze sceny). Ta praktyka uznawana jest za potencjalnie niebezpieczną, dlatego też organizatorzy zaczęli zabraniać jej wykonywania, co podkreślają w swoich długich regulaminach. 

Miłośnicy berka będą się dobrze bawić podczas circle pit – gonienia się w kółko.

Z kolei jeśli ktoś lubi trzymać się z innymi za ręce, to śmiało polecić można młynek. To wdzięczna nazwa na kręcenie się coraz to szybciej w kółko, przytrzymując skrzyżowane z własnymi rękami ręce drugiej osoby. Upadek bardzo prawdopodobny, ale to nieodłączny element co najmniej połowy wskazanych tutaj aktywności. 

Dla zainteresowanych integracją z większą liczbą koncertowiczów idealną propozycją będzie kocioł. Grupa chętnych chwyta się za ramiona i zakreśla okrąg. Podskakuje, kręci się, skacze. Warto się dostosować do większości, indywidualiści mogą łatwo wypaść z tej praktyki. Synchronizacja ogranicza ryzyko spotkania z podłogą. Dodatkowo wskazane jest śpiewanie, czy może bardziej pokrzykiwanie. Można fałszować, nikt się nie obrazi, aczkolwiek ktoś na pewno się skrzywi. 

Najbardziej efektowna i najłatwiejsza do przewidzenia jawi się ściana śmierci. Kiedy tłum rozstępuje się niczym wody Morza Czerwonego za czasów Mojżesza, oczekuje się na muzyczny punkt kulminacyjny, żeby na znak zacząć nacierać na grupę naprzeciwka.  

MOSH 

Zdarza się, że rozpoczyna się tuż po zakończonym natarciu podczas realizacji ściany śmierci. Najprościej mówiąc jest to bardziej agresywna odmiana pogo, charakteryzująca się energicznym, często agresywnym wymachiwaniem kończyn. Można całym ciałem rzucać się na innych ludzi. Nie warto jednak angażować dolnych partii, nikt nie chciałby oberwać glanem w twarz, nie, nie. Stąd jedyna reguła: „no karate in the pit”. Ten typ zachowania tanecznego spotyka się najczęściej na koncertach zespołów hardcore’owych, heavymetalowych czy punkowych. Jako, że to jedna z brutalniejszych praktyk, mosh zasłużył sobie na swój pit. Mosh pit –  samoistnie wydzielająca się przestrzeń pod sceną, w której można się ponap… po napawać pięknem artystycznego uwalniania energii.

Odmianą tejże praktyki jest wywodzący się z Ameryki* hardcore dancing. Wyróżnia się większa kontrolą, gdyż ta odmiana taneczna posiada swoje powszechnie znane i praktykowane schematy. Przyjrzyjmy się im.

  • 2-Step – postępowanie z nogi na nogę (kroczenie w miejscu niczym pingwiny!), zazwyczaj w rytm werblowy, równy i szybki;
  • Windmill (młyn, wiatrak).

Wydawałoby się, że już o tym było, przy okazji elementów pogo, ale nic bardziej mylnego!

Windmill to figura, w której macha się rękami zaciśniętymi w pięści, w sposób podobny do ruchu skrzydeł wiatraka. Można to robić w dowolnej formie byle mieścić się w płaszczyźnie pionowej. Akceptowana jest także opcja imitacji utraty równowagi. Powszechnie uznaje się tę aktywność za nieskomplikowaną, dlatego też bywa ona obiektem drwin. No cóż, zdarza się. 

  • Floorpunching – dosłownie: uderzanie w podłogę; wymachiwanie rękami w stronę ziemi, wykonując coś na kształt pamiętnych skłonów z zajęć wychowania fizycznego, co przypomina też, niektórym, zbieranie drobnych; do tego schylania można dołączyć dla urozmaicenia 2-Step;
  • Hate Moshing aka Crowd Killing – ogół ruchów, które wiążą się z kontaktem z postronnymi, a nastawionych na zmotywowanie nieśmiałych i wycofanych do zrobienia miejsca królowym i królom parkietu.

Muszę wspomnieć, iż powyższy typ tańca, wraz ze swoimi figurami nierzadko pada ofiarą krytyki ze strony niecore’owców, więc zalecam, zanim zacznie się wykorzystywać w życiu koncertowym którekolwiek z działań przynależących do grupy hardcore dancingu, zalecam jedno: know your audience.

Na sam koniec pozostawiłam najmniej ekstremalną, najbardziej przyjazną i bezpieczną, a przynajmniej tak by się wydawało, formę aktywności w trakcie trwania takiego głównie metalowego wydarzenia.  

HEADBANGING 

To nic innego jak energiczne machanie głową w rytm muzyki (koniecznie!). Wyróżnia się trzy rodzaje tego rodzaju działania:

  • Up-down – rytmiczne odrzucanie włosów z góry na dół; 
  • Circular swing – równomierne kręcenie głową, powodujące poruszanie się włosów po okręgu, 
  • Side to side – rytmiczne odrzucanie włosów z prawej strony na lewą, z lewej na prawą.

Niestety headbanging w swojej nomenklaturze trochę dyskryminuje ludzi o krótkich włosach, a także tych, co nie posiadają ich wcale, jednak nie warto się zrażać. Liczą się chęci. 

Czasem może i lepiej, żeby się w to głowowe machanie nie angażować, gdyż wiele badań oraz artykułów potwierdza, iż nadmiernie intensywne przejęcie się tą praktyką może prowadzić do bólu głowy, zawrotów, uczucia zamroczenia czy urazów szyi, a nawet wstrząśnienia mózgu. Uważajcie na siebie przy słuchaniu wymagających utworów, szczególnie tych powyżej 130bpm*!

Tyle chciałam przekazać. Wybrałam i omówiłam część zagadnień związanych z koncertowymi aktywnościami obecnymi podczas występów artystów reprezentujących sceny ciężkich brzmień. Nie było to może tak skomplikowane jak zapowiadałam, że będzie, ale też w samych tych zachowaniach zupełnie nie o to chodzi. 

Dystans i dobra zabawa!

Peace. 

Pytanie do zdjęcia: mosh czy pogo? 😊

Tekst: Julia Mikzińska

* Usiłując trzymać się niepodważalnych faktów, a także żeby uniknąć zarzutów niewiedzy, chciałabym zaznaczyć, że jestem świadoma, iż pogo wywodzi się z subkultury punkowej, skąd przeniesione zostało do innych subkultur i odpowiadających im gatunków muzycznych.

Hardcore dancing wywodzi się z amerykańskiej sceny hardcore, głównie z New Jersey, NY, Bostonu czy Florydy.

* https://www.medicinenet.com/script/main/art.asp?articlekey=95114


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!