„Ballet des Arts” czyli jak barok łączy się ze współczesnością

Wchodząc do Teatru Variete zawsze ma się pewność że to, co zobaczymy na scenie zapadnie w pamięć na długie miesiące. Tak było także w przypadku spektaklu „Ballet des Arts”. Premiera produkcji autorstwa Baletu Cracovia Danza i Fundacji Arts Sound odbyła się 28 września o godzinie 19.

Fot. Krakowski Teatr Variete / materiały prasowe

Spektakl połączył w sobie siedem sztuk – Rolnictwo, Nawigacja, Złotnictwo, Malarstwo , Polowanie, Chirurgia oraz Wojna – przedstawiony w wersji zmodernizowanej łączącej barokową fantazję ze współczesną laserową żonglerką oraz pokazem multimedialnym. Tego na deskach teatrów jeszcze nie było. Spektakl rozpoczęła Agnieszka Malatyńska , która przybliżyła publiczności jego historię  (premiera miała miejsce w 1663) oraz podkreśliła wybitność jej autora – Jean’a – Baptiste Lully’ego. Jego artystyczna kariera była silnie związana z Ludwikiem XIV,  do tego stopnia że monarcha wystąpił właśnie w premierowym spektaklu. Z zapowiedzi jego nowej odsłony wynikało, że tancerze Cracovia Danza mają odtworzyć  groteskowy majstersztyk, natomiast pomóc im miała orkiestra Estravaganza z sopranistką Joanną Radziszewską.

Jeśli chodzi o oprawę muzyczna pod batutą Zygmunta Magiery, to prezentowała się ona znakomicie. Czar XVII- wiecznych melodii został całkowicie oddany tamtego wieczora. Kreatywnym oraz zaskakującym posunięciem było użycie głosu sopranistki jako zapowiedzi. Zanim rozpoczęła swoją arię, z gracją prezentowała przedmiot związany z motywem sztuki , która miała nastąpić po jej występie Sama Radziszewska była, jednym słowem, genialna. Nie można inaczej określić jej zgrania z tempem wygrywanej melodii oraz czystości jej głosu, który odbijał się od ścian sali, umożliwiając widzom przeniesienie się w czasie.

Kostiumy zaprojektowane prze Monikę Polak-Luścińską, były oryginalne i wpasowywały się w ogólną konwekcje barokowego przepychu. W stojach tancerzy nie zabrakło elementu groteski, który był istotny w poszczególnych sztukach. Bardzo przemyślane były stroje dla tancerza, który otrzymał rolę Ludwika. W jego kostiumie zawsze pojawiał się element słońca, co odróżniało go od innych członków zespołu.

Część współczesna przestawienia była w równy sposób intrygująca co jego barokowa część. Krystian Minda zadbał o to, żeby ludzkie oko pogubiło się tym co widzi. Jego laserowa żonglerka była fascynująca, ale także w pewien sposób przez kolorystkę laserów, wpasowywała się w barokowy charakter.  Najbardziej poruszającym momentem spektaklu Mindy było połykanie mieczy, które u wielu – jak i w moim przypadku – wzbudziło poruszenie.

Strona taneczna spektaklu wykonywana przez zespół Cracovia Danza specjalizujący się w tańcach barokowych, również nie zawiodła i w pełni oddała klimat dworski.

Ten spektakl z pewnością jest czymś wyjątkowym, jednak z pewnością nie trafi w gusta wszystkich odbiorców. Sądzę jednak, że warto go obejrzeć chociaż raz, bo nie wiadomo kiedy następnym razem na deskach Teatru Variete pojawi się coś równie innowacyjnego.

Natalia Krzywoń