Feminizm w mainstreamowym kinie – i dlaczego nie każdemu on odpowiada

Autor - 22 czerwca 2020

(żyjemy w społeczeństwie)

Kończąca się właśnie dekada lat „dziesiątych” po trwającej od upadku muru berlińskiego stagnacji przyniosła ze sobą obietnicę przemian obyczajowych. Społeczeństwo, głównie ludzie młodzi, zaczęło zwracać coraz większą uwagę na problem marginalizacji mniejszości oraz kobiet. Poza rosnącymi w siłę ruchami emancypacyjnymi czy akcjami pokroju #metoo, jednym ze skutków tej zmiany społecznej była emancypacja płci pięknej w wysokobudżetowym kinie. Główną rolę w filmach, głównie superbohaterskich, zaczęły coraz częściej odgrywać heroiny. Mające miejsce zmiany nie wszystkim jednak przypadły do gustu.

Dyskusja na temat sensowności produkowania filmów z żeńskimi bohaterkami rozgorzała ponownie za sprawą niedawnej, rzekomo nieudanej premiery filmu Ptaki Nocy (i Fantastyczna Emancypacja Pewnej Harley Quinn), będącego luźną kontynuacją innego filmu z komiksowego uniwersum DC, Suicide Squad.

Produkcja na długo przed premierą mierzyła się z bojkotem ze strony internautów przewidujących że się nie sprzeda i będzie porażką artystyczną jak Suicide Squad właśnie. Z podobnymi zarzutami spotkał się zasadniczo każdy film super-hero obsadzający w rolach głównych kobiety, ale również blockbustery z kobiecą obsadą w ogóle.

Łatwo byłoby udzielić odpowiedzi, że niechęć do kobiet w filmach wynika z mizoginii męskiej części fanbase’u, która wybrzmiewa tym głośniej im większa część z nich ma dostęp do internetu bez nadzoru rodziców. Problem jednakże, mimo iż możemy znaleźć elementy wspólne, przedstawia się inaczej w odniesieniu do każdej produkcji i często ma głębsze korzenie niż czysta mizoginia. Trudno bowiem nie rozumieć niechęci fanów jeśli rokrocznie obok kiepskich remake’ów lubianych blockbusterów z mężczyznami serwuje się nam kiepskie remake’i blockbusterów, ale z kobietami w roli głównej.

W ostatnich paru latach pojawił się w Hollywood trend na tworzenie żeńskich wersji znanych i lubianych franczyz. Niestety pomysły scenarzystów często wyczerpywały się na pomyśle zmiany płci protagonistów, a filmy takie jak remake Ghostbusters czy Ocean’s 8 zostawiały widzów z poczuciem rozczarowania bądź zażenowania. Jednym jest tworzyć nową historię z kobietami w roli głównej, innym branie istniejącej marki i podmienianie bohaterów, którzy przecież stanowili o jej sile. Ghostbusters bez Billa Murraya to nie było dla wielu prawdziwe Ghostbusters. I chociaż da się opowiedzieć świeżą historię używając istniejącego uniwersum (IT na przykład), oraz da się opowiedzieć historię kobiecej heroiny w zupełnie nowej historii (Atomic Blonde) to twórcy wymienionych wyżej produkcji nie chcieli podejmować odpowiedniego ryzyka. W konsekwencji wielu fanów wyszło z kina z przekonaniem, że brak mężczyzn na ekranie obniża poziom filmu, chociaż wina leżała nie w aktorkach, a w scenariuszu.

Chociaż zdaniem fanów, czasem leżała jednak w aktorkach, bo wiele z nich było szykanowanych w internecie z absurdalnych powodów i jest to fenomen którego raczej mężczyźni nie doświadczają. Popularne wśród fandomów jest wspólne obniżanie ocen filmów, które robią ich zdaniem coś źle, w serwisach ratingowych. Taki los spotkał choćby ostatnie części Gwiezdnych Wojen, ale również Captain Marvel, Wonder Woman, a nawet niebieskiego bardzo szybkiego jak błyskawica jeża. Niedawno internauci obniżyli oceny w serwisie IMDb dwóm polskim filmom – 365 dni oraz Zenek, do poziomu poniżej oceny 2/10, dzięki czemu są to teraz najgorzej oceniane filmy w historii tego największego angielskiego serwisu filmowego. Jak widać siła przebicia samych Polaków jest ogromna, strach pomyśleć do czego mogą doprowadzić fani marek takich jak Star Wars.

By uniknąć hejtu i ataków personalnych konta w serwisach społecznościowych musiała w przeszłości usunąć odtwórczyni głównej roli w nowej sadze, Daisy Ridley. Chociaż trzeba przyznać, ze nowe filmy ze stajni Disneya odstają jakością od reszty z powodu kiepskiego scenopisarstwa, to za złą jakość produkcji oberwał nie tylko reżyser, ale głównie aktorka, która przecież miała bardzo niewielki wpływ na fabułę produkcji. Podobny los spotkał odtwórczynię roli Rose, Kelly Marie Tran, którą część fanów znienawidziła do tego stopnia, że jej rola została w kolejnym filmie znacznie zmarginalizowana. Nie wiadomo czy to studio ugięło się pod naporem rasizmu, czy Kelly nie chciała bardziej rozbudowanej roli w obawie o swoje zdrowie. Abstrahując jednak od głupoty i karygodności zachowań owych internautów, ciężko nie zgodzić się z tezą, że niedojrzałe zachowanie trolli było spowodowane kiepską jakością filmu.

Inaczej jest w przypadku Brie Larson, z której wypowiedziami na temat feminizmu nie zgadzała się część internautów, chociaż wydaje mi się, że głównym motorem napędowym hejtu była sama główna rola w filmie Captain Marvel. Nie potrafię przypomnieć sobie sytuacji, w której to mężczyzna jest masowo szykanowany w internecie, bo wypadł trochę gorzej w wywiadzie. Do dzisiaj spotykam się wśród znajomych z opiniami, że Brie Larson jest niemiłą osobą, chociaż sensownych dowodów na jej nieodpowiednie zachowanie w zasadzie próżno szukać. Akcje oczerniania wizerunku organizowane przez część fandomu okazują się być bardzo udane.

Nietrudno zauważyć, że wiele osób w dzisiejszych czasach ma problem z feminizmem.

Żyjemy u progu dużych przemian społeczno-ekonomicznych i wiele osób jest tym faktem zaniepokojonych. Ponieważ w ostatnich latach kino stało się dużo bardziej różnorodne pod względem reprezentacji kobiet i mniejszości, pojawiają się głosy sprzeciwu – po co komu film z kobiecą obsadą, feministyczne bzdety, kiedyś to było teraz to nie ma. I nie da się zaprzeczyć, że jeśli pojawia się już jakiś „kobiecy” film, to temat emancypacji będzie w nim obecny. Przyczyny tego są zasadniczo dwie.

Po pierwsze, studiom na tym zależy. Target na filmy girl-power wynosi w przybliżeniu połowę populacji, a po premierze Wonder Woman księgowi w białych kołnierzykach odkryli, że blockbuster z kobietą w roli głównej może zarobić duże pieniądze. Elementy feministyczne istnieją w zamyśle produkcji już od samego początku. Nie bez powodu do realizacji tych filmów zatrudnia się kobiety, to prosty zabieg marketingowy. Reprezentacja kobiet wśród reżyserów w Hollywood w latach 2007-2017 wynosiła aż… 4%. Trudno uwierzyć, że gdyby hasło „film od kobiet, dla kobiet” nie działało na wyobraźnie młodych kobiet, to reżyserki produkcji dostałyby te posady. I jest to sytuacja z jednej strony okropnie smutna, ukazująca seksizm branży (w Polsce jest niewiele lepiej), a z drugiej bardzo pozytywna, bo reżyserki mają szansę na samorealizację i gender gap się powoli zmniejsza.

Po drugie, reżyserkom na tym zależy. Jeśli już dostały stery w swoje ręce, to trudno się dziwić, że chcą wykorzystać tą szansę do opowiedzenia SWOJEJ historii, a jeśli jest się kobietą w Hollywood, to prawie na pewno elementem tej historii będzie seksizm, lekceważenie i dyskryminacja z uwagi na płeć. Nie można też nikogo winić o chęć reprezentacji „swojej grupy”. Moonlight, Call me by Your name, Get Out, Roma – filmy autorskie opowiadające o mniejszościach od lat święcą w Stanach triumf artystyczny oraz często kasowy. Emancypacja w kinie nie dotyczy tylko kobiet.

Za powstanie Ptaków Nocy (i Fantastycznej Emancypacji Pewnej Harley Quinn) odpowiada kobiece trio – reżyserka Cathy Yan, scenarzystka Christina Hodson oraz aktorka i producentka w jednym, Margot Robbie. Film zadebiutował w pierwszy weekend lutego i zarobił do tej pory około 173 milionów dolarów, co dla filmu superbohaterskiego jest wynikiem raczej kiepskim. Co w takim razie zawiniło?

Trzeba oddać twórczyniom, że nie wykonały swojej roboty na kompletne odwal się. Film wizualnie i charakterem przypomina Suicide Squad, jednak w przeciwieństwie do niego jest spójny, robi dobry użytek ze ścieżki dźwiękowej i nie wyczerpuje tematu w pół godziny, by później męczyć. Sceny walki są zrealizowane z większą finezją, a fabuła nie boli aż tak, chociaż nadal jest największym problemem filmu. Większość bohaterów można opisać jednym zdaniem, a jedyną rozbudowaną charakterologicznie postacią jest tytułowa heroina z wielkim młotkiem. Nie uważam jednak, by jakość samego filmu stanowiła o jego sukcesie kasowym. Moglibyśmy zwalać winę na bojkotujących film internautów, jednak również nie wydaje mi się, żeby mieli duży wpływ na wyniki sprzedażowe. Moim zdaniem głównymi czynnikami wpływającymi na wynik w box office są: data premiery, tytuł i poprzednie filmy z uniwersum DC.

Luty nie jest miesiącem w którym wypuszcza się kasowe przeboje. Amerykanie w tym okresie w roku raczej nie chodzą do kina, więc najlepsze produkcje oszczędza się na lato. Można się zastanawiać, czy Warner Bros. nie chciał w ten sposób filmu uśmiercić, ale ich decyzja jest dosyć zrozumiała. Zarówno Deadpool, jak i Kingsman debiutowały w lutym z dobrymi wynikami finansowymi, a są to podobne tematycznie filmy z kategorią wiekową R – tylko dla dorosłych. Da się więc w tym okresie zarobić. Parę ostatnich filmów z uniwersum DC wyszło bardzo dobrze, jednak publiczność dalej pamięta Batman v Superman i niedawną Ligę Sprawiedliwości – produkcje których scenariusz musiało pisać dziecko, któremu ktoś co chwilę dawał do ręki a potem od razu zabierał lizaka, żeby było smutne.

Na samym końcu powodów ten tytuł, który jest tak absurdalny i niepotrzebnie długi, a wspominając o emancypacji przypomina hipokryzję studia które jeszcze parę filmów temu seksualizowało bohaterkę Margot Robbie i sprowadzało ją do roli eye-candy. Uwielbiam ten tytuł, ale dla widzów musiał być zbyt konfundujący, a sama kampania marketingowa nie informowała, czy jest to kontynuacja, czy możemy iść do kina bez obejrzenia innych filmów z serii.

Na samym końcu wymienić możemy obecny w filmie feminizm bo widać, że autorki mając okazję opowiedzieć historię o kobietach zrobiły to bez kompromisów. Fabuła filmu to tak naprawdę walka kobiet o uwolnienie się z pod jarzma miejskiego patriarchatu, zarówno w postaci bardzo niedobrych kolesi którym można skopać tyłki, jak i dyskryminacji, uprzedmiotowienia i braku poszanowania dla fizycznych granic. Nie uważam jednak, żeby feministyczne przesłanie było powodem słabych zarobków filmu bo nie każdy film o opowiadający o opresji wobec mniejszości ma takie wyniki.

Takich produkcji będzie powstawać więcej, ciężko żeby powstawało mniej, biorąc pod uwagę jaka jest reprezentacja kobiet w kinie. A ja czekam na więcej, bo jestem zainteresowany tym, co płeć piękna ma do opowiedzenia i nie mogę się doczekać, żeby oglądać filmy kolejnej Sofii Coppoli czy Grety Gerwig. Różnorodność zawsze działa na korzyść jakości.

Radosław Chybowski

Źródła:

1. http://assets.uscannenberg.org/docs/inclusion-in-the-directors-chair-2007-2017.pdf
2. https://www.theguardian.com/film/2019/dec/07/daisy-ridley-jj-abrams-star-wars-a-religion
3. https://www.vox.com/2019/12/30/21042843/kelly-marie-tran-rise-of-skywalker-screentime
4. https://www.boxofficemojo.com/release/rl3640886785/


Teraz gramy
TITLE
ARTIST

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka). Możesz to zaakceptować albo wyłączyć pliki cookies w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje.

Zamknij!