Harry Potter i magiczny e-learning

Autor - 24 marca 2020

Nauczanie zdalne trwa. W grafiku wiele nowych obowiązków, a poczta zapchana jest po brzegi mailami od wykładowców. Pasuje się do tego jakoś zabrać, ale jak zawsze w takich sytuacjach, człowiek przypomina sobie o masie nieistotnych rzeczy i spraw, by, chociaż na chwile znaleźć sobie inne zajęcie niż obowiązkowa nauka. Sposobów na wypełnienie czasu podczas przymusowych ferii jest wiele. Poradniki stworzone przez moich redakcyjnych kolegów wypełnione są mnóstwem pomysłów na to, co robić, by przetrwać czas kwarantanny. Byłam miło zaskoczona, gdy w jednym z artykułów przeczytałam o propozycji przystąpienia do Wirtualnego Hogwartu. Dlaczego? Bo mam już to za sobą.  

Potteromania

Większość mojego dzieciństwa kręciła się wokół Harrego Pottera. Były książki, były filmy, pluszowa sowa i różdżka. Jeśli myślicie, że była to zwykła różowa zabawka z zestawu dla małych księżniczek, to bardzo się mylicie. Różdżka, którą dostałam w prezencie, była kopią tej, której używał sam Harry Potter. Punktem kulminacyjnym był mój wakacyjny wyjazd do Anglii, gdzie zwiedzałam zamek, w którym kręcono niektóre sceny do ekranizacji powieści o młodym czarodzieju. Mogłam tam też zobaczyć prawdziwą Czarę Ognia. Moja obsesja na punkcie Harrego Pottera rosła w siłę, dlatego jak przystało na prawdziwego fana, postanowiłam zapisać się do Wirtualnego Hogwartu. To naprawdę nie jest żart.
Ciekawi Was, jak to wyglądało? Czytajcie dalej!

Uniwersytet Magii i Czarodziejstwa

Użyjmy zmieniacza czasu i cofnijmy się na moment dwanaście lat wstecz. By zostać uczniem Hogwartu, nie musiało się czekać na list. Wirtualnych Szkół Magii w Internecie było wtedy mnóstwo. Wystarczyło znaleźć odpowiednią stronę i poczekać na zaakceptowanie zgłoszenia, w którym trzeba było odpowiedzieć na parę pytań, wymyślić sobie nick i zaznaczyć, do którego domu chciałoby się należeć. Istniały nawet specjalne TOP listy, gdzie można było sprawdzić, które miejsce w rankingu zajmuje wybrana przez nas szkoła magii. Strony internetowe tych wirtualnych uniwersytetów były naprawdę świetnie wykonane (patrząc okiem 10-latki). Można było założyć skrytkę w Banku Gringotta lub udać się na Ulicę Pokątną, by kupić tam książki, różdżkę lub zwierzątko. Lekcje odbywały się na specjalnym czacie IceQ, głównie w godzinach popołudniowych. Na moim laptopie do tej pory istnieje jeszcze folder z logami z zajęć, na które uczęszczałam. Zapisujesz się do Szkoły Magii i co dalej? Czeka Cię oficjalne rozpoczęcie roku. Oczywiście wszystko dzieje się na czacie. Na samym początku przemowa Dyrektora, później występ chóru, a na końcu to, na co wszyscy czekają, czyli podział na domy przez Tiarę Przydziału. Potem jest już z górki. Chodzisz sobie na lekcje, przyswajasz magiczną wiedzę, wykonujesz różne zadania, zdobywasz oceny i wreszcie możesz poczuć się jak Harry Potter. 

Moja kariera w Wirtualnym Hogwarcie

Od samego początku mierzyłam wysoko. Stwierdziłam, że nie ma najmniejszego sensu, by tracić czas na bycie uczniem w Szkole Magii, jeśli można w niej wykładać. Status ucznia posiadałam przez dwa tygodnie, a później dokonałam jednego wielkiego magicznego oszustwa. Złożyłam podanie na posadę nauczyciela Historii Magii, zamieszczając tam fałszywą informację o ukończeniu przeze mnie, jako ucznia, takowego Uniwersytetu, co było głównym wymogiem do pozytywnego rozpatrzenia zgłoszenia. Zgodnie z planem, zostałam przyjęta i tym samym rozpoczęłam moją pedagogiczną karierę. Byłam bardzo surowym i wymagającym nauczycielem. Zamiast uczyć się na własne kartkówki, sprawdzałam jakieś magiczne testy innych równie pokręconych jak ja fanów Harrego Pottera. Skutecznie wspinałam się dalej po szczeblach kariery. Historia Magii nie była fascynującym przedmiotem, dlatego postanowiłam uczyć również Obrony przed Czarną Magią. Moja zabawa z Wirtualnym Hogwartem trwała półtora roku. W końcu zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że niewinna na pozór zabawa staje się niebezpiecznym zabieraczem czasu, dlatego na dobre pożegnałam się z Uniwersytetem Magii i Czarodziejstwa.

Obliviate

Zaklęcie zmieniające pamięć nie było potrzebne. Świadomie zrezygnowałam z wirtualnej przygody, chociaż sentyment pozostał na zawsze. Mimo wszystko ta magiczna przygoda była jak chodzenie po cienkiej linii. Niektórzy bardzo łatwo spadali na sam dół, w same szpony uzależnienia od internetowej zabawy. Z biegiem lat wyleczyłam się z Potteromanii, ale za każdym razem, gdy tylko dowiaduję się o emisji którejś z części przygód Harrego Pottera, obowiązkowo włączam telewizor. Obecnie nie zostaje mi nic innego jak uniwersytecki e-learning, dlatego pora już przenieść się z magicznego świata do tego realnego, bo zadania nie zrobią się same jak za sprawą czarodziejskiej różdżki.

Tekst: Nela Nocoń

Przyp. red.: Uprzejmie prosimy czytelników o niepowtarzanie fałszerstwa dokonanego przez autorkę niniejszego tekstu. A jak dokonacie, to nie piszcie, że UJOT FM miesza w sprawach Hogwartu. Nie chcemy mieć problemów z aurorami :(


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!