Materia Prima – światowy teatr zawitał do Krakowa

Głosy zachwytu nad festiwalem teatru formy Materia Prima nie milkną po jego zakończeniu. 10 grup z różnych krajów, odgrywając łącznie 22 spektakle, zebrało tysiące widzów, którzy często po kilka minut oklaskiwali artystów. Nie sposób się dziwić gdyż od 18 do 25 lutego w Krakowie odbyło się prawdziwe święto teatralne na skale europejską. Trudno, bowiem znaleźć festiwal zbierający taki doskonały przekrój sztuk, prezentujących szerokorozumiany teatr formy.

CCN Créteil & Val-de-Marne Compagnie Käfig „Pixel” (fot. Klaudyna Schubert)

Czwarta edycja festiwalu teatru formy promowana była hasłem: primo UZALEŻNIA, secundo HIPNOTYZUJE, tertio ZNIEWALA, quarto OCZAROWUJE. Nie spodziewałem się, że po zakończeniu tegorocznego Materia Prima będę uważał to hasło za najbardziej trafny opis festiwalu.

Fictionville Studio & Banu Productions „Ogniste Pióra: perska epopeja” (fot. Klaudyna Schubert)

O tym, że to wydarzenie uzależnia dowiedziałem się już w trakcie trwania festiwalu. Śledziłem z dużym zaciekawieniem jak kolejne sale teatralne wypełniają się po brzegi, a często potrzebne były dodatkowe siedzenia, dostawiane we wszystkich możliwych miejscach. Popularność tegorocznej edycji była olbrzymia, nie spodziewałem się przed salami teatralnymi ludzi z kartkami kupię bilet, a Materia Prima mi takich widoków dostarczyła. Wiele z osób, przybywających na wydarzenie to już stali goście, którzy w rozmowie powtarzali, że dla nich jest to prawdziwe święto i czekają na każdą edycję z utęsknieniem. Po zakończeniu festiwalu sam muszę przyznać, że dzień wydaje się pusty bez wieczornego spotkania z teatrem formy. Zadowolenia z zainteresowania festiwalem nie krył Adolf Weltschek dyrektor artystyczny festiwalu.

 

Natomiast o tym, że teatr formy hipnotyzuje byłem przeświadczony, ale plejada doświadczeń, jaką organizatorzy zapewnili na tegorocznym festiwalu tylko potęgowała to uczucie. Zaproszeni artyści opowiadali różne historie przy użyciu rozmaitych środków artystycznych. Trudno byłoby streścić wszystkie te opowieści, bo pewnie odczucia wielu widzów byłyby różne. Jak powiedział Mourad Merzouki, reżyser spektaklu Pixel, widz za pomocą użytych środków ma zafascynować się przekazywaną historią i to ma skłonić go do osobliwej interpretacji.

 

Właśnie ta wielość form hipnotyzowała najbardziej, na każdym spektaklu widz mógł spodziewać się innych zabiegów. Pojawił się mistrzowski teatr cieni, który za pomocą masek i filmowych sztuczek przeniósł tradycyjną perską historię na deski teatru. Wielu z widzów było zaskoczonych po zakończonym spektaklu Ognistych Piór: perskiej epopei, że zza ekranu pojawili się przed nimi aktorzy. Przedstawienie było do tego stopnia dopracowane, że aż trudno było uwierzyć, że efekty, gra postaci i muzyka spotykają się w jednym miejscu i jest to odgrywane na żywo.

 

Za sprawą wspomnianego Pixela widzowie mogli poznać świat nowych technologii w teatrze. Tancerze wykonywali choreografie w towarzystwie efektów wizualnych. Scenografie stanowiły liczne wizualizacje, które swoimi sekwencjami wprawiały w osłupienie widownie. Trzeba przyznać, że tancerze zadbali o ból głowy, bo aż trudno było się zdecydować, czy bardziej zdumiewają efekty specjalne, czy też ich wyczyny. Cieszę się, że dane było mi siedzieć tuż za ekipą techniczną, która odpowiadała za multimedia. Widzieć jak trzech mężczyzn za komputerami uruchamia kolejne efekty z precyzją, co do sekundy, aby taniec zgrał się z wizualizacjami było czymś bezcennym.

 

Moim prywatnym największym, pozytywnym zaskoczeniem był spektakl Piaskun. Dwójka aktorów dała piękny pokaz, który pozwolił zajrzeć w głąb umysłów widowni. Goście z Litwy zaprezentowali teatr lalek i masek na najwyższym poziomie. Kolejne metamorfozy bohaterów odkrywały następne korytarze ludzkiej podświadomości, co przełożyło się na intensywny odbiór ze strony publiki, wśród której nie było słychać nawet oddechów.

Vilniaus Teatras Lele „Piaskun” (fot. Anna Kaczmarz)

Równie hipnotyzujący, co zniewalający byli Herosi z żelaza i inni… Spektakl, na którym spotkałem się z najniższą średnią wieku na widowni, a artystą mimo wszystko udało się zaabsorbować tę bardzo trudną publikę. Za tym sukcesem stoi materia, jaką opowiedziane były stosunkowo proste historie. Wykorzystanie zużytych narzędzi, śrubek i przedmiotów codziennego użytku, jako bohaterów przedstawienia wiązało uwagę wszystkich zebranych. Nie tylko na ekranie, na którym wyświetlano historię obraz, ale również na znajdującej się obok dwójce artystów, którzy bezinwazyjnie manipulowali elementami, tak by w czarujący sposób wykonać gesty np. pękniętym pędzlem.

 

Pytanie: „Jak oni to robią” przewijało się po publiczności przez cały czas trwania spektaklu Aria. Wydawało się, że nad sceną na potrzeby przedstawienia wyłączono grawitacje. Aktorzy wykonywali niebywałe akrobacje w powietrzu i choć usłyszałem od widzów wiele teorii to łączy je jedynie zdumienie nad wyczynami grupy z Włoch. Wszystko to doskonale uzupełniała muzyka rodem z najlepszej opery, co tylko wprawiało widza w zakłopotanie czy skupić się na warstwie dźwiękowej czy wizualnej.

 

Za sprawą Tradycyjnych lalek wodnych na niespełna godzinę publika przeniosła się na zupełnie inny kontynent. To było spotkanie nie tylko z tradycyjną sztuką, ale także prawdziwa kulturowa lekcja. Powodów do zachwytu było wiele: majestatycznie wykonane lalki, doskonały ruch sceniczny postaci, ludowa muzyka, ale największe wrażenie i tak wywierała ogromna praca sterujących lalkami. Za sterem jednej z nich często stało kilku aktorów, którzy w pocie czoła dbali, żeby postacie mogły wykonać choćby najmniejszy ruch lub gest.

 

Na sam koniec widzowie otrzymali przysłowiową wisienkę na torcie, gwiazdę festiwalu czyli La Verità. Było to doskonałe podsumowanie festiwalu. Na scenie pojawiły się akrobacje, sztuczki cyrkowe, układy choreograficzne i wspaniałe popisy muzyczne. Z przyjemnością przyglądałem się widowni, która ze zdumienia, a nawet czasem z bólu żywiołowo reagowała na kolejne niewiarygodne popisy artystów. Wszystko to w charakterze surrealistycznego snu, o bardzo komediowym wydźwięku.

 

Materia Prima oprócz oczywistego spotkania z różnorodnymi interpretacjami teatru formy pozwoliła na coś jeszcze ważniejszego. Każdy z spektakli zawierał przekaz kulturowy. Widzowie poprzez scenę mogli ujrzeć nie tylko niesamowite popisy artystów, ale także mały wycinek innej kultury, która z łatwością oczarowywała publikę.

Thang Long Puppetry Theatre „Tradycyjne lalki wodne” (fot. Anna Kaczmarz)

Próbując znaleźć wśród widowni jedno trafne podsumowanie festiwalu poniosłem klęskę, gdyż takie podsumowanie prawdopodobnie nie istnieje. Wszystkie wypowiedzi zawierały tylko składowe tego, co dzięki Teatrowi Groteska mogliśmy zobaczyć na krakowskich scenach. W tym obszernym obrazie teatru formy każdy mógł znaleźć coś dla siebie, dać się temu zahipnotyzować, oczarować, a może i uzależnić. Z mojej perspektywy uważam, że najtrafniej powiedzieć, że do teatru zawitały elementy magii, więc niech Materia Prima kontynuuje swój sukces, gdyż widzowie takich sztuczek są spragnieni. Z wielkim żalem żegnamy niepowtarzalne na polską skale święto teatru i czekamy na kolejną edycję! 

ŁM